Szokujące sceny w meczu FC Porto. Piłkarz sam zszedł z boiska, miał swój powód…

Do podobnych wydarzeń dochodzi coraz częściej, ale tak stanowczej i szokującej reakcji piłkarza nie widzieliśmy. Zawodnik FC Porto po godzinie gry powiedział "dość" i zszedł z boiska z powodu rasistowskich okrzyków trybun. Na nic się zdały prośby kolegów z drużyny...

Ostatnie spotkanie kolejki ligi portugalskiej. 31-krotny mistrz kraju i dwukrotny zdobywca Ligi Mistrzów grał na wyjeździe z Victorią Guimaraes. Piłkarze FC Porto gonią prowadzącą w tabeli Benfikę, do której dzięki zwycięstwu tracą jeden punkt. Nie było o nie łatwo, bo wygrana 2:1 przy zaledwie jednym celnym strzale oddanym w meczu to nie lada wyczyn, ale jednak się udało. Choć nie bez potężnych kontrowersji…

Zwycięstwo zapewnił w 60. minucie meczu Moussa Marega. Zdobywca bramki dla gości został zwyzywany przez kibiców gospodarzy w taki sposób, że ostentacyjnie postanowił opuścić boisko!

Marega dostał żółtą kartkę, choć jednocześnie cała sytuacja mocno wstrząsnęła piłkarskim światem. Wszyscy raczej zgadzają się z tym, że zjawisko rasizmu nie jest zjawiskiem pozytywnym. Świadczy raczej o mocnych ograniczeniach ludzi, którzy poniżają człowieka ze względu na kolor skóry. Nie chcemy też specjalnie komentować zachowania Maregi, bo nie byliśmy na jego miejscu i nie wiemy, jak byśmy się zachowali.

Pytanie jednak, jak z tym walczyć?

Czy ostentacyjne obrażanie się i schodzenie z boiska, przy okazji pokazując środkowy palec trybunom – czy też uderzenie skrzynką z napojami o ziemię i odepchnięciem trenera rywali, jak w niedawnym meczu Herthy z Schalke w Pucharze Niemiec – to dobra droga? Emocje biorą górę i je rozumiemy, ale czy to dobrze, że tę górę biorą? Czy w ten sposób nie gasimy rasistowskiego pożaru benzyną, wzniecając ogień zamiast go gasić?

Czy w ten sposób nie sprawiamy, że rasiści nie czują się ważniejsi? Skoro mogą wpływać swoim zachowaniem na to, czy zawodnik zejdzie z boiska bądź cały mecz zostanie przerwany… Dlatego zdecydowanie lepszy wydaje się sposób Daniego Alvesa, który grając jeszcze w barwach FC Barcelony został bohaterem ataku rasistowskiego. I to znacznie większego niż obelga słowna, bo rzucono w niego bananem…

Obrońca Dumy Katalonii jednak nie tylko nie rozpaczał, ale z zimną krwią rozprawił się z agresorem. Rzuconego banana podniósł, otworzył i… ugryzł. Chcielibyśmy zobaczyć minę troglodyty, który został ośmieszony na oczach całego świata. Nikt nie miał wątpliwości, że to Alves wyszedł z tej sytuacji zwycięsko, „gasząc niczym peta” rasistowskiego kibica drużyny przeciwnej.

Mówią, że nic tak nie boli, jak obojętność. Osoba, która kogoś wyzywa zwykle osiąga swój cel wtedy, gdy jego wyzwiska powodują nerwową reakcję ofiary. Wydaje się więc, że skuteczniejszym środkiem do walki z tym problemem jest całkowite zmarginalizowanie roli obrażających na tle rasowym. Sprawienie, że ich głos nic nie znaczy, że trafia w pustkę. Na nic więcej bowiem nie zasługują…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem