„Time to say goodbye” dla Probierza od własnych kibiców

Tradycją wygranych derbów Krakowa na Wiśle stało się puszczane od kilku lat „Time to say goodbye”. Utwór duetu Sarah Brightman – Andrea Bocelli wybrzmiewa na Reymonta, kiedy w najważniejszym meczu dla Grodu Kraka górą są Wiślacy. To właśnie ta pieśń pożegnała drużynę „Pasów”, która nie tylko przegrała derby, ale i przypieczętowała tym samym spadek z

Tradycją wygranych derbów Krakowa na Wiśle stało się puszczane od kilku lat „Time to say goodbye”. Utwór duetu Sarah Brightman – Andrea Bocelli wybrzmiewa na Reymonta, kiedy w najważniejszym meczu dla Grodu Kraka górą są Wiślacy. To właśnie ta pieśń pożegnała drużynę „Pasów”, która nie tylko przegrała derby, ale i przypieczętowała tym samym spadek z ligi. Tym razem „Time to say goodbye” wykonali sami kibice Cracovii. Co prawda bez słów i melodii, a w postaci ogromnej ilości dymu przy stanie 0:3.

Pożegnali się nie tylko z własnymi piłkarzami i prawdopodobnie trenerem Probierzem, ale i ze zdrowym rozsądkiem. Zdania odnośnie kwestii pirotechniki na stadionach są podzielone. Race są niezgodne z prawem, ale rozumiemy osoby, którym taki efekt opraw się podoba. Natomiast wytłumaczenia na takie ich użycie nie znajdujemy.

Mecz został przerwany. Co się działo, zanim piłkarze obu drużyn ponownie zeszli do szatni? Oba zespoły wystartowały mniej więcej podobnie, czyli dość słabo piłkarsko i dobrze mentalnie. Było sporo walki, a mniej finezji, choć tego spodziewaliśmy się już po obejrzeniu składów. Na prawej obronie Białej Gwiazdy wystawiony został Arsenić, który prędzej wbije piłkę w trybuny i wygra starcie w powietrzu, aniżeli założy komuś siatkę i zagra no-look-pass. Radosław Sobolewski miał na ławce trzech nominalnych prawych obrońców, ale wolał wystawić dobrze zbudowanego, silnego zawodnika. Taki urok derbów.

W Wiśle słabo funkcjonowały obie flanki w defensywie, bowiem Maciej Sadlok też nie może zaliczyć zawodów na stadionie przy ul. Kałuży do udanych. Sporo strat i niedokładnych podań, często interweniował niepewnie – zupełnie, jakby koszulkę z numerem czwartym założył ktoś inny.

Wynik meczu wślizgiem otworzył wynik derbów Krakowa.

Zawodził również Paweł Brożek. I gdy zaczęliśmy zastanawiać się, jak dobrze funkcjonowałby atak Wisły, gdyby „Broziu” i Carlitos byli w swojej najwyższej formie, Wisła rozpoczęła strzelanie. Najpierw asystował ten drugi, później – ten pierwszy. Carlitos dośrodkował na krótki słupek, a Wasyl poszedł na dzik w sosnę i otworzył wynik meczu. Oczywiście w swoim stylu, czyli wślizgiem. Trudno pomyśleć, że kiedyś musiał udowadniać, że potrafi je robić… w restauracji, rozrywając czerwony dywan, o czym pisaliśmy po jego transferze. Teraz wślizgiem pewnie mógłby strzelać karnego. Chwilę później Brożek zagrał do Imaza, co zakończyło się drugą bramką.

Piłkarze Michała Probierza dokonali trudnej sztuki: zarówno „zostali w szatni”, jak i udali się do niej za wcześnie. Zawodnicy Białej Gwiazdy po strzeleniu pierwszej bramki grali zaś tak, jakby zrzucili z pleców stukilogramową torbę wypełnioną presja i ciśnieniem. Trudno się dziwić. Mając  dobry wynik w meczu o tak dużym ciężarze gatunkowym gra się bardzo łatwo.

Kibice Cracovii tego nie wytrzymali i zaczęli bombardować sektor Wisły racami, fajerwerkami i petardami. Po przymusowej przerwie Carlitos zrobił to, czym przywitał się z Ekstraklasą – zdjął pajęczynę i zabił pająka z rzutu wolnego. Cracovia próbowała uratować honor do ostatniego gwizdka sędziego. Wychodziło raczej nieudolnie, ale w końcu udało się to zrobić minutę przed końcem za sprawą główki Helika. Kolejne trafienie defensora „Pasów” to jednak za mało nawet na otarcie łez.

Jaka, oprócz trzybramkowej, różnica dzieliła tego wieczoru obie drużyny? Wisła walczyła i grała w piłkę. „Pasy” ograniczyły się tylko do tej pierwszej czynności.

Michał Probierz niedawno przyszedł na konferencję prasową z doniczką. Zaczął sypać do niej ziemię, podlewać, a po chwili stwierdził, że nic nie rośnie. Dał tym samym do zrozumienia, że w jego pracy potrzebny jest czas i sporo cierpliwości. Pytanie: czy wystarczy jej Januszowi Filipiakowi, który raczej nigdy nią nie grzeszył? Wydaje nam się, że doniczkę Probierza potraktuje tak, jak Alf w kultowym filmie „Chłopaki nie płaczą”.

Cracovia – Wisła Kraków 0:4 (0:2)
0:1 – Marcin Wasilewski
0:2 – Jesus Imaz
0:3 – Jesus Imaz
0:4 – Carlitos

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem