Tyle już było freak fightów, a były zawodnik UFC ciągle nie rozumie…

Kiedy wydaje się, że temat już dawno temu został przetłumaczony na najprzystępniejsze języki, aby absolutnie każdy mógł bezboleśnie dojść do etapu zrozumienia, nagle pojawia się on. I nadając słowom pretensjonalny ton ogłasza: „Nie zgadzam się i nie popieram!”. Tym kimś jest Damian Grabowski. W rozmowie z mmanews.pl były zawodnik UFC pochylił się nad walkami celebrytów. Zaczął kiepsko, a potem było już tylko gorzej.

O ile sama ocena zjawiska freak fightów w kategoriach sportowej estetyki jest sprawą zupełnie subiektywną i każdy, a zwłaszcza tak dobry niegdyś zawodnik, ma do niej prawo, o tyle naprawdę trudno uwierzyć, że wciąż można tak niewiele z tego wszystkiego rozumieć. Grabowski patrzy na sprawę bardzo naiwnie, upraszcza temat, wyciąga całkiem błędne wnioski, bo wychodzi z całkiem kiepskich założeń. Prawdopodobnie jest zresztą w tym temacie głosem polskiego MMA, więc może warto parę rzeczy po raz ostatni wyjaśnić.

Grabowski mówi: „Bije się Zeus z Neptunem, później idą na miasto podtrzymywani przez trzech kolegów, zarówno jeden jak i drugi. Jeden siedzi na krześle, drugi jest podtrzymywany przez trzech trenerów, bo ledwo co się trzyma na nogach i zarabiają 40 razy więcej niż solidny zawodnik w polskim MMA. To jest dla mnie trochę chore i frustrujące, krew się burzy”.

To nie jest chore, to jest zupełnie normalne. Co więcej – tak właśnie powinno się to odbywać. Zarobki z czegoś wynikają.Jeśli zawodnik X otrzymuję za walkę tysiąc złotych, a zawodnik Y 40 tysięcy, to nie oznacza, że zawodnik Y jest 40 razy lepszy, tylko że organizator – w optymistycznej wersji – zarobi na obu kwoty proporcjonalnie podobne w stosunku do ich gaż. Gdyby dał zawodnikowi X 40 tysięcy, to byłby frajerem, a gdyby dał zawodnikowi Y tysiąc – to by został pogoniony śmiechem. Tak to działa. Zupełną aberracją jest zakładanie, że gdyby Y dostał nie 40 tysięcy, a jedynie 25, to zawodnik X otrzymałby za walkę 16 razy więcej. No niestety – nie otrzymałby.

Co więcej – bardzo możliwe, że dzięki temu, iż zawodnik X walczy na jednej gali z zawodnikiem Y, za następną walkę dostanie kwotę większą niż gdyby walczył tylko z zawodnikami X2, X3 i X4. Choćby dlatego, że dana federacja dzięki angażowi zawodnika Y nie zbankrutuje.

Oburzenie byłego mistrza M1 jest zupełnie niepotrzebne. Taki „Popek” zarabia w MMA wielokrotnie więcej niż „sportowcy z krwi i kości”, w Tańcu z Gwiazdami wielokrotnie więcej niż „tancerze z krwi i kości”, a jeśli któregoś szalonego dnia postanowi wybić się z progu w Planicy, to zarobi więcej niż Stefan Hula.

I to będzie absolutnie słuszne i sprawiedliwe. Niesprawiedliwe by było, gdyby zarabiał mniej. Bo on nie otrzymuje pieniędzy za to, co potrafi, ale za to, kim jest. Za to, ile sprzedaje biletów, ilu załatwia organizatorowi sponsorów, ilu kaperuje przyszłych fanów. Tak samo zresztą było w KSW z Marcinem Różalskim, którego jednak nikt się nie czepiał.

Grabowski mówi dalej: „Jest wiele zawodników bez pracy i mogliby wystąpić”.

Wielu, nie wiele, ale pal sześć… Jednym z głupszych argumentów, jakie daje się usłyszeć w dyskusji na temat freak fightów, jest przekonanie, że w ich miejsce mogliby śmiało wskoczyć młodzi, zdolni, waleczni, i nikt by tej podmianki nie zauważył. Oczywiście, w pewnym sensie mogliby i nikt by nie zauważył – z tego głównie względu, że prawie nikt by nie oglądał. Wbrew temu, co myślą zawodnicy, „Popek”, „Koksu” czy „Strachu” nikomu nie zabierają miejsca na gali, nie są alternatywą dla zawodników na dorobku. Ludzie mają zresztą wybór – oglądać znanych ludzi oraz zawodników MMA lub oglądać tylko zawodników MMA. Wyboru dokonują nogami, przychodząc na gale. Widzimy, na których galach tych nóg jest więcej.


W Rizin najpopularniejsza zawodniczka walczy z emerytkami, na galach UFC walczą wrestlerzy, w Bellatorze największą oglądalność miała gala z walką dwóch emerytów oraz zawodnika znanego z bójek na ulicy z gościem, który je organizował. Może więc Grabowski w ogóle nie rozumie, w czym bierze udział? Może MMA to właśnie show, rozrywka, nieco tańsze emocje, a w dalszej kolejności sport

Grabowski: „Bardzo chciałbym walczyć w Polsce i jeżeli Zeus lub Neptun uważają się za prawdziwych zawodników, to mogę z nimi walczyć nawet za darmo”.

…ponieważ wiem, że łatwo wygram i za następną walkę zarobię więcej niż sportowo jestem wart po trzech druzgocących porażkach w UFC.

I na tym to właśnie polega.

MARCIN PIECHOTA

fot. Adam Starszynski/PressFocus

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem