To będzie największy syn marnotrawny w dziejach futbolu?

Ostatnim piłkarzem, który tak bardzo poniżył swoim transferem klub z Katalonii był Luis Figo. Po latach w atmosferze co prawda mniejszego skandalu, ale podobnego niesmaku Barcelonę opuścił Neymar. Teraz, niczym syn marnotrawny, chce wrócić z Paryża do Messiego i spółki…

W Nowym Testamencie św. Łukasz w swojej ewangelii napisał o synu marnotrawnym i miłosiernym ojcu. Syn ten poprosił o należną mu część majątku, opuścił dom, ale żył rozrzutnie i wszystko roztrwonił. Do tego stopnia, że chciał  zhańbić się jedząc strąki przeznaczone dla świń, które to zwierzęta były nieczyste dla Żydów, ale nawet tego nie udało mu się jeść. Zaczął głodować.

Wtedy przypomniał sobie o rodzinnym domu, postanowił przyznać się do błędów i wrócił do ojca. Miłosierny tata wyprawił ucztę, a zezłoszczonemu na ten widok bratu, który przez cały czas nie opuścił rodziny, nakazał cieszyć się z powrotu brata, który był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się.

Wierzący Neymar teraz liczy na to, że Barcelona okaże się miłosiernym ojcem, który wybaczy mu pociąg za fracusko-katarskimi pieniędzmi i znów przygarnie pod swoje skrzydła.

Powodów niezadowolenia Brazylijczyka z gry w Paris Saint-Germain jest kilka, a jednym z nich na pewno nie są pieniądze. Na ich dostatek narzekać nie może, a mimo to chodzi głodny. Sukcesów, wyzwań, rozwoju. Liga francuska mu tego nie zapewnia, a w Lidze Mistrzów paryżanie odpadli na bardzo wczesnym etapie. Wszystko w tym temacie powiedział Eric Cantona, legenda Manchesteru United:

– Neymar? Nie obchodzi mnie taki człowiek. Ma 25 lat, jest reprezentantem Brazylii i grał Barcelonie. Zastanawiam się, co on teraz robi w Ligue 1? We Francji gra z drużynami pokroju Guingamp i Amiens… Liga Mistrzów to przecież najwyżej dziesięć meczów w sezonie. Nie rozumiem, dlaczego Neymar trafił do Francji. To nie jest zgodne z moją wizją futbolu. Przyznam, że nigdy nie śledziłem Ligue 1. Co niby mam tam oglądać? Mecz PSG z Guingamp? To mnie nie interesuję – stwierdził w swoim stylu Cantona.

„Mundo Deportivo” dziś atakuje okładką z Brazylijczykiem i doniesieniami, jakoby w Paryżu przestało mu się podobać. Kataloński dziennik dodaje, że jeśli Ernesto Valverde i jego sztab poproszą zarząd o sprowadzenie gwiazdora Paris Saint-Germain – klub schowa dumę do kieszeni i zrobi wszystko, by ten wrócił na Camp Nou i odbudował niesamowite trio z Suarezem i Messim, za których plecami dołożono jeszcze Coutinho.

Czy trener Blaugrany się na to zdecyduje? Zapytamy inaczej: który trener nie chciałby mieć w swojej drużynie takiego geniusza, jak Neymar? Piłkarza potężnie krytykowanego, ale też piekielnie dobrego? Brazylijczyk gra bardzo efektowne, ale przy tym cholernie efektywnie.

W tym sezonie w Ligue 1 ma 12 meczów, 11 bramek i sześć asyst. W Lidze Mistrzów sześć spotkań z pięcioma bramkami i asystą.

Poprzedni sezon był jeszcze lepszy: 19 goli i 13 asyst w 20 meczach ligi francuskiej plus 6 bramek i 3 ostatnie podania w 7 meczach Champions League. Powiedzieć, że przerósł ligę francuską, to nie powiedzieć nic. On, podobnie jak PSG, się tam po prostu bawi. Zabawa ma jednak to do siebie, że się z czasem zaczyna nudzić.

