Butna, arogancka, przemądrzała. Zagalopowała się za daleko, woda sodowa zniszczyła ją od środka. Z dobrej i fajnej dziewczyny niewiele już zostało. Dostała za swoje, pajacowanie nie wyszło jej na dobre. Dobrze się stało, że w końcu zaznała goryczy porażki. To kara za to, jaki cyrk wnosiła na salony UFC.

Takie opinie pojawiały się w internecie wszędzie po pierwszej porażce Joanny Jędrzejczyk z Rose Namajunas. Przed drugim ich starciem odnosiłem wrażenie, że część kibiców… trzymało kciuki za Amerykankę. Werdykt sędziowski rewanżu był zbawieniem – wygrała mistrzyni, choć pojedynek był bardzo ciasny i decyzja mogła nawet iść w drugą stronę. Dla zawistnych fanów znad Wisły istotniejsze jednak było, by Polka musiała dopisać drugą porażkę do swojego rekordu.

Wszystko przez… naszą zazdrość? Nie moją i twoją, naszą, wspólną, wszystkich Polaków. Pewne cechy możemy sobie przypisać. Pewne cechy można przypisać każdej nacji. Nam, spośród wielu, których wstydzimy się podczas luźnych rozmów przy piwie, można przypisać zazdrość. Gdy komuś wiedzie się dobrze, odnosi sukcesy i w fajny sposób potrafi je zmonetyzować, nie jest to na rękę. Mimo że płatnikami nie jesteśmy my, a jeżeli jesteśmy, to przecież świadomie. Nikt nie każe nam korzystać z sieci komórkowej, której ambasadorką jest Joanna Jędrzejczyk. Nikt nie każe po siłowni kupować napoju izotonicznego, którego JJ jest twarzą.

Poznałem wielu sportowców i to wcale nie są przechwałki. Miałem okazję pić kawę z mistrzami olimpijskimi, mistrzami świata, gośćmi z pierwszych stron gazet, do których zwykle ustawia się kilkudziesięciometrowa kolejka po autografy. Z niektórymi kontakt miałem raz – rozmowa i tyle, potem ewentualnie podlinkowałem wywiad SMS-em, z niektórymi spotykałem się później jeszcze kilkukrotnie i za każdym razem rozmowa się kleiła. Wywiad z Asią robiłem raz, może z godzinę – w jej urodziny. To było wtedy jeszcze w Olsztynie, nie było oficjalnie wiadomo, że JJ zmierzy się z Karoliną Kowalkiewicz. Tę sytuację już kiedyś opisywałem – dokładnie tydzień po jej pierwszej w karierze porażce z Namajunas.

„Jaka jest Asia prywatnie? Skłamałbym mówiąc, że się znamy, ale miałem okazję zrobić z nią wywiad, gdy jeszcze mieszkała w Olsztynie. Ja wtedy stacjonowałem w Gdańsku i przyjechałem do niej pociągiem. Musiałem chwilę poczekać, gdyż była u lekarza, ale potem swoim samochodem zabrała mnie na kawę, za którą zresztą zapłaciła. Początkowo nie chciałem na to pozwolić, ale swoją decyzję argumentowała tym, że jechałem długo do niej, wydałem pieniądze na bilety, więc ona niejako w rewanżu będzie chciała kupić kawę. Porozmawialiśmy z godzinkę, wydaje mi się, że wyszła z tego ciekawa rozmowa. Na końcu wspomniałem coś o tym, że będę się przeprowadzał do Warszawy, bo chcę się rozwijać w branży. Zapytała, czy mam nagraną pracę i czy może mi w jakiś stopniu pomóc. Powiedziała, że ma znajomych dziennikarzy w Warszawie i jak będę chciał, to może podzwonić i popytać. Grzecznie odmówiłem, bo było mi głupio. Powiedziała, że trzyma za mnie kciuki i cieszy się, że mogliśmy się poznać. Banalne, ale miłe.

