Tekst czytelnika: Ruszają finały NBA. Cavs kontra Warriors, starcie trzecie

    Zgodnie z przewidywaniami bukmacherów i większości ekspertów w tegorocznych finałach NBA po raz trzeci z rzędu zmierzą się Golden State Warriors i Cleveland Cavaliers. To pierwsza taka sytuacja w historii najlepszej koszykarskiej ligi świata. Do tej pory bilans finałowych konfrontacji Wojowników z Kawalerzystami wynosi 1:1. Który z zespołów wyjdzie w tym roku na prowadzenie w bezpośredniej rywalizacji?

    Łowcy rekordów

    Zawodnicy Golden State przeszli przez playoffy jak burza, notując perfekcyjny bilans 12-0. Przed nimi podobna sztuka udała się jedynie drużynie Los Angeles Lakers w sezonach 1988-89 i 2000-2001, ale jeśli w finałowej serii nie Warriors oddadzą żadnego meczu Cleveland, staną się pierwszym niepokonanym w playoffach zespołem w historii NBA. Koszykarze z Ohio nie będą jednak łatwymi rywalami – Kawalerzyści w drodze do finału ponieśli tylko jedną porażkę, a w ubiegłorocznej rywalizacji z GSW potrafili odwrócić losy serii przy stanie 1-3. W sezonie zasadniczym również zdołali zatrzymać graczy z Kalifornii w jednej z dwóch konfrontacji.

    Siedmiu wspaniałych i jeden nieobecny

    Obie drużyny zdawały się przygotowywać na finałową serię na długo przed zakończeniem sezonu zasadniczego i znacząco poszerzyły swoje składy w porównaniu z minionymi rozgrywkami. Do Cavaliers dołączyli doświadczeni David West oraz Deron Williams, a także mający zapewnić dodatkowe trafienia 3-punktowe Kyle Korver. Każdy z nich dobrze wkomponował się w zespół trenera Tyronae’a Lue, ale pełni raczej tylko funkcję zadaniowca. Warriors pozyskali natomiast byłego króla strzelców NBA Kevina Duranta, Matta Barnesa oraz dwóch podkoszowych, mających zapewnić dodatkowe zbiórki – JaVale’a McGee i Zazę Pachulię. Ruchy kadrowe GSW również należy uznać za udane, bo mimo słabszego bilansu w sezonie zasadniczym, postawa zespołu w najważniejszych spotkaniach uległa znacznej poprawie.

    Na parkiet w finałowej serii wybiegnie aż 7 uczestników Meczu Gwiazd – 4 po stronie Warriors (Curry, Thompson, Green i Durant) i 3 w zespole Cavaliers (James, Irving oraz Love). To kolejne wydarzenie bez precedensu w historii NBA. Obydwie drużyny do ostatecznej rozgrywki przystąpią bez istotnych osłabień. Jedynym poważnym brakiem kadrowym będzie nieobecność… trenera GSW Steve’a Kerra, który dochodzi do siebie po operacji kręgosłupa. Szkoleniowiec Wojowników pojawiał się wprawdzie na meczach swoich podopiecznych, ale od momentu zabiegu na ławce nieprzerwanie zastępuje go jego asystent Mike Brown, pod wodzą którego Warriors odnieśli 10 kolejnych zwycięstw.

    LeBron jak Jordan

    Ojcem zeszłorocznego sukcesu Cavs był LeBron James, który w finałach 2016 przewodził obu zespołom we wszystkich najważniejszych statystykach – LBJ notował najwięcej punktów, zbiórek, asyst, przechwytów i bloków na mecz. W obecnych rozgrywkach nie zwalnia tempa – w 5 meczu z Boston Celtics został najlepszym strzelcem w historii playoffów, wyprzedzając Michaela Jordana. Co ciekawe, potrzebował o 118 rzutów mniej niż legenda Chicago Bulls by osiągnąć rekordowe 5987 punktów. W trwających playoffach lider Cavs jest szczególnie niebezpieczny pod koszem, skąd zdobywa średnio 16 punktów na mecz (łącznie 176, czyli aż o 58 więcej niż kolejny zawodnik na liście).

    Siłą faworyzowanego Golden State są natomiast krótkie akcje i trafienia dystansowe. Zawodnicy z Kalifornii zdecydowanie najszybciej w lidze wymieniają piłkę i podejmują decyzje rzutowe – aż 1/5 swoich akcji kończą przed upływem 6 sekund ataku. Zdobywają także najwięcej punktów po kontratakach – w playoffach są w tym elemencie lepsi o średnio 8,5 pkt niż ich rywale. Cavaliers swojej szansy powinni upatrywać w twardej, fizycznej koszykówce i ofensywnych zbiórkach. W konfrontacji z San Antonio Spurs Warriors oddali rywalom aż 31% piłek na bronionej tablicy, co daje nadzieję Cleveland na ponowienia akcji. Cavs potrafią także odrabiać straty, co może przydać się w starciu z GSW – w trwających playoffach 3-krotnie tracili do rywali ponad 10 punktów i za każdym razem wygrywali.

    Cavs bez szans?

    Analitycy z firmy FiveThirtyEight w oparciu o 50 tysięcy symulacji meczowych przyznają 90% szans na zdobycie mistrzowskich pierścieni Golden State Warriors. Podobnego zdania są dziennikarze i komentatorzy zza oceanu. Jednym z niewielu, którzy stawiają na Kawalerzystów, jest Charles Barkley – ekspert stacji TNT, a w przeszłości gwiazda NBA. – Cleveland Cavaliers obronią tytuł. Kyrie Irving i LeBron James to najlepsi zawodnicy w grze 1 na 1 w lidze. Warriors będą grali w szybkim tempie, co tylko im pomoże. LeBron James i Kevin Durant wzajemnie się znoszą. Steph Curry i Kyrie Irving tak samo – zdecydują pozostali gracze. Cavs wygrają w sześciu meczach – przekonuje popularny sir Charles. Czy jeden z najwybitniejszych koszykarzy, którzy nigdy nie sięgnęli po mistrzostwo NBA, okaże się skuteczniejszy w typowaniu wyników niż w zdobywaniu tytułów? Przekonamy się już niebawem – pierwszy mecz finałów już 2 czerwca o 3 rano czasu polskiego.

    Autor: Bartosz Goluch

    Komentarze