Sport jaki znamy, być może jest właśnie w fazie szeroko zakrojonej rekonstrukcji. Nie dzieje się to jednak na boisku, basenie, korcie tenisowym czy w ringu, a w gabinetach menedżerów i grubych ryb -  „podpowiadaczy”, stojących za największymi gwiazdami sportu, za największymi klubami i markami. I nie chodzi tu o kolejne maszyny lub technologie, które pomogą wypracować sportowcom ułamki sekund przewagi, lepszą percepcję czy wydolność.

Gdy Adam Małysz zakończył karierę na skoczniach narciarskich, ze zdziwieniem przyjęto jego chęć przebranżowienia się na kierowcę mogącego startować w rajdzie Paryż-Dakar. Takie było marzenie Małysza, w związku z czym opracował plan, który miał mu to umożliwić. Zdziwienie szybko zamieniło się w pozytywne wsparcie, nie urosło jednak do rangi „małyszomanii” na pustyni. Nasz mistrz siedzący za kierownicą był dla kibiców bardziej ciekawostką, niż stałym elementem zainteresowania. Nie było również jakiejś wielkiej dyskusji o tym, czy Małysz miał wówczas umiejętności pozwalające mu na start w tak intensywnym wyścigu. Chciał? Znaleźli się sponsorzy? Czemu miałby nie spróbować? Niech jedzie.

Względnie łatwiej miał Conor McGregor, gdy zdecydował się na pojedynek z Floydem Mayweatherem Jr. Lecz tylko na pierwszy rzut oka. Podstawy boksu, Irlandczyk miał opanowane na poziomie pozwalającym mu walczyć z zawodnikami, którzy w każdej chwili mogą podjąć próbę „zejścia do parteru” lub ataku nogami – czyli boks jako jeden ze środków do celu, a nie warunek sine qua non. Nie był jednak gotowy rzecz jasna, na mistrza w tej dziedzinie, który całe życie był skupiony na ciosach zadawanych rękoma i w walce widział pięć razy więcej w tej płaszczyźnie, niż zwykły człowiek, czy nawet zawodnik MMA. Doskonale wszyscy zdajemy sobie jednak sprawę, że w tym pojedynku nie chodziło głównie o sport.

Horrendalne zarobki obu fighterów, ogromne zainteresowanie całą galą i wielkie wpływy dla transmitujących telewizji pokazały, że jest w sporcie droga, która daje gwarancję sukcesu biznesowego, „spełnienia się” zawodników różnych dyscyplin oraz rozrywki dla mas. Dalej tym tropem podążył właśnie Floyd, jednak postanowił, że tym razem to on wyjdzie z ringu. Zaproponował więc Kobe Bryantowi grę…1 na 1 w koszykówkę o milion dolarów. Gwarantowany milion to tylko ułamek tego, co zapewne wygenerowałby ten pojedynek w ramach sprzedaży PPV. Były zawodnik LA Lakers pozostawił jak dotąd tę propozycję bez odpowiedzi.

Jednym z przejaskrawionych przykładów zależności sportowo-biznesowych są „freak fighty” podczas gali KSW. O ile nie ma to niestety zbyt dużo wspólnego ze sportem, to interesuje ludzi bardziej, niż niektóre walki zawodników poświęcających całe swoje życie i zdrowie dla MMA w nadziei na dobry zarobek. Ludzie nie komentują jednak pojedynku Kazieczko – Szadziński, tylko żółwie zapasy „Stracha” z „Popkiem” na tej samej gali. Jest to podobna relacja, jak w przypadku nierównej walki portalu na którym znajdziemy wartościową treść z clickbajtowym molochem, którego niby się nie czyta, a jednak widzi się codziennie jego tytuły na wallu Facebooka. Podobnie, większość z politowaniem mówi o pojedynku rapera(?) z aktorem(?), a i tak szuka sposobności, by go obejrzeć i później zabrać głos (uprzedzając pytania – również oglądałem tę „walkę”). Oczywiście w tym przypadku to nie sportowcy są głównymi postaciami, ale mechanizm działania jest podobny jak we wcześniej wymienionych przypadkach.

Czemu o tym wszystkim piszę? Ponieważ dojrzewa właśnie pomysł rozpoczęcia piłkarskiej kariery przez 32-letniego Usaina Bolta. On sam nigdy nie ukrywał swojej fascynacji tym sportem, jak i sympatii do Manchesteru United. Chętnie fotografował się z gwiazdami z boiska i prezentował swoje piłkarskie umiejętności. Teraz właśnie Bolt przechodzi do fazy realizacji swoich boiskowych marzeń i od marca ma rozpocząć treningi z Borussią Dortmund i przejść okres testów. Ośmiokrotny złoty medalista olimpijski już wiele miesięcy temu był po słowie z BVB w tej sprawie, ale zawsze na drodze stawała mu kontuzja. Tym razem ma być inaczej.

Dortmund ma być tylko krokiem do celu, jakim jest dla Bolta gra w United. Alex Ferguson, wg Jamajczyka, dał mu słowo, że wesprze go w tej sprawie, jeśli tylko ten będzie fizycznie gotowy do gry. Paul Pogba poprzez znajomość z Jamajczykiem, również jest elementem tego spektaklu.

W tym miejscu jeszcze raz odeślę do pierwszego akapitu. Rekonstrukcja sportu będzie polegać na jego tabloidyzacji, jeśli można to tak nazwać. Skoro w kosza może grać bokser, w klatce walczyć aktor, a w rajdach jeździć skoczek narciarski, to dlaczego w Manchesterze United nie mógłby zagrać mistrz olimpijski w biegu na 100 m? Piłka nożna przyciąga największą atencję kibiców na większości kontynentów. Potrafię wyobrazić sobie więc sytuację, w które Bolt zostaje zgłoszony do rozgrywek czy to Bundesligi, czy Premier League i wybiega na boisko jako zmiennik na ostatnie 20 minut. Być może będzie to transakcja wiązana z jednorazowym renegocjowaniem umowy z telewizją, by taki mecz sprzedać, a jakże, poprzez PPV. Usain Bolt na skrzydle ścigający się z Cesarem Azpilicuetą? Kusząca wizja.

Oczywiście można powiedzieć, że celebryci i sportowcy już występują na boiskach choćby podczas meczów charytatywnych, jednak umówmy się, że nijak się to ma gatunkowo do gry wspomnianego Usaina Bolta nie w meczu organizowanym przez ONZ, a w profesjonalnej drużynie, w spotkaniu o punkty. To byłby kamień milowy zmian, które dotknęłyby piłkę nożną i sport jako taki, bo wiązałoby się to z ogromnymi pieniędzmi, jakie cyrkulowałyby wokół takiego wydarzenia. Pieniędzmi wołającymi z ziemi: „podnieś mnie – to proste„.

Dotychczas świat piłki nożnej trzymał się z daleka od podobnych pomysłów, od ingerencji świata zewnętrznego w grę na boisku. Już samo symboliczne „pierwsze kopnięcie” i rozpoczęcie meczu przez osobę niewystępującą w żadnym z zespołów na boisku, przyjmowane jest przez kibiców zwykle jako zło konieczne i „zawracanie gitary”. Przeciwników i zwolenników takiego obrotu spraw pozostawię z pytaniem: czy obejrzelibyście mecz Ekstraklasy, w którym na bramce stałby Marcin Gortat? Zapłacilibyście za to dodatkowo? Podpowiem, że nie jest to wcale niemożliwe, bo jako młody chłopak grał w Starcie Łódź właśnie na tej pozycji.

 

Arkadiusz Stolarek