Transfery last-minute i start rundy. Co się dzieje w Widzewie?

Gdy rok temu pisaliśmy tekst "Bezkrólewie, bałagan, gra o tron", sytuacja w tabeli i nastroje wokół klubu były znakomite, a tekst wkładał kij w mrowisko i niejako przepowiadał fatalną wiosnę. Dziś sytuacja w łódzkim klubie wygląda znacznie lepiej, choć nauczeni przykrym doświadczeniem kibice wolą dmuchać na zimne.

To nie był najspokojniejszy rok w 110-letniej historii łódzkiego klubu. Zmiana prezesa, wiceprezesa, dyrektora Akademii, zatrudnienie nowego dyrektora sportowego i sprowadzenie wielu piłkarzy, działanie po omacku skutkujące m.in. kłamstwami w oficjalnych komunikatach, złe wyniki, zmiana trenera, zmiana mocno związanych i pozytywnie kojarzonych z klubem spikera oraz pracowniczki biurowej, brak awansu w skandalicznych okolicznościach, ponowna zmiana trenera, który nie rozegrał nawet jednego meczu, bo w międzyczasie zmienili się prezes spółki akcyjnej, prezes Stowarzyszenia będącego właścicielem klubu oraz dyrektor sportowy, który znów zatrudnił wielu nowych piłkarzy…

To był rok wielkich i częstych zmian, zaś przerwy między rundami można określić finałami sezonów w serialu. Po ostatnich odcinkach można być optymistą, choć o happy-endzie zdecyduje najbliższa runda. Genezą ciągłego zamieszania wydaje się być obecna struktura właścicielska w postaci dwudziestu kilku osób zasiadających w stowarzyszeniu. Liczenia szabel, podkopywania dołków, rozmyśleń nad alternatywnymi scenariuszami podyktowanych niekiedy egoizmem – ich raczej nie zabraknie do momentu wkroczenia do klubu nowego właściciela z workiem pieniędzy. W kuluarach można o takowym usłyszeć, podobnie jak o zaleceniach zapięcia pasów, by na wieść o nim nie spaść z krzesła…

Na konkrety przyjdzie nam jeszcze poczekać, a póki co – wszystkie rozmyślania nad tworzeniem rzeczywistości alternatywnej biorą w łeb dopóty, dopóki na boisku wszystko się zgadza.

Nic dziwnego więc, że to był priorytet dla Martyny Pajączek po objęciu sterów w klubie z al. Piłsudskiego. Zmiana uznanego w kraju dyrektora sportowego Łukasza Masłowskiego wzbudziła wiele kontrowersji, a jednocześnie nazwiska sprowadzonych przez nią piłkarzy bronią się niewątpliwie. Marcin Robak, Mateusz Możdżeń, Wojciech Pawłowski, Łukasz Kosakiewicz, Bartłomiej Poczobut – to wszystko ludzie, którzy tworzą kręgosłup drużyny. Podstawowymi piłkarzami są też Kornel Kordas czy Sebastian Rudol. Niewypałów nie odnotowano.

Drużyna zaliczyła taki sobie start, ale futbol to nie FIFA 20. Dlatego rozmontowanie nieźle działającej maszyny zbyt dużą liczbą zawodników mogło być przyczyną wiosennego krachu zakończonego brakiem awansu. Również dlatego jesienią potrzeba było czasu, by nowe nazwiska i nowi liderzy osiągnęli odpowiedni poziom zgrania. Efekt? Drużyna rosła z każdym meczem. Po średnim początku odniosła ważne zwycięstwo ze Stalą Rzeszów. W Pucharze Polski ograła będącego w czołówce polskiej ligi Śląska Wrocław i godnie walczyła z liderującą w Ekstraklasie Legią Warszawa. Ta przyjechała do Łodzi pierwszym garniturem, a mimo to miała problemy. Finisz w drugiej lidze dla Widzewa był natomiast imponujący: 6:0, 4:0, 4:0 i 3:1. Dwanaście punktów w czterech meczach, bilans bramek 17:1 i pozycja samodzielnego lidera tabeli.

Widzew wygra z Olimpią – kurs LV BET: 1.36

Na weryfikację zimowych transferów przyjdzie czas, ale na papierze Henrik Ojamaa czy Krystian Nowak wyglądają naprawdę dobrze. Zwłaszcza transfer tego drugiego można nazwać majstersztykiem – wykorzystano niezbyt dobrą orientację klubów Ekstraklasy, z radarów których zniknęło nazwisko Nowaka i wróciło na nie zbyt późno – gdy przypomniał im się, przechodząc do Widzewa. Sam zawodnik pragnął wrócić do Łodzi na tyle, że umiejętnie rozwiązał kontrakt w Chorwacji, w której grał przecież regularnie. Dzięki temu sprowadzono go za stosunkowo niewielkie pieniądze.

