Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Tego stadionu Cristiano Ronaldo nie rozpoznałby na pewno

Fenomenalna historia, mnóstwo spektakularnych meczów zakończonych pamiętnymi zwycięstwami, cudowna atmosfera i duch, o którym wspominają wszyscy obecni na tym stadionie, a który to unosił się nad obiektem i pchał biało-czerwonych do sukcesów. Nie da się ukryć uśmiechu czytając, że po tylu latach reprezentacja Polski zaczyna regularnie grać na Stadionie Śląskim.

Jest 2007 rok. Michel Platini ogłasza światu: Polska będzie gospodarzem Mistrzostw Europy w 2012 roku. W kuluarach Stadionu Śląskiego, tak ważnego dla reprezentacji Polski w ostatnich latach, strzelają korki od szampanów. Niedawno Euzebiusz Smolarek strzelił tu dwie bramki Portugalii. W 1973 roku Włodzimierz Lubański poprowadził do zwycięstwa z Anglią, a angielskie media nazwały obiekt w Chorzowie „Kociołem Czarownic”. Gdzie mają grać Polacy, jeśli nie w swoim domu? Domu, który opuścili na niemal dekadę:

Dlaczego reprezentację Polski czekała przeprowadzka? Okazało się, że bogaty w historię i tradycję dom rodzinny na Śląsku drużyna narodowa opuści kosztem przenosin do stolicy. Stadion zasłużony zmieni na ten nowoczesny. W 2009 roku okazuje się, że Stadion Śląski nie będzie nawet jednym z czterech miejsc zamieszkania kadrowiczów. Pomimo tego zapada decyzja: mimo wszystko kończymy to, co zaczęliśmy.

Niestety, zakończona napisanym przez życie podręcznikiem „jak nie modernizować obiektu sportowego”.

Po pierwsze: budowa trwała aż osiem lat. Miała zostać zakończona w 2011 roku, ale problemy przede wszystkim z ogromnym dachem spowodowały, że prace były przesuwane niemal w nieskończoność. Kolejne pożyczki, nowe koszty… Kocioł pochłonął koniec końców dwa razy tyle, ile zakładano w pierwszej wersji. Zamiast ponad 300 milionów złotych – niemal 700. I po wydaniu tak gigantycznej kwoty nikt nie pyta nawet w myślach, czy tak inwestycja się spłaci. Wiadomo, że nie.

Nawet nieistotne wydaje się być pytanie, czy po wydaniu takiej sumy zacznie chociaż na siebie zarabiać, czy też będzie co chwila trzeba do niego dokładać? Prawdopodobnie będzie trzeba, ale pytanie najważniejsze jest jeszcze mniej optymistyczne. Na Śląsku zastanawiają się – po wydaniu siedmiuset baniek – czy w ogóle powstanie takiego obiektu miało sens?

Zastanawialiśmy się długo i doszliśmy do wniosku, że chyba nie. Najważniejszym sensem istnienia Kotła Czarownic była reprezentacja Polski w piłce nożnej, która – chociaż wystąpi tam jutro w meczu z Portugalią – wszystkie swoje najważniejsze mecze rozgrywa na Stadionie Narodowym w Warszawie. Stolica to również centrum Polski, najlepszy dojazd dla kibiców biało-czerwonych ze wszystkich zakątków naszego kraju.

W obliczu stadionów w Gdańsku, Poznaniu, Białymstoku, Krakowie, Wrocławiu, Zabrzu, dwóch w Warszawie – podobny w Chorzowie po prostu nie ma racji bytu z piłkarskiego punktu widzenia.

Nie jest na tyle duży, by zorganizować tam finał Ligi Mistrzów. Nie jest na tyle mały, by regularnie był zapełniany chociażby przez kibiców Ruchu Chorzów, który na tym obiekcie – to największy paradoks – grać nie będzie.

Górnik Zabrze buduje swój stadion, więc naturalna wydawałaby się przeprowadzka „Niebieskich” na Śląski. Koszty wynajmu obiektu na jeden mecz przeraziły jednak prezesa Ruchu, Janusza Patermana. Gdy usłyszał o kwocie 350 tysięcy złotych, zapytał tylko niepewnie, czy chodzi o mecz, czy też o cały sezon. Chodziło o jeden mecz. Dla klubu, który od dawna boryka się z bardzo poważnymi problemami finansowymi, taka kwota za organizację choćby jednego spotkania to nawet nie mrzonka. To matrix.

Stadion więc na siebie nie zarobi i piłce nożnej potrzebny nie jest: ani lokalnemu klubowi, ani narodowej reprezentacji. Kosztował za dużo, remontowany był za długo (osiem lat zamiast dwóch), w kraju jest takich już wiele. Może więc inne dyscypliny? To, co z perspektywy kibica piłkarskiego jest największą wadą – czyli bieżnia dookoła boiska – dla innych sportów może być błogosławieństwem.

Tak ogromnego stadionu wielofunkcyjnego w kraju nad Wisłą nie ma. Jeśli chodzi o lekkoatletykę – to z pewnością będzie Narodowy tej dyscypliny. Pytanie, czy organizacja mistrzostw globu bądź innych wielkich imprez wystarczy, by ten projekt spiąć biznesowo? Pozostają koncerty, ale tak mówi się przy okazji powstania każdego stadionu. Jak wychodzi w rzeczywistości, wszyscy wiemy. Stadionów w Polsce jest zdecydowanie więcej, niż godnych uwagi i przyciągających tłumy koncertów.

Pozostaje obserwować wykresy, tabelki i to, czy końcowe wyniki będą się świecić na czerwono, czy też na zielono. Sukcesu finansowego nie wróżymy, a o tym sportowo-kulturalnym mowy być nie może. Nie było nic złego w reanimacji pomnika, będącego żywą tradycją polskiego sportu. Ale już w niegospodarności i wykonaniu zła czaiło się wiele. Czarownice gotujące w Kotle były w ostatnich latach zdecydowanie w złym humorze.

Uratować sytuację próbuje Liga Narodów, ale umówmy się – miał trochę racji Jurgen Klopp mówiąc, że to „najbardziej bezsensowne rozgrywki w świecie futbolu”. Nawet jeśli przyjedzie Portugalia (bez Ronaldo, który swoją drogą za nic w świecie nie poznałby tego stadionu, na którym przegrał z Ebim Smolarkiem 1:2), a wszystko jest pięknie opakowane.

Możemy udawać, że to mecz o coś. Tak jak udawać, że to stadion po coś.