Tenis: Federer wygrywa Australian Open!

Teoretycznie? Zaraz zdmuchnie świeczki po raz 36 i w sporcie już nic nie musi nikomu udowadniać. W praktyce? Cały czas jest zmotywowany do tego, by dominować na światowych kortach. Tak, Roger Federer, czyli tenisista, który i bez dzisiejszego zwycięstwa znajduje się na pierwszej stronie w historycznych księgach o najwybitniejszych zawodnikach w tej dyscyplinie sportu znowu to zrobił. Znowu wygrał  Australian Open i dopisał kolejny rozdział do bogatej powieści o wielkim mistrzu. W skrócie – właśnie zgarnął 18. wielkoszlemowy turniej w karierze.

Federer kontra Nadal, to tenisowe danie główne i para, z którą za pięćdziesiąt lat wszyscy kibice będą kojarzyli największe wojny rozgrywane na kortach. Obaj panowie mierzyli się ze sobą aż 34 razy. Na przeciw siebie spędzili łącznie prawie tydzień i niejednokrotnie rozstrzygali między sobą kwestię pierwszeństwa w najważniejszych momentach sezonu.

Ranking? Po co komu ranking? Szwajcar siedemnasty, Hiszpan dziewiąty. Teoretycznie zatem mierzyło się ze sobą dwóch gości, którzy finał Australian Open powinni oglądać w telewizji. Stało się jednak inaczej i dwaj – kto wie – być może najwybitniejsi tenisiści w historii znowu ze sobą zagrali. Napisaliśmy, że konfrontacje między nimi odbywały się cyklicznie i były stałym elementem wszystkich wielkich turniejów. Pełna zgoda, ale w finale wielkoszlemowego turnieju mierzyli się ostatnim razem…w 2011 podczas Rolanda Garrosa.

Faworyt? Trudno jest cokolwiek przewidywać, jeśli na przeciw siebie stają dwie tak uznane firmy, ale bukmacherzy więcej zarobić dawali tym, którzy to Nadala widzieli oczami wyobraźni cieszącego się ze zwycięstwa w turnieju. Federer wydawał się pewniejszy i znowu mentalnie gotowy, by pozamiatać na twardych kortach w Australii. Choć – co warte podkreślenia – podczas styczniowego turnieju obaj dżentelmeni mierzyli się ze sobą po raz trzeci. Federer jeszcze nigdy nie pokonał na tej ziemi Nadala.

To że będą grali pięć setów? Więcej jak pewne. Wszyscy spodziewali się emocji, długich wymian i kilkugodzinnego spektaklu. Pytanie brzmiało tylko: Kto? Kto pierwszy wyjdzie na prowadzenie, lepiej zacznie i jako pierwszy napije się wody między gemami z uśmiechem na ustach. Nadal wygrał własne podanie i prowadził 1:0. Potem Roger odpowiedział i tak na zmianę przez pierwsze sześć gemów. W siódmym starciu, kiedy to Hiszpan serwował Federer zdołał odpowiedzieć i przełamać swojego rywala. Efektem tego było prowadzenie 4:3 i własne podanie, a przywileju tego Szwajcar nie zwykł marnować. Klasyczne wygrywanie gema przy swoim serwisie spowodowało, że Federer wygrał pierwszego seta 6:4. Patrząc obiektywnie – był w tym fragmencie spotkania po prostu lepszy.

Drugą odsłonę znowu lepiej zaczął Hiszpan, który znowu wyszedł na prowadzenie. Federer dwukrotnie przegrywał akcje po swoim podaniu i było już 4:0 dla Nadala. Potem mylił się młodszy z tenisistów, ale wystarczyło to tylko na wygranie dwóch gemów z rzędu. Potem – znowu – klasycznie, czyli gem za gem. Na koniec – 6:3 dla Nadala.

Teatr jednego aktora – takie określenie najcelniej przedstawia nam to, co działo się w secie trzecim. Federer po raz pierwszy w meczu wygrał premierowego gema i zdołał przełamać serwis Nadala. Tę sztukę powtórzył w gemie szóstym i – co najważniejsze – nie popełniał błędów sam serwując. Szwajcar wygrał tę partę 6:1 i zrobił spory krok w kierunku zwycięstwa w wielkim finale.

Jak się pewnie spodziewacie – do głosu doszedł Nadal. Tak, to już klasyka. Sinusoida w grze Nadala była na tyle widoczne, że po akcjach gorszych i bardziej chaotycznych następowały te dokładne, solidne i – co najważniejsze – skuteczne. W czwartym gemie Szwajcar przegrał własne podanie i Rafa prowadził już 3:1. Dalsza część seta była już wyrównana i przy stanie 2:5 wiedzieliśmy, że trzeba szykować się na piątego seta. Wynik czwartego – 6:3 dla Hiszpana.

Ostatnią partię rozpoczynał Federer, który… przegrał pierwszego gema. Nadal po chwili prowadził już 3:1, ale Szwajcar w szóstym gemie zdołał przełamać swojego rywala. Ta sama sztuka udała mu się również dwa gemy później i prowadził już 5:3. Szwajcar w swojej drugiej piłce meczowej zagrał forhendem w samą linię i proszący o sprawdzenie tego zagrania Nadal tylko przeciagnął moment, w którym Federer wzniósł ręce w geście zwycięstwa. Radość, łzy i gratulacje od Hiszpana. Roger wygrywa Australian Open.

Roger Federer wygrał swój 18. w karierze wielkoszlemowy turniej, co jest rekordem jeśli chodzi o tenisa w wykonaniu mężczyzn. Co ciekawe, ostatni tego typu sukces odniósł w 2012 roku, kiedy to wygrał Wimbledon. W Australii wygrał po raz piąty i został drugim najstarszym tenisistą, który może poszczycić sie zwycięstwem w najbardziej prestiżowych turniejach na świecie.

A my mamy przekonanie, że Federer ostatniego słowa jeszcze nie powiedział.

Gratulacje!

 

Komentarze