Spokój wypracowany progresem, jaki poczynił zespół Marcina Kaczmarka na przestrzeni rundy jesiennej, został jednak zmącony dwiema kontuzjami.

Idylla wśród kibiców czerwono-biało-czerwonych panowała właśnie do momentu jednego ze sparingów, na którym więzadła krzyżowe zerwali wspomniany Nowak oraz Przemysław Kita, jeden z najlepszych piłkarzy rundy jesiennej. Dlaczego w momencie tak długich urazów kluczowych zawodników zrobił się problem? Kadra Widzewa pod rządami Martyny Pajączek, Marcina Kaczmarka i Rafała Pawlaka (nowy dyr. sport.) podniosła swą jakość – nie naruszając tym samym założeń budżetowych – właśnie kosztem rozbudowanej liczebności. Uznano, że lepiej mieć dwóch dobrych i lepiej opłacanych piłkarzy, niż trzech średnich. Dlatego trzeba było szukać zastępców.

Za Kitę sprowadzono Henrika Ojamę, choć skrzydłowy i tak miał trafić na al. Piłsudskiego. Jak na ten poziom rozgrywkowy, Estończyk w przeszłości notujący świetne liczby w lidze szkockiej, zdecydowanie jest bombą. Pytanie: czy ta bomba efektownie i głośno odpali, czy zostanie niewypałem?  Zdecydowanie trudniej było z pozycją środkowego obrońcy. Poszukiwania trwały, ale długo nie mogły doczekać się zakończenia.

Szukano kogoś, kto nie będzie potrzebował wiele czasu na aklimatyzację, kto jest „w grze”, zna specyfikę Widzewa i wie, o jaką stawkę i przy jakiej presji się tu gra, nawet jeśli nie wskazywałaby na to klasa rozgrywkowa. Wybór padł więc na Polaka, ewentualnie obcokrajowca z przeszłością w Ekstraklasie. Rozmawiano z Arkadiuszem Kasperkiewiczem, który w Widzewie już grał i wydawał się być z nim związany. Raków nie chciał go wypychać, ale też sytuacja kadrowa wskazuje jasno, że nie jest to też obecnie kluczowy zawodnik w drużynie Marka Papszuna. O ile kluby były w stanie się dogadać, tak zabrakło zgody samego zawodnika.

W internecie pojawiały się również inne nazwiska, niektóre nawet niemożliwe do zrealizowania z powodów proceduralnych. Widzew stoperów w najwyższych klasach rozgrywkowych rozważał wszystkich, ale rzecz jasna nie ze wszystkimi rozmawiał. Niektóre doniesienia pozostały więc jedynie faktami medialnymi. Ostatecznie zdecydowano się na Huberta Wołąkiewicza – byłego reprezentanta Polski, bardzo doświadczonego piłkarza na poziomie Ekstraklasy, a jednocześnie gotowego do gry.

Wielu odetchnęło z ulgą, inni zaczęli kręcić nosem. Czy słusznie? Przypomnijmy, że w kadrze Widzewa znajdują się Daniel Tanżyna, Sebastian Rudol i Krystian Nowak. Ten ostatni odniósł kontuzję, ten pierwszy pauzuje w pierwszym meczu za kartki – pojawiła się więc dziura, którą mógł załatać albo młody Kamil Piskorski, albo defensywni pomocnicy jak Bartłomiej Poczobut czy Marcel Gąsior, albo nowy zawodnik.

Kluczową sprawą było utrzymanie się w założonym budżecie.

Półroczny kontrakt dla Huberta Wołąkiewicza wydaje się idealnym kompromisem między oczekiwaniami transferu obrońcy pokroju Virgila Van Dijka a tymi, którzy nie widzieliby nic złego, by do meczu z Olimpią Elbląg podejść w kadrze, jaką Widzew już posiada. Mając w pamięci, że rok temu będący wówczas beniaminkiem zespół z Łodzi pokonał Olimpię 1:0 w bardzo dobrym stylu, a linię defensywną tworzyli wówczas Sebastian Kamiński, Damian Paszliński, Sebastian Zieleniecki i Marcin Pigiel.

Wołąkiewicz natomiast budżetu nie zdemolował – w budżecie płac zajął miejsce Łukasza Zejdlera, który najniższej krajowej w Łodzi nie zarabiał. Udało się więc zamienić defensywnego pomocnika, których w kadrze jest wielu, na brakującego środkowego obrońce. To może nie być jedyny transfer last-minute. Kadra na ligę już jest gotowa, ale jeśli przy Piłsudskiego zdążą przed zamknięciem okienka transferowego, być może uda się jeszcze zakontraktować jeszcze jednego piłkarza – po to, by latem ewolucja kadrowa była nieco mniejsza. Nie będzie to bomba pokroju Marcina Robaka, aczkolwiek w grę wchodzi ktoś, kto ma w CV rozgrywki Ekstraklasy.

