Tryplet Chalidowa? „Petarda”

Miał być hit i jest hit! Mamed Chalidow wraca do KSW i będzie bohaterem walki wieczoru podczas 42. edycji, która odbędzie się w Łodzi. Poznaliśmy tym samym najważniejsze starcie w polskim MMA w 2018 roku.

Przynajmniej na ten moment i przynajmniej na papierze. Czemu na papierze? Bo Tomasz Narkun jest zawodnikiem dobrym, powszechnie cenionym przez ekspertów i dziennikarzy, ale jego nazwisko najmniej waży spośród wszystkich mistrzów federacji. Podczas gdy Michał Meterla czy do niedawna Borys Mańkowski mieli w Polsce wielu swoich fanów i potrafili przyciągnąć ludzi przed telewizory, Narkun od dawien dawna jest w cieniu swoich kolegów po fachu. Zwykle występował na mniejszych i mniej medialnych galach i tam też wygrywał. Gdy dostawał swoją szansę na Stadionie Narodowym, to jego pojedynek nie każdego interesował. Ludzie czekali na Popka i Burneikę, ciekawi byli debiutu Janikowskiego, pierwszej obrony tytułu przez Wrzoska i „mistrzowskiego” starcia bez pasa, w którym Chalidow mierzył się z Mańkowskim. Narkun po prostu był, to prawda, i tak naprawdę to tyle. W niedzielę rano po KSW na Narodowym mało kto wstał z łóżka, by zobaczyć skrót jego walki z Marcinem Wójcikiem.
Mamed wraca do KSW, a to oznacza dla polskiego kibica jedno – dalej będzie jedną z twarzy federacji i nie myśli o tym, żeby wynieść rękawice na strych. Dużo było spekulacji na temat Chalidowa, dużo teorii spiskowych, dużo fake newsów i opinii, które nie miały pokrycia w rzeczywistości. Gdy przyszło co do czego, to Mamed postanowił kontynuować swoją karierę w KSW, bo… tak mu jest wygodnie. Bo Polskę zna i wie, że boom na mieszane sztuki walki jest większy niż kiedykolwiek wcześniej.

Dlaczego to Mamed wygra ten pojedynek? Bo jest szybszy, bardziej mobilny, bo jest ponownie głodny sukcesu i… ma lepszą kondycję. Rzeczą, na którą od kilka walk z udziałem Narkuna można zwrócić uwagę, jest brak tlenu i ogromny wysiłek, z którym zawodnik musiał się zmierzyć za każdym razem, gdy wchodził do klatki. Ani Sokoudjou, ani Wójcik, kondycyjnie chociażby w połowie nie byli tak przygotowani do zażartej walki na dystansie trzech czy nawet pięciu rund, jak Chalidow jest z marszu. Serce Narkuna biło bardzo szybko podczas walki, którą prawdopodobnie Mamed przeszedłby spacerkiem. To w Łodzi może mieć decydujące znaczenie.

Co jeszcze może zgubić Narkuna? Wielopłaszczyznowość Chalidowa. Jeszcze niedawno zawodnik ze Szczecina mówił, że chciałby stoczyć pojedynek bokserski z Mateuszem Masternakiem. To pokazuje, że mocno czuje się w stójce i jest gotowy podjąć wyzwanie nawet w przypadku, gdy gość po drugiej stronie jest w tym elemencie zawodowcem. Problem w tym, że Mamed boksersko również dobrze wygląda (zwycięstwo z Michałem Materlą), a w dodatku walka w parterze nie jest dla niego tajemnicą. Z każdą kolejną upływającą minutą, a co za tym idzie – z coraz szybszym biciem serca Narkuna, szanse Mameda na poddanie go będą coraz większe. Pochodzący z Czeczeni mieszkaniec Olsztyna znakomicie zdaje sobie z tego sprawę.

Sam Narkun niewielu kibiców w Polsce potrafi zaciekawić, ale w walce z Mamedem Chalidowem jest atrakcją dla wszystkich fanów mieszanych sztuk walki. Dużo większy i cięższy Narkun będzie chciał być pierwszym, który utrze nosa niezwyciężonemu w KSW rywalowi. Gdyby faktycznie wygrał, może odesłać Mameda na sportową emeryturę.
A Mamed może mieć zaraz na rozkładzie trzech mistrzów KSW w trzech różnych kategoriach wagowych. Był nokaut z Materlą, decyzja z Mańkowskim, czas na poddanie z Narkunem?

*