To ma być raport? To jakaś popierdółka, a nie raport!

Gdy w sądzie skazuje się winnego, często można usłyszeć zdanie, że to i tak nie przywróci zdrowia/życia ofiary. To prawda, ale kara też ma swój cel: przestrzega innych przed takimi występkami w przyszłości. Raport Nawałki nieudanego mundialu nam nie zwróci, ale miał odpowiedzieć na pytania i dać wskazówkę: co było źle? Czego nie robić? Co poprawić? 

Nie tylko dla Jerzego Brzęczka, ale też wszystkich szkoleniowców, piłkarzy, kibiców. Ci ostatni domagali się konkretnych odpowiedzi na pytania, które po nieudanym turnieju w Rosji mnożyły się w głowach. Mieli dość już beznamiętnego i bezpłciowego ględzenia selekcjonera na konferencjach „zarówno w ofenzywie, jak i w defezywie”.

Chcieli mięsa, ale dostali… parówki. I to te najtańsze.

Niedawno pisaliśmy o Joachimie Loewie i jego spowiedzi (więcej: TUTAJ). Selekcjoner reprezentacji Niemiec merytorycznie i rzeczowo mówił, co poszło nie tak. Na przykład, że jego piłkarze wykonali 22% mniej sprintów niż podczas kwalifikacji do mundialu. Że niepotrzebnie zaufał posiadaniu piłki, które „jest to dobre na takie miejsca jak ligi, bo Ligę Mistrzów wygrywał elastyczny taktycznie Real Madryt” i które było jego „największym błąd i pokazem arogancji”.

Wspominał, że „jeśli 8/9 rywali stało przeciwko nam głęboko, musieliśmy przesunąć przynajmniej tak samo wielu zawodników do przodu, by osiągnąć przewagę w niektórych strefach, albo chociaż równowagę. Stąd czasem zostało tylko dwóch stoperów z tyłu”. Ale nie tylko o piłce mówił, bo przyznał też, że w przypadku Ozila i Gundogana „zlekceważył sprawę zdjęć z prezydentem Erdoganem”.

Konkret za konkretem. Liczba za liczbą. „W 2014 roku czas od przyjęcia do podania wynosił 1,19 sekundy, a w Rosji aż 1,5” – takie zdania wypowiadane przez Loewa nie były niczym szokującym. Dodajmy, że mówił to na konferencji, a nie pisał w raporcie, gdzie pewnie był jeszcze bardziej szczegółowy.

Co dostaliśmy od Nawałki? Stek banałów, które mogłoby służyć za podręcznik „Jak na ponad 90 stronach pisać tak, by nie napisać nic?”.

Połowa raportu to nieokraszone komentarzem tabelki i statystyki, które mógłby wkleić każdy z nas. To właściwie jeden z największych zarzutów dotyczący raportu: podobny mógłby sporządzić każdy, kto w miarę uważnie śledził mecze reprezentacji wiosną tego roku. W jeden dzień. Dla kogoś, komu trudno idzie hurtowe lanie wody: dwa dni.

Wartość tego dokumentu, który miał służyć latami wszystkim szkoleniowcom w Polsce, jest naprawdę nijaka – by nie powiedzieć, że żadna. Statystyki z inStat mogłyby być ciekawe, ale nie są opatrzone ani jednym zdaniem komentarza. Wyglądają tak, jakby były wstawione tylko po to, by poprawić objętość raportu.

Ciekawa jest lista zawodników monitorowanych przez Adama Nawałkę, na której podstawie można stworzyć taką, których kompletnie olał.

Szczegółowo obserwowany był Rafał Janicki, Michał Koj, Paweł Bochniewicz, Bartosz Kopacz czy Kamil Pestka, ale nie Maciej Wilusz – stoper, który notował bardzo dobre występy w silnej lidze rosyjskiej. Swoją drogą, powołania dla Wilusza nadal nie ma, choć przecież z Priemjer-Liga powoływani są Grzegorz Krychowiak czy Maciej Rybus.

Próżno szukać nazwiska Adriana Mierzejewskiego na tej 69-osobowej liście, choć bliżej kadry byli Konrad Michalak czy Bartłomiej Pawłowski. Dziwi brak także Waldemara Soboty, który rozegrał w 2. Bundeslidze niemal dwa tysiące minut i był podstawowym piłkarze St. Pauli, przy jednoczesnej obecności choćby Macieja Gajosa.

Wróćmy jednak do powołanych, czyli głównych aktorów rosyjskiego spektaklu. Po każdym ze spotkań towarzyskich i mundialowych sztab oceniał piłkarzy. Niektóre z tych not pokazują, dlaczego w Rosji było tak, jak było. Na przykład Wojciech Szczęsny za mecz z Senegalem został oceniony na 5.5 (między przeciętny a poprawny!), gdy większość statystycznych czy opiniotwórczych portali uznała go za najgorszego piłkarza pierwszej kolejki, bowiem… nie wybronił ani jednego strzału.

Według tych samych not Robert Lewandowski był najlepszym piłkarzem reprezentacji w meczu z Senegalem – na równi (6.0) z Pazdanem i Rybusem. Podobnie po w meczu z Kolumbią, gdzie Lewy – zdaniem sztabu – zasłużył na najwyższą notę ze wszystkich.

Sami widzicie, że piszemy o niezbyt istotnych z punktu widzenia szkoleniowego sprawach, ale po przeczytaniu całego raportu to najciekawsze, co można było z niego wycisnąć. Konkrety, na które warto zwrócić uwagę? Na przykład to, że z Senegalem zagraliśmy źle z powodu… treningu dwa dni przed meczem, który odbył się o 11. Litości…

Ten raport jest jak policzek wymierzony w stronę kibiców, którzy całym sercem dopingowali reprezentację nie tylko przed telewizorami, ale też wydali krocie, by móc przemierzać mnóstwo kilometrów za reprezentacją w Rosji. Wygląda, jakby był napisany na kolanie. Na „odwal się”. Jakby istniał limit znaków czy stron, które trzeba przekroczyć. W Niemczech: konkret pogania liczbę, u Nawałki – który jest ponoć wielbicielem detali, zwraca uwagę na każdy szczegół – banał goni banał.

Przypomnijmy, że Nawałka przestał być selekcjonerem wraz z końcem mundialu, choć pracował do końca lipca. Przez miesiąc tworzył więc raport, którego opłakane efekty możemy zobaczyć w całości TUTAJ, a który to – jeśli były już selekcjoner zarabiał tyle, co przed mundialem – kosztował związek około 100 tysięcy złotych wypłaconych w pensji Nawałki za lipiec.

Najlepszym podsumowaniem niech będzie wypowiedź nowego selekcjonera biało-czerwonych, Jerzego Brzęczka, który na pytanie o to, czy będzie w swojej pracy korzystał z raportu przygotowanego przez poprzednika, z rozbrajającą szczerością odpowiedział: – Nie.

I naprawdę trudno się temu dziwić. Parafrazując Killera można zapytać: To ma być raport? Przecież to jakaś popierdółka, a nie raport!

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.