Transfer Coutinho do Barcelony? Nielogiczny z każdej strony

Genialny Brazylijczyk przenosi się do genialnego klubu. Normalnie taki ruch nie miałby prawa wzbudzić jakichkolwiek wątpliwości. Coutinho do Barcelony pasuje jak łysina do Pierluigi Colliny – z tym nie zamierzamy się kłócić. Tak do filozofii, jak i standardów Dumy Katalonii były już pomocnik Liverpoolu jest idealnie dopasowany.

Błysk, szybkość biegu z piłką, drybling, prostopadłe piłki, gole po strzałach w okienko, rzuty wolne – wszystko pasuje. Z wyjątkiem jednego: czasu. Nieoficjalnie mówi się o 160 milionach euro wraz ze zmiennymi, co sprawia, że to najwyższy transfer w historii klubu. Brazylijczyk podpisze 5,5-letni kontrakt, a klauzula odstępnego będzie wynosić 400 mln euro. Pytanie: dlaczego teraz?

Liverpoolowi przeszkadza…

Zacznijmy od oczywistej oczywistości: Liverpool na transferze Brazylijczyka ogromnie zyska finansowo, ale sportowo – straci dużo. Sprzedaż Coutinho zimą, nawet za tak wielkie pieniądze, już została spożytkowana w 80 milionach wydanych za Virgila van Dijka. Klub z Anfield to, w terminologii motoryzacyjnej, Ferrari w ataku i Maluch w obronie. Mądrym wydawać by się mogło posunięcie Kloppa: sprzedajemy kogoś z przodu, kupujemy kogoś do tyłu.

Kiedy dołącza do ciebie Virgil van Dijk, ale tydzień później odchodzi Philippe Coutinho:

The Reds jednak rywalizują na wszystkich trzech frontach, a dyspozycja brazylijskiego geniusza byłaby nieoceniona przede wszystkim w Lidze Mistrzów. Losy Premier League są już praktycznie rozstrzygnięte, bo Liverpool traci do prowadzącego Manchesteru City aż 18 punktów. W Champions League piłkarze Jurgena Kloppa wylosowali jednak FC Porto, więc są faworytem do awansu do ćwierćfinału. Z 1/4 finału do najważniejszego meczu w Europie już tylko dwa kroki. W takich meczach brazylijska szczypta fantazji, magii i geniuszu byłaby nieoceniona.

Jeśli klub z czerwonej części Merseyside nie pozyska nikogo tej klasy w miejsce Coutinho, będzie znacznie słabszy w ofensywie. Finansowo też nie jest powiedziane, że włodarze LFC zyskali tyle, ile mogli. Latem rozgrywany jest mundial, na którym to udany występ winduje ceny zawodników w górę. Te i tak rosną z każdym kolejnym okienkiem w mocno inflacyjnym tempie. Poza tym: mieliby czas na to, by znaleźć następcę. Latem kogoś takiego wyciągnąć jest łatwiej, niż zimą

… a Barcelonie nie pomoże

Pisaliśmy o tym na samym początku, że Coutinho do katalońskiego klubu pasuje jak ulał. Jest wręcz stworzony do tego, by zastąpić zasłużonego i genialnego Andresa Iniestę. Brazylijczyk będzie wielką pociechą na wiele, wiele lat dla kibiców na Camp Nou. Kto wie, czy Blaugrana nie będzie miała z niego więcej pożytku, niż z kupionego również z Liverpoolu Luisa Suareza.

Co jednak tak naprawdę na tym transferze zimą zyskała FC Barcelona? Niewiele. Wydała mnóstwo pieniędzy na zawodnika, który jedyne, co może pomóc jej wygrać, to na dobrą sprawę… Puchar Króla.

W lidze bordowo-granatowi są na pierwszej pozycji i chyba nikt nie może jej zaszkodzić. Jeśli jutro wygra z Levante, będzie miała dziewięć punktów przewagi nad drugim Atletico, ale przede wszystkim – obecnie aż czternastoma oczkami góruje nad Realem Madryt. W Lidze Mistrzów Coutinho byłby nieoceniony, ale że grał już w tej edycji w barwach The Reds, nie będzie mógł pomóc drużynie w zdetronizowaniu Królewskich na Starym Kontynencie.

Coutinho będzie chciał poprowadzić Brazylię do złota w Rosji.

Co natomiast oznacza dla Coutinho?

Przede wszystkim: spełnienie marzeń, bo mówi się, że każdy genialny Brazylijczyk śni o grze w Dumie Katalonii. Tak, jak jego wielcy rodacy: Romario, Rivaldo, Ronaldo, Ronaldinho, Neymar. On może być następny, bo przecież symbolem Kraju Kawy w Blaugranie – z całym, ogromnym szacunkiem i pomimo niespodziewanie świetnej dyspozycji w tym sezonie – nie będzie Paulinho. Coutinho będzie natomiast nie tylko świetnym uzupełnieniem duetu Messi-Suarez, ale i wielką marką samą w sobie. Jeśli już nie jest.

Zmiana klubu zimą jednak pozbawia go występów w Champions League, czyli skazuje na pół roku gry praktycznie bez stawki. Trochę słabe przygotowanie przed serią meczów, w których stawka będzie najwyższa na świecie – na Mistrzostwach Świata 2018 w Rosji.

Piłkarsko poradzi sobie na pewno, dla niego to świetna sprawa i z całej trójki jego interes rozumiemy najbardziej. Zastanawiamy się jednak, dlaczego nie spróbował „dokończyć dzieła” na Anfield Road, pożegnać się z kibicami dobrym wynikiem w Lidze Mistrzów, spokojnie przygotowywać się do mundialu – bez rozgłosu, wszystkich oczu zwróconych na niego. Z presją związaną nie z nim, a ze stawką meczów, w których by grał.

Nie dziwimy się, że do tego transferu doszło. Dziwimy się, że teraz, a nie latem.

Bartłomiej Stańdo

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze