Wisła Kraków odmieniła losy spotkania z Łódzkim Klubem Sportowym, choć zwycięstwo 2:1 przy al. Unii w Łodzi mogło być jeszcze bardziej okazałe. Dwie bramki Alona Turgemana wystarczyły jednak nie tylko do zdobycia trzech punktów, ale praktycznie do pozostania w ekstraklasowej elicie na następny sezon!

Arka Gdynia z Koroną Kielce, które rozpoczęły swoje spotkanie tuż po meczu w Łodzi, miały mieć przed sobą mecz ostatniej szansy. Takowa tliła się jednak tylko dla gości z Gdyni, bowiem zwycięstwo piłkarzy Artura Skowronka pozbawiło matematycznych szans kielczan na utrzymanie w lidze. Te Arka po początku meczu ŁKS-u z Wisłą Kraków miała znacznie większe, bowiem na prowadzenie przy al. Unii wyszli gospodarze. Pierwszą swoją bramkę w Ekstraklasie – na którą czekał 28 meczów i 1631 minut! – zdobył Pirulo. Hiszpański pomocnik Łódzkiego Klubu Sportowego ograł Macieja Sadloka i umieścił piłkę w bramce obok Mateusza Lisa. Niedługo później golkiper „Białej Gwiazdy” już uratował swój zespół przed utratą gola, ale te sytuacje nie były dobrym prognostykiem dla fanów z Reymonta 22.

Tuż przed końcem pierwszej połowy zobaczyliśmy jednak „typowy” ŁKS, czyli taki, który może grać dobrze i mieć przewagę, ale popełnić prosty i kosztujący wyrównującą bramkę błąd.

Trudno zrozumieć, jak można tak fatalnie wznowić piłkę z autu. Prawy obrońca gospodarzy, Jan Grzesik, zagrał piłkę w środek boiska – jakby prosił się o kontrę. Chuca wykorzystał niezrozumiały rzut i uruchomił Alona Turgemana. Napastnik Wisły Kraków udowodnił natomiast, że jeśli pozwoliłoby mu na to zdrowie – byłby jednym z najlepszych, a być może najlepszym napastnikiem w polskiej lidze. Fenomenalnie popędził z piłką na bramkę, minął Arkadiusza Malarza i zmieścił piłkę z ostrego kąta do pustej bramki. Klasa!

Dla wypożyczonego z Austrii Wiedeń piłkarza był to trzeci gol w polskiej lidze. Urodzony w Izraelu piłkarz jest kolejnym dowodem na to, że zawodnicy z tego kraju się przy Reymonta sprawdzają doskonale. Kibice „Białej Gwiazdy” pamiętają Maora Meliksona czy Dudu Bitona, a Turgeman swoimi występami godnie nawiązuje do rodaków. Strzelił przecież bramkę w debiucie z Jagiellonią, później leczył uraz, a po powrocie także znalazł drogę do siatki w Zabrzu. Jego trafienie dało trzy punkty w meczu z Górnikiem. Udany rajd nie był jedynym dobrym momentem w grze piłkarza, który prawdopodobnie w Wiśle nie zostanie, choć chcieliby tego chyba wszyscy kibice. Turgeman po przerwie ustalił wynik meczu, jednocześnie poprawiając swój strzelecki, skutecznie egzekwując jedenastkę.

Napastnik z Izraela ma na swoim koncie również wywalczenie rzutu karnego. Skutecznie wykorzystane „wapno” nie było jedynym, podyktowanym przez sędziego na korzyść gości. Do drugiego podszedł Rafał Boguski, przed meczem wyznaczony jako pierwszy w kolejce do strzelania z jedenastu metrów. Podobnie jak w ostatnich dwóch swoich podejściach = z Arką w 2018 i Legią w 2015 roku – kapitan „Białej Gwiazdy” i tym razem nie zdobył bramki. Na takową czeka już od blisko dwóch lat i 35 meczów. Jak natomiast grał ŁKS? Co ciekawe, tym razem nie miał ani przewagi w posiadaniu piłki, ani w liczbie wymienionych podań. Nieco odmieniona strategia jednak na nic się nie zdała. Brak presji, o którym mówił Pirulo, również nie pomógł.

ŁKS popełniał bowiem proste błędy indywidualne, które mogły być przez Wisłę wykorzystane w sposób jeszcze bardziej bezlitosny.

Kilka obrazków z tego spotkania można traktować w kategoriach symbolu. Na przykład Jan Sobociński, który po awansie do Ekstraklasy i grze na mistrzostwach świata do lat 20 mógł odejść za blisko 10 milionów złotych. Ofertę jednak odrzucono, licząc na to, że swoją klasę udowodni w Ekstraklasie, podbijając tym samym swoją cenę. Przy al. Unii się jednak przeliczono. 21-letni piłkarz ma za sobą rozgrywki pełne błędów, których nie ustrzegł się również w meczu z Wisłą. Sytuacja, w której popełnia idiotyczny faul w polu karnym, odpychając Turgemana, poprzedzona została irracjonalnym pobiegnięciem po piłkę na aucie – chociaż ten wykonywać mieli goście. Sobociński jest jednym z największych rozczarowań sezonu, ale jego koledzy w obronie również nie dawali poczucia bezpieczeństwa…

Z tymi problemami poradzić będą sobie musieli w Łodzi w przyszłym sezonie na zapleczu Ekstraklasy – podobnie jak Korona Kielce, dla której zwycięstwo Wisły Kraków było gwoździem do ekstraklasowej trumny. Do pierwszej ligi nie spadnie natomiast Wisła Kraków, która pod wodzą Artura Skowronka wydostała się z ligowych czeluści i nie tylko opuściła ostatnie miejsce i strefę spadkową, ale po meczu w Łodzi przeskoczyła nawet w tabeli swoją imienniczkę z Płocka. Sam szkoleniowiec „Białej Gwiazdy” może się natomiast pochwalić średnią punktów 1,73. Przed nim ani Maciej Stolarczyk (1,11), ani Joan Carillo (1,50), ani Kiko Ramirez (1,42), ani Kazimierz Kmiecik (1,17), ani Dariusz Wdowczyk (1,69), ani Marcin Broniszewski (0,50), ani Tadeusz Pawłowski (0,33), ani Kazimierz Moskal (1,25), ani Franciszek Smuda (1,41), ani Tomasz Kulawik (1,32), ani Michał Probierz (1,61), ani ponownie Kazimierz Moskal (1,50) nie mieli wyższej. Ostatnim trenerem osiągającym taki wynik punktowy był Robert Maaskant, który świętował z Wisłą Kraków ostatnie mistrzostwo Polski. To natomiast dobry prognostyk dla dalszej pracy Skowronka przy Reymonta…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem