Szokujące zdjęcia pijanego Dawida Janczyka. Tłumaczy, jak do tego doszło…

Dawid Janczyk wciąż łudzi się, że jego główny problem to problem rodzinny, nie alkoholowy i że niebawem znów będzie normalnie, a on jaki kiedyś zacznie zarabiać na życie z gry w piłkę. Choć chciałoby się w to wierzyć, niestety nic na to nie wskazuje. Internet obiegły przejmujące, niezwykle smutne obrazki - kompletnie pijanego Dawida, siedzącego gdzieś pod sklepem w Warszawie, doprowadzanego do porządku przez straż miejską i przypadkowych przechodniów.

W czwartek na łamach Super Expressu Piotr Dobrowolski, który wraz z Janczykiem spisał w zeszłym roku jego autobiografię, opublikował wywiad, zatytułowany „Upiłem się z tęsknoty za dziećmi”.

Janczyk opisuje w nim swoją aktualną sytuację rodzinną – mieszka u rodziców w Nowym Sączu, ponieważ żona nie tylko wyrzuciła go z mieszkania w Warszawie, ale całkowicie odmawia mu kontaktu z córką.

Gdy przyjeżdżasz do Warszawy, to gdzie śpisz, co jesz?

No właśnie i tu zmierzamy do zdjęć, które się ukazały… Jeśli nie pójdę do sklepu do kolegi albo przede wszystkim do ciebie i nie pożyczę pieniedzy, to nie jem. Gdzie śpię? Teraz mam zakaz zbliżania się do żony i wstępu do domu. Przyjechałem załatwić sprawy formalne i wyjadę.

Od twojej rodziny słyszałem, że zdarzało się, że spałeś na tarasie…

Tak było. Żona nie dopuszczała mnie do domu, do dzieci, do niczego. Czy byłem pijany, czy nie, dla niej to nie miało znaczenia.

Za kilka dni minie równo 12 lat, od kiedy CSKA Moskwa zobowiązała się zapłacić za niego Legii 4,2 miliona euro. Dokładnie 22 lipca 2007 roku zadebiutował w lidze rosyjskiej wygranym meczem z Lokomotiwem Moskwa, w którym zmienił na boisku Jurija Żyrkowa. W Rosji zarabiał około 160 tysięcy złotych miesięcznie.

Pogubił się strasznie. Ale jak widać, choroba alkoholowa nie wybiera i nie ma litości. Wiele razy próbował wrócić. Wielu ludzi wyciągało do niego rękę – tak życiowo, proponując liczne terapie odwykowe, jak i sportowo – gdy czy to w Sandecji Nowy Sącz, czy w Odrze Wodzisław Śląski próbowano doprowadzić go do formy sportowej. Za każdym razem sprawy wyglądały obiecująco do momentu, w którym Janczyk znikał bez śladu. Wracał do picia. Opuszczał treningi, a kluby nie zamierzały dłużej go niańczyć.

Dawid, niestety, ciągle się łudzi, że jego problemy wynikają ze złego nastawienia żony czy z rozłąki z córką. Tłumaczy się, że źle się czuje bez piłki. – Gdybym dostał szansę, to myślę, że wszystko by ruszyło i znowu byłoby dobrze. Gdyby, miał normalny kontrakt, mieszkał sam albo z rodziną, to wtedy wróciłbym jako normalny piłkarz, jakim byłem kiedyś – mówi w wywiadzie dla Super Expressu. Nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby. A co gorsza, samozaparcia, by swoją sytuację odmienić, starcza na chwilę.

Podejmuje próby, wykonuje krok naprzód, po czym wszystko znów wraca do smutnego początku.

Dlaczego doszło do rozstania z Odrą? Przyczyną był alkohol?

– Tak. Znowu przyjechałem do domu i nie mogłem do niego wejść. I znowu coś pękło. Żaden człowiek nie pogodziłby się z tym, że po sześciu miesiącach nie widzenia dzieci, przyjeżdża do własnego domu i musi spać na klatce.

Po raz kolejny, tak samo jak w książce, Janczyk udowadnia, że nie szuka rozwiązania problemu, zaczynając od siebie. Nawet na pytanie, co czuje, gdy patrzy na swoje zdjęcia, na których siedzi kompletnie pijany, niemal bez świadomości, pod sklepem – odpowiada, że jest mu przykro, że… znalazł się ktoś, kto je zrobił. I że to zwykła gnida, wobec której należy wyciągnąć konsekwencje.

Przyznaje, że nawet mieszkając u rodziców w Nowym Sączu zdarza mu się wyjść z kumplami na piwo, ale że doniesienia mediów o jego chorobie alkoholowej to tylko wycinek szerszego obrazu, „fragmenty wyrwane z życia”. Tylko co to za życie?

Nie dały rady żadne terapie, wszywki, odwyki. On sam twierdzi, że jedyną terapią jest piłka. Był ostatnio na testach w amatorskim zespole w niższej lidze niemieckiej. Chciałby w niej grać i zarabiać – nie da się ukryć, że lepiej niż w Polsce. Co najsmutniejsze, cały czas zdaje się wiedzieć lepiej, niż wszyscy życzliwi wokoło, którzy powtarzają mu – jak Piotr Dobrowolski w cytowanym wywiadzie, że droga, którą w ostatnich latach podąża, to niestety powolna droga w jednym kierunku… do grobu.