Tym razem wszyscy wrócili cało do domu. Kiedyś tego szczęścia może zabraknąć…

Mecz Pucharu Polski pomiędzy Gryfem Wejherowo a Lechią Gdańsk mógł się podobać kibicom. Niestety, dziś nie ma to wielkiego znaczenia, bo zapamiętany zostanie z czego innego. I z czego innego niż postawienia ciężkich warunków rywalom zostanie rozliczony drugoligowiec z Pomorza. Cieniem na wtorkowe spotkanie rzuca się skandaliczna postawa „kibiców” gospodarzy, która – i to największe szczęście w nieszczęściu – nie pozbawiła zdrowia żadnego z piłkarzy.

Co gorsza, gdzieś to już w przeszłości widzieliśmy. W grudniu 2017 roku, w czasie derbów Krakowa, pseudokibice Pasów wprost ostrzelali pirotechniką sektor fanów Wisły. Wielkie uff, że i wówczas skończyło się tylko na strachu i kilku przepalonych ubraniach. Wczorajsze wydarzenia z Wejherowa, choć mieszczą się w tej samej kategorii skandalu, działają na wyobraźnię nawet bardziej, bo w relacjach wideo, jak na dłoni, widzimy element pirotechniki wystrzelony z trybun, który mknie z szaloną prędkością i mija o centymetry głowę bramkarza Lechii – Zlatana Alomerovicia.

Mecz zostaje przerwany, a jak wynika z późniejszych relacji piłkarzy – im samym całkowicie odechciewa się kontynuować grę. Nie czują się bezpiecznie przebywając na boisku, i trudno się dziwić.

– Wciąż nie mogę uwierzyć, że w 2019 roku coś takiego mogło mieć miejsce. Mam 35 lat i nigdy czegoś takiego nie widziałem. To jeden z najgorszych momentów w moim życiu – powiedział po meczu „Super Expressowi” rozemocjonowany piłkarz Lechii Flavio Paixao. – Gdyby Zlatan (Alomerović – od red.) został trafiony, a naprawdę niewiele brakowało, to mógł już nie żyć. Każdy może zobaczyć z jaką prędkością leciała ta rakieta.

Nie sposób nie zgodzić się z Portugalczykiem mówiącym, że bardzo nie chciałby, by dopiero musiało dojść do prawdziwej tragedii, nim ktoś na takie wydarzenia zareaguje. Pytanie: kto i jakimi środkami? Jedno co pewne, to że przewidziane w regulaminach PZPN nie dadzą tu wielkiego efektu, bo uderzą w klub, a nie sprawcę. Zamknięty stadion? Wykluczenie z kolejnej edycji rozgrywek? Takie kary w żadnej mierze nie wpływają na to, by w przyszłości nie doszło do podobnych wydarzeń na innym stadionie.

Stadionowi kibole bywają bezkarni. Stadion – jak Puchar Polski – „rządzi się swoimi prawami”. Gdyby komuś przyszło do głowy strzelać w ludzi z rakietnicy w centrum handlowym czy na miejskiej starówce, możemy być pewni, że pół godziny później siedziałby w policyjnym areszcie. W przypadku stadionu, to nie takie oczywiste.

Trudno też po raz kolejny bronić tezy, że pirotechnika jest bezpieczna i dodaje kolorytu piłkarskim spektaklom. Może bywa – w rękach odpowiedzialnych użytkowników. A nawet im zdarzają się fatalne wypadki. W weekend kibic brazylijskiego Atletico Paranaense stracił dłoń – a nikt do niego nie strzelał. Chciał tylko pirotechniką przywitać piłkarzy na lotnisku.

Nie jest dobrze, gdy największym pozytywem piłkarskiego widowiska jest fakt, że wszyscy cało wrócili do domu.

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.