Szymański: Czekam, aż moi promotorzy w końcu dobrze wywiążą się ze swoich obowiązków

"Musiałem sprawy wziąć w swoje ręce, bo pewne tematy ciągnęły się w nieskończoność. Nie mogłem liczyć na swoich promotorów. Byłem w trudnej sytuacji, bo chciałem w końcu stoczyć walkę, chciałem się rozwijać, a nie mogłem liczyć na osoby, które pośredniczyły w tych negocjacjach. Postanowiłem sam postawić na siebie. Zebrać pieniądze od sponsorów i zorganizować sobie pojedynek. Na własną rękę i ryzyko postawić wiele, by móc znowu wyjść do ringu."

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Patrykiem Szymańskim, który już 17 marca w Poznaniu stoczy swój kolejny zawodowy pojedynek.

Patryk, zostało 10 dni do twojego kolejnego pojedynku. Ostatni raz widzieliśmy cię między linami niemalże rok temu. Długa była ta przerwa. Czemu aż tak długa?
Patryk Szymański: Z przyczyn ode mnie niezależnych nie walczyłem tak długo. Nie do końca układała się moja współpraca z promotorami, na niektóre rzeczy nie miałem wpływu. Wierzę w to, że po gali w Poznaniu wrócę na właściwe tory i częstotliwość moich kolejnych walk będzie już większa – tak bym sobie tego życzył.
Fakty są takie, że przez 18 miesięcy walczyłeś tylko dwukrotnie. Teraz dopiero po raz trzeci wyjdziesz do ringu.
PS: Nie jest mi to na rękę, bo chciałbym móc jak najczęściej walczyć. Trochę musiałem sprawy wziąć w swoje ręce, bo pewne tematy ciągnęły się w nieskończoność. Nie mogłem liczyć na swoich promotorów. Byłem w trudnej sytuacji, bo chciałem w końcu stoczyć walkę, chciałem się rozwijać, a nie mogłem liczyć na osoby, które pośredniczyły w tych negocjacjach. Postanowiłem sam postawić na siebie. Zebrać pieniądze od sponsorów i zorganizować sobie pojedynek. Na własną rękę i ryzyko postawić wiele, by móc znowu wyjść do ringu.
Przed rokiem mówiłeś, że jesteś w dobrej formie i jesteś zadowolony ze swoich przygotowań. Z perspektywy czasu uważasz inaczej?
PS: Tak, perspektywa się zmieniła. Przez długi czas nalegałem na zmianę trenera, bo czułem, że się nie rozwijam. Nie czyniłem żadnego progresu. Promotor jednak nie wykazywał mną żadnego zainteresowania, więc sam wszystko wziąłem w swoje ręce i sobie zorganizowałem. Stwierdziłem, że to będzie dla mnie lepsze, niż czekanie z założonymi rękami z nadzieją, że może coś się wydarzy. Chciałem jak najszybciej móc się sprawdzić, bo czas szybko leci, a kariera nie trwa wiecznie.
Dziś już jest lepiej? Mówię o kontaktach z ludźmi, którzy mają wpływ na twoją karierę.
PS: Tak. Otaczam się ludźmi, którzy dobrze mi życzą i którzy chcą, abym wygrywał i piął się jak najwyżej. Patrzymy w tym samym kierunku – to ważne. Kibicują mi i dokładają wszelkich starań, żebym mógł się rozwijać.
Przypomina mi się historia Andrzeja Fonfary, który przed pojedynkiem z Chadem Dawsonem również zainwestował sporo własnych pieniędzy, żeby się rozwijać. Dostał za to nagrodę – już trzy miesiące później walczył o tytuł mistrzowski.
PS: Młody zawodnik powinien toczyć trzy, może nawet cztery pojedynki w ciągu roku. Moi promotorzy – jak słusznie zauważyłeś – potrafili mi zorganizować dwie walki w 18 miesięcy. To dla mnie za mało.
Patryk Szymański ma za sobą dwie wygrane, choć średnie walki
