Tego błędu Klopp nie może powtórzyć

Liverpool przed rewanżem jest w dość komfortowej sytuacji: jeśli strzeli bramkę, Bayern będzie musiał odpowiedzieć dwoma trafieniami, bowiem każdy bramkowy remis premiować będzie drużynę The Reds. I to goście będą faworytem do awansu, o ile Jurgen Klopp nie wciśnie hamulca ręcznego...

„Mecze, w których pada dużo bramek są jak łatwe dziewczyny. Można się łatwo pomylić w ocenie ich prawdziwej jakości”, powiedział kiedyś legendarny trener Auxerre, Guy Roux. Ten na Anfield nie był ani łatwy, ani nie obfitował w gole, ale jego jakości nie można ocenić wysoko. Obejrzeliśmy dość nudne, toporne spotkanie, które nijak miało się do oczekiwań kibiców na całym świecie.

Jeśli scenariusz z pierwszego meczu zostanie powtórzony, do następnej fazy raczej na pewno awansuje Bayern.

Liverpool nie może sobie pozwolić na powtórzenie błędu Atletico z wczorajszego meczu z Juventusem, które wyszło na boisko w Turynie, jakby awans do ćwierćfinału miał sam się zrobić. Apatyczni, obojętni na ciosy, niepotrafiący odpowiedzieć choćby jednym uderzeniem, które przecież zmusiłoby Starą Damę do strzelenia aż czterech bramek – tak wyglądali piłkarze Diego Simeone, którym zabrakło cojones z pierwszego meczu.

Przypominamy sobie najważniejsze mecze Jurgena Kloppa i obawiamy się, że tu może być podobnie. Niemiecki szkoleniowiec jest genialnym trenerem, którego nie sposób nie lubić. Kupujemy to szaleństwo przy ławce, miliard złych i szczęśliwych min. Fajnie się ogląda ten gejzer emocji, jaki towarzyszy Kloppowi i prowadzonym przez niego ekipom.

Jurgen ma jednak jeden feler: wymięka w kluczowych, absolutnie najważniejszych momentach. Heavy-metal już nie gra tak, jak zawsze. Gitara się roztraja, perkusista nie trafia w bębny, wokalista fałszuje.

Liverpool lubi dopuścić do tego, by rywale z 0:3 wyciągali na 3:3. Lubi, mając korzystny rezultat przed rozpoczęciem spotkania, nieco osiąść na laurach i grać trochę oszczędzając siły. To często gubi tak liverpoolczyków, jak i samego Jurgena Kloppa, którego nie bez powodu nazywa się specjalistą od przegranych finałów. Mecz z Bayernem trochę będzie jak finał. Jeśli czerwone ferrari z trójką Mane-Firmino-Salah za kierownicą oraz wracającym van Dijkiem na tylnym siedzeniu nie będzie jechać z zaciągniętym hamulcem, ma szansę rozjechać Bayern.

Wygra Bayern – kurs LV BET: 2.13
Remis: 3.45
Wygra Liverpool: 3.45

Bayern awansuje: 1.85
Liverpool awansuje: 1.85