Tekst czytelnika: Przyszłość polskiej siatkówki

Kiedy w piękny wieczór 21 września 2014 r. Michał Winiarski, kapitan reprezentacji Polski, wznosił puchar za Mistrzostwo Świata, zdobyte po epickim finale z Brazylią, byłem nieziemsko wzruszony. Wtedy jeszcze nie wierzyłem w to co się właśnie stało. Gdy obudziłem się wczesnym rankiem następnego dnia i dotarło do mnie, że jesteśmy najlepsi na świecie w sporcie, który jest moją pasją, zebrało mi się na głębokie przemyślenia, refleksje. Uświadomiłem sobie, że zdobywając czempionat globu, możemy wspiąć się wyżej jedynie (albo ,,aż”) zdobywając złoto Igrzysk Olimpijskich w 2016 r. w Rio.

 

Wszyscy pamiętamy co wydarzyło się przez te ostatnie 3 lata od zdobycia Mistrzostwa Świata. Najpierw była niesamowita batalia Polaków o kwalifikację olimpijską. Wyglądało to trochę tak, jak gdyby Mistrz Świata musiał heroicznie udowadniać całemu siatkarskiemu światu, że zasługuje na to, by w najważniejszej sportowej imprezie czterolecia w ogóle zagrać. Kompletnie nielogiczne przepisy, nawet biorąc pod uwagę liczbę mocnych drużyn na Starym Kontynencie. Gdzieś po drodze na wymarzoną olimpiadę, zdarzyły się klęski w ME 2015 i LŚ 2016. Boleśnie pamiętamy również same Igrzyska, gdzie ponieśliśmy druzgocącą porażkę ze Stanami Zjednoczonymi w czwartym kolejnym nieudanym ćwierćfinale.

Teraz kiedy siadam do kolejnych głębokich refleksji na temat polskiej siatkówki, jesteśmy świeżo po nieudanej w wykonaniu naszych siatkarzy Lidze Światowej 2017. Pomimo tej porażki, snując przemyślenia na temat przyszłości, jestem pełen optymizmu. I to nie tylko dlatego, że „światówka” była pierwszą imprezą pod wodzą nowego szkoleniowca – Ferdinando De Giorgi. Nie tylko dlatego, że imprezą docelową w tym sezonie są Mistrzostwa Europy, które odbędą się w naszym kraju.

Przede wszystkim dostrzegam siłę i potencjał naszej reprezentacji. W niewielu dyscyplinach jest tak, że startując w danej imprezie, z marszu jesteśmy jednym z faworytów do zwycięstwa. Brazylijczycy, Włosi, Francuzi czy Amerykanie grając z nami, zawsze znają naszą siłę. Wiedzą, że aby nas pokonać muszą zagrać swoją najlepszą siatkówkę. Grając na mistrzowskich imprezach, polskie drużyny w innych sportach zespołowych, nigdy nie mogą być pewne przebrnięcia fazy grupowej. Tymczasem nie pamiętam, kiedy kadra siatkarzy ostatni raz nie wyszła z grupy na imprezie rangi mistrzostw świata, europy czy igrzysk olimpijskich. To również świadczy o sile naszej drużyny od wielu lat.

Innym argumentem, który sprawia, że jestem spokojny o dobrą przyszłość polskiej siatkówki, jest czynnik ludzki, zaplecze kadry, inaczej mówiąc – zdolna polska młodzież. Jednak zanim przejdę do młodzieży aspirującej do bycia w kadrze, zacznę od młodzieży, która się w tej kadrze znajduje. Mamy jedną z najmłodszych seniorskich kadr na świecie. Młodzi zawodnicy pokroju Śliwki, Lemańskiego czy Muzaja potrzebują wciąż ogrania na światowym poziomie i myślę, że musimy im ten czas dać, by później „zbierać żniwo” w postaci sukcesów. Być może dopiero IO w Tokio w 2020 r. będą momentem, kiedy ci młodzi zawodnicy, już będący w dorosłej kadrze, będą mogli zaprezentować pełnię swoich możliwości. Na pewno muszą spodziewać się niełatwej rywalizacji ze „świeżo upieczonymi” Mistrzami Świata U21. Nasi juniorzy wysoko zawiesili sobie poprzeczkę mówiąc, że interesuje ich tylko złoty medal. Swój cel osiągnęli w świetnym stylu miażdżąc w finale Kubę. Myślę, że rośnie nam bardzo zdolne pokolenie siatkarzy. Kto wie, być może ich kariery będą tak samo udane jak złotego pokolenia chłopaków trenera Ireneusza Mazura.

Kończąc moje optymistyczne rozważania na temat przyszłości polskiej, męskiej siatkówki, muszę dodać trochę przysłowiowej łyżki dziegciu. Będzie nią rozwój Plusligi, a w zasadzie brak tego rozwoju. Oczywiście niezaprzeczalne jest to, że liga polska jest wciąż jedną z najlepszych lig na świecie. Nasza liga słynie z wysokiego poziomu siatkarskiego, bardzo dobrej jakości organizacyjnej.

Z kolei kibice siatkówki w naszym kraju, są prawdopodobnie najlepsi na świecie. Jednak najlepsi siatkarze świata nie kwapią się by w Pluslidze grać. Co gorsza znane marki światowej siatkówki jak Ivović, Uriarte czy Kurek właśnie odchodzą z polskich klubów. Na taki stan rzeczy składa się oczywiście wiele czynników. Pewne sprawy są trudne do poprawienia, np. zwiększenie zainteresowania sponsorów. Jednak trzeba jasno powiedzieć, że władze ligi zmniejszyły jej poziom, poprzez zwiększenie w ubiegłym sezonie liczby drużyn uczestniczących w rozgrywkach do 16. Moim zdaniem nawet liczba 14 drużyn, która ma być wprowadzona po następnym sezonie jest zbyt liczna. Format rozgrywania play-off również jest nieodpowiedni. Mam nadzieję, że działacze PZPS postawią w przyszłości na jakość ligi, a nie na jakość przychodów, związanych z większą liczbą drużyn.

Podsumowując przyszłość polskiej siatkówki, a przede wszystkim możliwości kadry siatkarzy, należy optymistycznie patrzeć w przyszłość. Już za moment czekają nas ME w Polsce. Liczę na to, że lekko nadszarpnięte oblicze naszych Mistrzów Świata zostanie odbudowane dobrym występem na polskiej ziemi. Myślę, że możemy być pewni ogromnych emocji, a może nawet doczekamy się takiej ekstazy, jak w finale w Katowicach w 2014 r.

Adrian Nieroda

 

Od redakcji: zachęcamy Was do nadsyłania swoich tekstów na adres redakcji Łączy Nas Pasja. Najciekawsze artykuły będziemy publikować na naszych łamach. Adres e-mail: redakcja@laczynaspasja.pl

Czy Polska ma szansę sięgnąć po mistrzostwo Starego Kontynentu? Ofertę LV BET na zbliżające się Mistrzostwa Europy można poznać TUTAJ.

Komentarze