Czemu tak jest?
PS: Słuchałem wielokrotnie, że rynek się zmienił, że w Ameryce nie jest tak trudno cokolwiek zorganizować, bo ja mam kontrakt amerykański. W Polsce natomiast jest zbyt mało gal i moja kategoria wagowa nie jest aż tak popularna i nie ma w niej tylu pięściarzy, żeby co kilka miesięcy móc organizować pojedynek.
Myślisz o tym, żeby karierę kontynuować w Polsce? Izu Ugonoh i Artur Szpilka też trenowali w USA, a teraz mieszkają w Warszawie.
PS: Waga ciężka to osobny temat, zawsze znajdzie się zainteresowanie takimi pojedynkami. Trudno byłoby ściągnąć klasowego rywala za dobre pieniądze do Polski. Mam nadzieję, że Leon Margules będzie w stanie zorganizować mi dużą walkę w Stanach Zjednoczonych. Liczę, że karierę będę mógł kontynuować zza oceanem.
Miałem nadzieję prawdę mówiąc, że po majowej gali w Poznaniu dostaniesz propozycję pojedynku na gali Polsat Boxing Night. Był w ogóle taki temat?
PS: Nie, nie było. Po walce z Rafałem Jackiewiczem chciałem odpocząć, ale też propozycji żadnej nie otrzymałem. Sam występ w Poznaniu bardzo mi się spodobał, bo to jest blisko Konina i mogło mnie zobaczyć w akcji wielu moich kibiców. Teraz powinno być podobnie, choć nie ukrywam, że to ma być tylko przystanek w drodze po wielkie walki. Czekam, aż moi promotorzy w końcu dobrze wywiążą się ze swoich obowiązków.
Bardzo zły byłeś na siebie po pojedynku z Jackiewiczem. Po czasie to zdenerwowanie minęło czy jeszcze bardziej się nasiliło?
PS: Cały czas uważam, że stać mnie na zdecydowanie więcej niż wygrana z Jackiewiczem na punkty. Ostatnie dwie walki nie były dobre w moim wykonaniu i zdaje sobie z tego sprawę. Nie wszystko w przygotowaniach było tak, jak powinno być. Nie miałem trenera, tylko match-makera – do takiego wniosku doszedłem po rozstaniu się z nim. Ochota na stoczenie kolejnych walk dlatego jest tak duża, bo cały czas mam w pamięci niezbyt udane w moim wykonaniu pojedynki. Mam nadzieję, że wrażenia po gali w Poznaniu będę miał już dużo lepsze i rozpocznę w końcu drogę we właściwym dla siebie kierunku.
Jak czujesz się teraz, przed tą walką? Jesteś zadowolony z siebie czy mimo wszystko dostrzegasz jakieś mankamenty?
PS: Na pewno to nie jest to, czego bym sobie życzył, ale przygotowania przebiegły dobrze – nie mam na co narzekać. Zmierza to w dobrą stronę. Wprowadziliśmy dużo nowych elementów, więc mam nadzieję, że możliwie najlepsze efekty będzie widać już w Poznaniu, ale zdaje sobie sprawę, że nie wszystko zagra tak, jakbym sobie tego życzył. Na pewno atmosfera jest dużo lepsza i z chłodną głową idę na trening. Wiem, że muszę zająć się boksem i to przyniesie spodziewane efekty.
Co będziesz robił po gali w Poznaniu? Gdzie będziesz mieszkał? W Polsce czy uciekasz do Stanów?
PS: Odpocznę i będę musiał z niektórymi osobami usiąść do rozmów. Musimy pewne rzeczy ustalić, zaplanować. Nie chciałbym po raz kolejny czekać na błogosławiony telefon, który może długo nie dzwonić.
Załóżmy, że wygrałeś w Poznaniu i nie odniosłeś kontuzji. Dzwoni Marcin Najman i proponuje ci występ 26 maja na Stadionie Narodowym. Co robisz?
PS: Na ten moment nie ma tematu, bo nikt nie dzwonił. Gdyby propozycja padła, to na pewno bym się nad nią zastanowił.