Po dwóch miesiącach dostałem SMS-a od Asi. „Kuba, udało ci się znaleźć pracę? Jak u ciebie?” Byłem bardzo zdziwiony i bardzo mi to zaimponowało. Poradziłem sobie, wszystko ułożyło się po mojej myśli, ale bardzo zaskoczyła mnie tym, że w ogóle o mnie pamiętała i naprawdę mogło jej zależeć na tym, że ktoś w sumie zupełnie dla niej obcy, ale pozytywnie odebrany na pierwszy rzut oka, miał w życiu lepiej.”

Potem spotkaliśmy się kilkukrotnie. Na lotnisku, po jej porażce z Namajunas, podczas promocji książki w jednej z galerii handlowych i tego typu akcjach. Za każdym razem była otwarta dla kibiców, dla dziennikarzy, chciała porozmawiać z każdym, kto tylko miał na to ochotę. Zaraz ktoś napisze w komentarzu: – A co, miała nie uśmiechać się do kibiców, którzy przyszli kupić jej książkę? Zgoda, tu macie rację – musiała tak zrobić, każdy by tak zrobił. Nikt jednak nie wymagał od niej cudów, gdy dziennikarze z kamerami zjawili się na Okęciu po szybkim nokaucie w listopadzie 2017 roku i szukali jej sensacyjnych tłumaczeń. Nikt wtedy nie spodziewał się, że ona będzie tak długo i tak szczerze rozmawiała z każdym, kto tylko podstawi mikrofon. Tymczasem Asia od razu wyszła do mediów, od razu wzięła wszystko na siebie. Nie było głupich tłumaczeń z jej strony, nie było chowania się na strychu i przykrywania kocem, żeby tylko przypadkiem nikt jej nie znalazł. Każda osoba zainteresowana sportami walki otrzymała jak na tacy wywiady z nią, w których było wszystko, o co tylko poprosił dziennikarz.

Przed rewanżem – tak samo. Asi może i w mediach było mniej, ale nikt nie może zarzucić JJ, że straciła pewność siebie i wiarę w swoje umiejętności. Gdy okazało się, że rywalka po raz drugi była lepsza, otrzymaliśmy komentarz nie od trenera, nie od dietetyka, nie od kogoś ze sztabu lub sponsora. Sama Jędrzejczyk po raz kolejny wzięła to na siebie i do dziś jest do dyspozycji wszystkich, którzy ją o to tylko poproszą. Jestem przekonany, że dzwoniąc do Asi kilka dni po walce, bez względu na jej wynik, odbierze i umówi się na wywiad. Będzie w stanie opowiedzieć o tym, co przytrafiło jej się podczas ostatniego pojedynku pod banderą UFC.

Spróbujcie zadzwonić dziś do któregoś z naszych piłkarzy po nieudanym mundialu. Podlinkujcie mi proszę wywiady z Grosickim, Krychowiakiem czy Piszczkiem, którzy zawiedli w Rosji. Jak widzicie – to wcale nie jest takie oczywiste.

Także, bo miało być o hejcie na jej temat. Asia może i jest butna, może i jest arogancka – sama o sobie tak powiedziała w moim wywiadzie. Jest poza tym szczera, ludzka, życzliwa, prawdziwa i ma dobre serce. Działa emocjonalnie, jest pewna siebie, momentami agresywna i wyzywająca. Jest natomiast sobą i każdym zachowaniem odzwierciedla siebie. Gadanie o tym, że spotkała ją nauczka za pajacowanie i udawanie McGregora jest najzwyczajniej w świecie nie na miejscu.

Ja Asi będę kibicował, mam nadzieję, że kilka osób wstanie w nocy i zrobi to samo. Nie leczmy swoich kompleksów radością z niepowodzeń naszych sportowców. Ma szansę napisać historię UFC – cieszmy się i radujmy z tego!

 

„LV BET ZAKŁADY BUKMACHERSKIE POSIADA ZEZWOLENIE URZĄDZANIA ZAKŁADÓW WZAJEMNYCH WYDANE PRZEZ MINISTRA FINANSÓW. UDZIAŁ W NIELEGALNYCH GRACH HAZARDOWYCH MOŻE STANOWIĆ NARUSZENIE PRZEPISÓW. HAZARD ZWIĄZANY JEST Z RYZYKIEM.”