Sprawy piłkarskie wydają się być poukładane. Co z pozapiłkarskimi? Najgłośniejszym echem odbiła się decyzja władz klubu dotycząca… zmian wejścia na stadion dla kibiców z sektorów A5 oraz A8. Mowa o sektorach z dobrą widocznością, za które trzeba było zapłacić więcej, choć nie uprawniały one do wstępu do Strefy VIP. Dotychczas kibice zasiadający na A5 i A8 wchodzili przez wejście środkowe, unikając nieco większych kolejek. Od wiosny będą wchodzili wejściami bocznymi.

Niefortunny może wydawać się czas nastąpienia tej zmiany – nie zmienia się zasad w trakcie gry, a tę zakomunikowano już po sprzedaży karnetów, zakończonej swoją drogą siódmym z rzędu rekordem Polski.

Co natomiast z sensem tych zmian? Czy była ona potrzeba? Argumentowano ją tym, że podobnie było na organizowanych przez FIFA MŚ u-20 w ubiegłym roku, a także zasadami bezpieczeństwa. Kontrowersje wzbudziła „furtka” w oficjalnym komunikacie, która pozwalała wchodzić tym samym wejściem – jednak pod warunkiem dopłacenia do pakietu z pełnym dostępem do strefy VIP.

– Co z zasadami bezpieczeństwa, jeśli wszyscy dopłacą i nadal będą mogli wchodzić środkowym wejściem? – mogli celnie zauważyć kibice, doszukując się tym samym sposobu na wydrenowanie ich portfeli. Odpowiedź jest jednak prozaiczna: wszyscy nie dopłacą, bo wszyscy się do strefy VIP na Widzewie nie zmieszczą. Pula miejsc jest ograniczona przez względy logistyczne. Część fanów zdecydowała się z niej skorzystać, inna część jest zadowolona z uporządkowaniem sposobu wchodzenia na VIP, a jeszcze inna nazywa zmiany skandalicznymi. Wszystkim dogodzić się nie da, natomiast należy próbować. W przyszłości pomóc powinna lepsza komunikacja. Przynajmniej trochę…

Jeśli o komunikację chodzi, pojawiło się wiele zarzutów na łamach łódzkich gazet czy mediów społecznościowych. Trudno odmówić im słuszności. Co zrobić, by w przyszłości lepiej komunikować o nowo utworzonych sekcjach Amp Futbolu czy e-sportu, a także o specjalnych eventach pozameczowych? W tym celu posłużyć ma odmieniona strona internetowa, będąca zintegrowaną, dużą platformą. Na jej ukończenie wciąż w klubie czekają, zaś jej częścią ma być m.in. zakupiony przez klub portal widzewiak.pl. Dzięki tej platformie zadowoleni mają być zarówno ci, których interesuje głównie pierwsza drużyna i chcą chłonąć informacje jej dotyczące, a także ci szukający tematów okołomeczowych. Będzie to możliwe dzięki uwypukleniu w specjalnym informacji dotyczących innych sekcji, wydarzeń oraz eventów działających pod marką Widzewa.

BONUS 1000PLN + 500PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

Jednocześnie trwają obchody 110-lecia klubu, których inauguracja została zakłócona przez problemy z możliwością użytkowania Atlas Areny. Zgody na takową nie wydały odpowiednie służby, zaś innej hali w Łodzi, mogącej pomieścić kilkanaście tysięcy widzów, po prostu nie ma. Dlaczego nie zrobić tego na stadionie? Głównie z uwagi na niesprzyjające warunki pogodowe. Nie chodziło bowiem o prezentacje drużyny, jak się powszechnie przyjęło, a huczne rozpoczęcie obchodów jubileuszowych, w których piłkarze pierwszej drużyny mieli wziąć rzecz jasna udział, ale nie mieli być postaciami pierwszoplanowymi.

Czy warto walczyć o Atlas Arenę na śmierć i życie? To nie jest najważniejszy punkt w relacjach klubu z miastem, którymi często słusznie interesują się kibice. Takowe zaczynają nabierać odpowiednich kształtów, a o ich efekcie prawdopodobnie będziemy mogli się niebawem przekonać. Poświęcając coś mniejszego, można niekiedy wywalczyć coś większego. Z oceną poczynań klubu dotyczących aspektu rozmów z miastem musimy się więc jeszcze wstrzymać. Podobnie zresztą jak ze sprawami organizacyjnymi – choć finanse klubu są zdrowe, a zwiększone koszty (choćby dnia meczowego, w tym ochrony m.in. przez podniesienie płacy minimalnej), są mniejsze niż zwiększone przychody (np. z dwóch meczów Pucharu Polski) – a także sprawami piłkarskimi, które zostaną zweryfikowane przez zielone boisko. Po raz pierwszy już w niedzielę!

Widzew wygra z Olimpią – kurs LV BET: 1.36

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem