Szpilka wystąpi wtedy, co Sulęcki-Jacobs? „Ja nie walczę na tej gali”

Maciej Sulęcki zmierzy się 28 kwietnia z Danielem Jacobsem w walce wieczoru gali transmitowanej w amerykańskiej telewizji HBO. Będzie to czwarty występ polskiego zawodnika, który dostąpi tego zaszczytu. Wcześniej doświadczyli tego tylko Andrzej Gołota, Tomasz Adamek i Grzegorz Proksa.

To jest już pewne, informacja została klepnięta i nie ma od niej odwrotu. Sulęcki poleciał w poniedziałek do USA, by we wtorek wystąpić na konferencji prasowej i spotkać się po raz pierwszy z Jacobsem. Jeżeli żaden z pięściarzy nie dozna kontuzji, to za nieco ponad dwa miesiące odbędzie się jedna z najważniejszych walk polskiego boksera w ostatnich latach.

Plakat promujący to wydarzenie był poświęcony głównym bohaterom gali. Pod sylwetkami Sulęckiego i Jacobsa pojawiły się nazwiska innych pięściarzy, którzy również w Barclays Center pojawią się między linami. Wśród nich pojawiło się nazwisko Artura Szpilki.

To by się nawet zgadzało, bo Szpilka nie tak dawno temu mówił, że czeka go duży pojedynek w kolejnych miesiącach, a miejscem jego rozegrania mogą być Stany Zjednoczone. Pięściarz z Wieliczki na początku lutego mówił tak: „W najbliższych dniach się dowiecie. Pracujemy nad dużą walką w Stanach Zjednoczonych. (…) Nazwiska rywala jeszcze nie mogę podać.” Minęło trochę czasu, pojawiła się duża oferta wystąpienia na poważnej gali, a Szpilka na Twitterze pisze, że na pewno 28 kwietnia nie pojawi się w ringu.

Dlaczego Szpilka nie zawalczy na gali, która na pierwszy rzut oka, byłaby wymarzonym miejscem na jego kontynuuację kariery?

Przyjmuję trzy warianty.

1. Szpilka nie wyleczył jeszcze ręki. Zdaje sobie sprawę, że na jego poczynania 28 kwietnia patrzyłaby amerykańska publiczność, która już kilkukrotnie widziała go w akcji. Ostatnio Polak dwukrotnie przegrał i nie w pełni przygotowany do kolejnego starcia nie chciałby wychodzić między liny. Zdaje sobie sprawę, że trzecia porażka może go przekreślić na tamtym rynku, czyli tam, gdzie docelowo chciałby walczyć.

2. Z góry zaznaczam, że to wariant, w który nie wierzę, ale który również jest możliwy. Szpilka boi się walczyć na tak dużej gali z dobrym przeciwnikiem. Jest po dwóch ciężkich porażkach przed czasem, z tyłu głowy pojawia się lęk przed tym, co może się wydarzyć w kolejnym pojedynku. Andrzej Gmitruk zauważył sporo mankamentów w jego boksie i razem wychodzą z założenia, że lepiej jest jeszcze spokojnie potrenować, by w pełni przygotowanym wyjść między liny. Mówię – ja w to nie wierzę, ale jakaś w tym logika jest.

3. Obawiam się, że ta wersja będzie najbliższa prawdy. Występ Szpilki miałby odbyć się poza przekazem telewizyjnym. Co to znaczy? Że jego walki nie można byłoby zobaczyć na otwartej antenie. Automatycznie oznacza to dużo mniejsze wynagrodzenie, które Szpilki być może nie zadowalać. Podobna sytuacja miała miejsce przed rokiem, gdy Polak był brany pod uwagę podczas gali w Alabamie. Wszystko wydawało się być pewne, ale gdy telewizja ogłosiła, że tylko dwa pojedynki puści na otwartej antenie, a starcie Szpilki będzie trzecim od końca, to chwilę później nic z tego nie wyszło. Nie mówię, że wtedy poszło tylko o to (dużo osób mówiło, że w dużej mierze tak), ale koniec końców Szpilka na tamtej gali nie wystąpił.

Mówiąc w skrócie: jeżeli trzeci wariant jest najbliższy prawdy, to Szpilce chodzi o pieniądze, które nie zadowalają go za ten pojedynek.

Teraz spójrzmy na to z innej strony.

Który z pięściarzy jest lepszy: Artur Szpilka czy Maciej Sulęcki? Więcej w życiu widział Szpilka, ale sportowo na ten moment to notowania Sulęckiego stoją wyżej. Przed rokiem miałem okazję rozmawiać ze Striczem i mówił mi, że czeka na duży pojedynek w USA. To był styczeń 2017 roku. W kwietniu Sulęcki wystąpił na gali w… Nosalowym Dworze. Znowu – rozmawialiśmy wtedy. Nie był szczęśliwy z tego powodu, ale wyszedł z założenia, że lepszy jest pojedynek za grosze niż roztrenowanie i leżenie na kanapie. W czerwcu stoczył kolejne starcie i w październiku kolejne. Nie zarobił ani razu pewnie tyle, co by chciał, ale zanotował trzy bardzo ważne zwycięstwa w ciagu 12 miesięcy, dzięki czemu zaraz zmierzy się za grube siano z Jacobsem.

Przed rokiem Andrzej Fonfara walczył z Chadem Dawsonem. Pamiętam jak dziś, że pojedynek nie był nigdzie transmitowany i prawie wszyscy polscy kibice oglądali go za pomocą transmisji na Youtube. Polak wygrał przed czasem, a na trybunach nie było prawie w ogóle kibiców – ten pojedynek był jednym z pierwszych podczas gali. Mateusz Borek napisał na Twitterze, że Fonfara do tego pojedynku dołożył ze swoich pieniędzy. Po odliczeniu wszystkich kosztów przygotowań itp. był do tyłu – mogę skłamać – 20 tysięcy dolarów. Sam zawodnik mówił jednak, że dzięki temu zwycięstwu każda kolejna walka będzie już lepiej płatna.

I fakt, kolejny pojedynek trzy miesiące później Fonfara stoczył już o pas mistrzowski z Adonisem Stevensonem. Przegrał, ale zapewne godnie za niego zarobił.

Wracając do Szpilki – Sulęcki i Fonfara nie mieli problemów z tym, żeby schować dumę do kieszeni i w pierwszej koleności patrzeć tylko przez pryzmat sportu. Jeżeli trzeci wariant jest bliski prawdy, to Szpilka poza sportem za każdym razem patrzy jeszcze na wysokość honorarium. Żeby było jasne – ma do tego pełne prawo.

Tak się zastanawiam, czy Szpilka postępuje dobrze, nawet gdyby miał walczyć za darmo. Organizatorem gali Sulęcki-Jacobs jest Eddie Hearn, czyli fachura jeżeli chodzi o światowy boks. Czy dla pięściarza po dwóch porażkach przed czasem nie byłoby dobrze pokazać się przed kimś takim z dobrej strony? Przecież Szpilka walczy widowiskowo, sporo potrafi, interesuje ludzi, budzi emocje. Zwycięstwo przed czasem być może otworzyłoby szansę stoczenia kolejnego pojedynku na kolejnej gali, być może już w ramówce telewizyjnej za naprawdę dobrą kasę.

Podobno na przełomie kwietnia i maja Szpilka ma wrócić na ring podczas innej gali. Mam nadzieję, że wtedy cyferki będą się już zgadzały.