Pamiętamy ponadto, dlaczego zdecydował się opuścić Camp Nou: oprócz tego, że zaszeleściły banknoty lub zera na koncie (co normalne, nikt nie powinien mieć o to pretensji), dodatkowym bodźcem do opuszczenia Katalonii była przegrana rywalizacja o miejsce na piedestale z Lionelem Messim. W Paryżu miał być gwiazdą niekwestionowaną, pół-piłkarzem pół-bogiem, ale najpierw do pionu ustawił go Edinson Cavani przy stałych fragmentach gry, a teraz wyrósł mu największy konkurent: mistrz świata, bożyszcze Francuzów, młody i przezdolny Kylian Mbappe.

Według doniesień hiszpańskiego dziennika Neymar rozmowach z piłkarzami czy dyrektorami Barçy wielokrotnie przyznawał, że popełnił błąd przenosząc się do Paryża. Szefowie katalońskiego klubu długo stali przy zdaniu, że na powrót Brazylijczyka nie ma szans, ale teraz scenariusz „Ney w FCB” wcale nie jest niemożliwy.

Co musi zrobić Neymar, żeby francuskie środowisko opuścić?

Oprócz tego, co oczywiste – czyli przekonać katarskie władze francuskiego klubu do tego, by puścili go za określoną kwotę pieniędzy do Barcelony – przede wszystkim musi publicznie przyznać się do tego, że popełnił błąd, żałuje i prosi o wybaczenie. Wiemy, że go na to stać – zrobił to dość niedawno, tuż po zakończeniu mundialu.

Chodziło wtedy o łatkę symulanta i aktora, którą odkleić jest bardzo trudno. Brazylijczyk wykonał jednak pierwszy krok do jej zerwania i to trzeba docenić. Człowiek, który w trakcie mundialu spędził kwadrans turlając się po boisku wreszcie przyznał się do błędu. Zrobił to przy okazji genialnej reklamy „Gilette”, w której odpowiedział na mundialową krytykę.

– Czasem przesadzam z reakcjami na faule, choć tak naprawdę cierpię na boisku. Nie macie też pojęcia, co muszę przeżywać poza nim. Po meczu nie rozmawiam z dziennikarzami, ponieważ nie chce nikogo rozczarować. Kiedy zachowuję się jak bachor to nie dlatego, że jestem rozpieszczonym dzieckiem, tylko dlatego, że jeszcze nie nauczyłem się radzić ze swoimi frustracjami. Wewnątrz mnie wciąż jest chłopiec. Czasem olśniewa świat, czasem wkurza wszystkich dookoła. Walczę o to, by utrzymać tego chłopca przy życiu. Wewnątrz mnie, ale nie na boisku – powiedział Neymar.

– Czasem możecie myśleć, że przewracam się zbyt często. Ale ja nie upadam. Ja się wykruszam. To boli dużo bardziej, niż nadepnięcie na niedawno operowaną kostkę. Potrzebowałem czasu, by zaakceptować waszą krytykę. Potrzebowałem czasu, by spojrzeć w lustro i zmienić się w całkiem nowego człowieka. Ale oto jestem, z nową twarzą i otwartym sercem. Upadłem, ale tylko ci, którzy to zrobią, mogą powstać. Możecie wciąż rzucać we mnie kamieniami albo odrzucić je i pomóc mi powstać. Kiedy ja powstanę, to powstanie ze mną cała Brazylia – dodał.

Napisaliśmy wtedy, że jeśli za PR-ową zasłoną dymną nadal stoi człowiek, który chce się zmienić – będziemy mu kibicować. Podobnie jak kibicować mu będą kibice Barcelony, gdy ich niedawny idol posypie głowę popiołem i przeprosi. Tak jak po mundialu był czas pozbyć się brudu, który powstaje po turlaniu się na ziemi, tak teraz czas przestać strzelać Guingamp czy Amiens i zająć się większymi wyzwaniami.

Opowiedziana przez Chrystusa przypowieść o synu marnotrawnym pokazuje, czym jest miłosierdzie. Młodszy syn utracił łaskę, złamał przymierze miłości, utracił godność, a jednak doznał od ojca aktu łaski, ponieważ uznał swoją grzeszność i przyznał się do popełnionego błędu. Neymar z szefami Barcelony – jak podaje „Marca” – miał kontaktować się już pięciokrotnie, a spotkanie z prezydentem odbył nawet jego ojciec. Brazylijczyk niejednokrotnie chodził z opaską „100% Jesus” i pewnie ma nadzieję, że miłosierna okaże się Barcelona. Szczerze mówiąc: my też.