Trzy tygodnie do mistrzostw Europy. Oczy kibiców zwrócone na Bartosza Kurka

Do mistrzostw Europy w siatkówce, EUROVOLLEY POLAND 2017, zostały już nieco ponad trzy tygodnie, więc nasi reprezentancji wchodzą w ostatnią fazę przygotowań do turnieju. Po niezbyt udanej tegorocznej edycji Ligi Światowej coraz więcej osób powątpiewa, że Polacy osiągną na przełomie sierpnia i września sukces. Takim z pewnością byłoby zdobycie medalu. Choć po wydarzeniach sprzed trzech lat, kiedy również Polsce rozgrywano mistrzostwa świata, pewnie znalazłoby się wielu i takich, których ucieszy tylko złoty krążek.

Wśród wielu mankamentów w grze naszych siatkarzy bardzo często eksperci podkreślali, że obecna drużyna pozbawiona jest lidera, który będzie potrafił dowodzić biało-czerwoną armią. Takiego samego, jakim podczas ME w 2009 roku był Piotr Gruszka, takiego samego, jakim w 2014 roku był Mariusz Wlazły. Lidera, nie tylko mentalnego, ale i gościa, który w trudnym momencie weźmie ciężar gry zespołu na swoje barki. O ile w poprzednich latach zawsze w polskiej ekipie znajdował się ktoś, kto potrafił poradzić sobie z tą rolę, o tyle na samym początku pracy Ferdinando de Giorgiego, nie zawsze wyglądało to tak, jakbyśmy sobie wyobrażali. Mecze Polaków, lepsze i gorsze, były bardzo często uzależnione od tego, jak na boisku radzi sobie Bartosz Kurek. Gdy grał, punktował i imponował skutecznością, to Polacy potrafili spotkania wygrywać. Gdy miał gorszy dzień i brakowało mu precyzji, zaczynały się kłopoty, z którymi nierzadko nie potrafiliśmy sobie poradzić.

Wynik, który udało się osiągnąć w tegorocznej edycji Ligi Światowej, czyli ósme miejsce, jest najgorszy od trzech lat. Ostatnim razem tak źle było w 2014 roku, a warto podkreślić, że dwa lata wcześniej, w 2012 roku, udało się wygrać całe rozgrywki po raz pierwszy i jak do tej pory jedyny w historii. Przed rokiem nasza kadra zajęła miejsce piąte, co było przyjęte jako “wypadek przy pracy”.

O tym, że Kurek nie spełniał pokładanych w nim nadziei, świadczą chociażby różnego rodzaju plebiscyty kibiców, którzy na forach internetowych mogli wybierać najlepszego siatkarza w ekipie biało-czerwonych. Portal Sportowefakty.pl po każdym z weekendów spędzonych z siatkarzami wybierał naszego najlepszego reprezentanta. Siatkarz zdobywał punkty, które po zakończeniu turnieju sumowały się i decydowały o tym, notowania którego z zawodników stały najwyżej. Zwyciężył Michał Kubiak, a kolejne miejsca zajmowali Dawid Konarski i Bartłomiej Lemański. Laureaci zdobyli: 48%, 24% i 6% głosów, a Bartosz Kurek uplasował się dopiero na siódmym miejscu i uzbierał… tylko 2%. Wszyscy patrzyli na zawodnika tureckiego Zirrat Bankasi Ankara, gdyż to wokół niego miał być budowany zespół, którym ten miał dowodzić. Tymczasem grali inni, a Kurek był w cieniu.

Kurek podczas zmagań w fazie grupowej Ligi Światowej był dopiero piątym najlepiej punktującym siatkarzem w naszej drużynie. Najwięcej punktów padło łupem Dawida Konarskiego (129), potem Michała Kubiaka (92), Mateusza Bieńka (84), Bartłomieja Lemańskiego (59) i dopiero później plasuje się Kurek (48). Spośród wszystkich zawodników, którzy zapunktowali w Lidze Światowej, były zawodnik Skry Bełchatów zajął dopiero 63. miejsce, a na jego dorobek składały się 42 oczka zdobyte w ataku, 5 po bloku i 1 bezpośrednio po zagrywce. Ze 105 ataków, Kurek tylko 42 zakończył punktem, co daje skuteczność na poziomie 40%. Rażą błędy własne, których łącznie było aż 25. Ponadto Kurek zdobył średnio na set tylko 0,14 punktu z bloku, co w przypadku zawodnika mierzącego aż 206 cm wzrostu jest wynikiem bardzo słabym. Te wszystkie liczby miały wpływ na to, że Polacy musieli radzić sobie bez lidera, który miał prowadzić drużynę od zwycięstwa do zwycięstwa.

Przed Polakami teraz najważniejszy turniej w 2017 roku i nikt spośród naszych reprezentantów nie ma wątpliwości, że mistrzostwa Europy będą imprezą docelową. De Giorgi przejmując kadrę naszych siatkarzy zapewniał, że efekty jego pracy przyjdą najszybciej na przełomie sierpnia i września i jego słowom należy wierzyć, gdyż wszystko w sporcie wymaga czasu. Odnoszę jednak wrażenie, że to właśnie Kurek, mimo że w ostatnim czasie w słabszej dyspozycji, jest osobą, która może być lekiem na całe zło polskiej siatkówki. To on swoją dobrą postawą, skutecznymi atakami i niezawodnością w beznadziejnych momentach może spowodować, że braki w naszej kadrze zostaną zamiecione pod dywan. To jego punkty w trudnych momentach, to jego spryt w stykowych sytuacjach mogą dać Polakom atuty, dzięki którym uda się wygrać poszczególne sety i kolejne spotkania.

Na Kurku spoczywa presja nie tylko ze względu na to, że w jego sportowej karierze nie wszystko układa się w ostatnim czasie tak, jak on sam by sobie tego życzył. Urodzony w Wałbrzychu zawodnik zdaje sobie sprawę, że przed trzema laty został odstawiony na boczny tor, zrezygnowano z jego usług, a mimo wszystko drużyna wspięła się na maksimum swoich możliwości i zdobyła mistrzostwo świata. Wtedy wszyscy zachwycaliśmy się Wlazłym, bo to on był najjaśniejszą postacią w naszej drużynie. Dziś, gdy Mariusz siedzi wygodnie na kanapie, coraz więcej osób patrzy w kierunku Kurka, który ma wejść w buty swojego starszego kolegi. Jeżeli sobie z tym poradzi, a Polacy zdobędą medal, to będzie mógł z czystym sumieniem spojrzeć sobie prosto w oczy i stwierdzić, że dał radę. Gdy nie, to nieuniknione, że ktoś brak sukcesu naszych może zrzucić na lidera, który nie wziął odpowiedzialności na swoje barki.

LV BET jako oficjalny sponsor EUROVOLLEY POLAND 2017 przygotował specjalne kursy na ten turniej. Pełna oferta znajduje się TUTAJ.

 

Jakub Borowicz

Komentarze