Ta sytuacja dyskredytuje sztab szkoleniowy Widzewa

69. minuta meczu. Widzew zdołał doprowadzić w Nowym Dworze Mazowieckim do remisu, idzie po drugą bramkę i właśnie wywalczył rzut rożny. Do niego zmierza Daniel Mąką. Jeden z najlepszych piłkarzy łódzkiego klubu. Bardzo charakterny, dobry technicznie, wie, gdzie się w polu karnym znaleźć i zimą dobrze przygotował się motorycznie do rundy, co nie było wcześniej regułą. Ale to, że wziął piłkę i ustawił ją w narożniku boiska, to totalna kompromitacja wszystkich, którzy o tym zdecydowali.

Bo Mąka, pomimo bardzo wielu zalet i cech, które predysponują go do zostania jedną z twarzy obecnej drużyny, to wykonawca tego stałego fragmentu gry bardzo słaby. Nie robił tego najlepiej za czasów trenera Marcina Płuski, słabo szło mu za kadencji Przemysława Cecherza i cud nie nastąpił pod wodzą Franciszka Smudy. Jednak z uporem maniaka ktoś decyduje się na to, by były skrzydłowy wykonywał kornery, jeśli znajduje się na boisku.

To nie jego wina. Jeden potrafi zakręcić rogala, drugi dryblować, trzeci posyłać prostopadłe piłki, czwarty uderzyć z dystansu, a piąty dośrodkowywać ze stojącej piłki. Jeszcze raz: Mąka potrafi wiele, to gracz na tę ligę zdecydowanie wybijający się umiejętnościami, ale ostrej, ciętej, soczystej piłki z rzutu rożnego w czasie występów w Widzewie nie dorzucił ani jednej. Mimo to właśnie on wykonywał stały fragment gry, który zakończył się kontratakiem, faulem widzewskiego Marcina Kozłowskiego, bramką nowodworskiego Marcina Kozłowskiego i zwycięstwem Świtu.

 Nie czepiamy się Mąki. Czepiamy się tego, który o stałych fragmentów gry decyduje, czyli trenera Franciszka Smudy.

Bo z rzutami wolnymi nie jest najlepiej, a dośrodkowania Marka Zuziaka w pierwszej części gry wywołałyby salwę śmiechu nawet na B-klasowych boiskach. Naprawdę, tak źle nie dośrodkowuje się nawet na najniższym poziomie rozgrywkowym w Polsce. Zanim ktoś wyskoczy z nieprzyjemnymi warunkami – takie same miał Świt, który dorzucił w akcji na 1:0 na nos Pałczyńskiemu. Zanim ktoś powie o murawie: mówimy o piłce stojącej. Takiej, po której Świt ustalił wynik spotkania na 2:1.

Rozmawialiśmy z Marcinem Broniszewskim w tamtej rundzie i powiedział nam, że na treningach naprawdę ostro ćwiczy się zarówno dośrodkowania z miejsca, jak i te w pełnym biegu. Nie mamy podstaw, by asystentowi Franciszka Smudy nie wierzyć. Efekt jest jednak taki, że nikt – ani Mateusz Michalski, ani Marcin Pigiel, ani Daniel Mąka, ani Marek Zuziak – nie potrafił wykonać choć jednego dobrego dośrodkowania przez 90 minut gry w Nowym Dworze Mazowieckim.

Biorąc pod uwagę kiepskie do kreowania warunki gry, ten element – zwłaszcza w trzeciej lidze, gdzie często się piłkę kopie, a nie w nią gra – powinien być opanowany do perfekcji. A jeśli ci zawodnicy, którzy są w kadrze nie potrafią go opanować, trzeba sprowadzić do klubu takich, którzy będą to robić w stopniu zadowalającym. Takim, na widok którego kibice nie będą sobie wyrywać włosów z głowy.

Jeśli ta przenośnia miałaby odzwierciedlenie w rzeczywistości, fanów Widzewa łatwo byłoby poznać z daleka. Po obejrzeniu spektaklu w Nowym Dworze Mazowieckim każdy miałby łysą glacę.

Trudno nam oceniać styl gry drużyny, choć druga połowa pokazała, że jednak dało się powalczyć, można było pograć piłką, przyspieszyć, zrobić trochę wiatru na skrzydłach. Dało się w drugiej, więc dlaczego nie można było tego robić w pierwszej? – Trzecia liga to trudna liga. Tu nikt się przed Widzewem nie położy – mówił dla naszego portalu w wywiadzie były trener Widzewa i Świtu, Przemysław Cecherz. Od pierwszej do 45. minuty gra czerwono-biało-czerwonych wyglądała tak, jakby gospodarze faktycznie mieli na zmrożonej murawie wygodnie leżeć.

To nie miało prawa być spotkanie przyjemne dla oka, spełniające oczekiwania wymagających kibiców. Po wyjściu na murawę na stadionie Świtu wiadomo było, że wnukom to o tym meczu fani Widzewa opowiadać nie będą. Tu trzeba było wyjść, zapieprzać, wygrać i zejść. Fajerwerki odłożyć na ostatni dzień w roku. Całą pierwszą połowę piłkarzom Smudy zajęło natomiast przekonanie się, że tu pięknie nie zagrają, a w drugiej brakło czasu i odrobiny szczęścia.

Słabo zaprezentował się Karol Stanek, który nie przekonał w żadnym ze sparingów i tego wrażenia nie zmienił. Marcin Pieńkowski stara się, walczy, szarpie, ale niewiele z tego wynika, kiedy mamy do czynienia z meczem o mistrzostwo trzeciej ligi, a nie spotkaniem towarzyskim czy starciem juniorskim.

Jeśli środek pola jest sercem drużyny, to Widzew dostał dzisiaj zawału.

Dużo jest kombinowania, ustawiania, taktyki, filozofii… Fakty są takie, że Widzew ma w kadrze czterech świetnych piłkarzy ofensywnych: Michała Millera, Daniela Mąkę, Mateusza Michalskiego i Roberta Demjana. Może czas wreszcie dać im po prostu grać razem, a o innych opcjach i limitach porozmawiać w drugiej kolejności?

Świt – Widzew 2:1 

Noty piłkarzy Widzewa (w skali 1-10): Wolański 6 – Kozłowski 6,  Kostkowski 5, Zieleniecki 5, Pigiel 3 – Zuziak 2 (Michalski 5), Kristo 2, Kwiek 3 (Kazimierowicz ), Mąka 5 (Miller ) – Demjan 6, Stanek 2 (Pieńkowski 3).

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem