Szlachectwa nie da się kupić – Real odprawia PSG z kwitkiem

Przed meczem rewanżowym Unai Emery zapowiadał, że jego ekipa na Parc des Princes zgotuje Królewskim prawdziwe piekło, powołując się na zeszłoroczny mecz z Barceloną, który paryżanie wygrali przed własną publicznością 4:0. Real do stolicy Francji przyjechał i pokazał miejscowym, czym różni się prawdziwa wielkość klubu od tej skleconej na szybko za miliony petrodolarów.

Przed spotkaniem na Parc des Princes pisaliśmy, że wyłoni ono nie tyle ćwierćfinalistę trwającej edycji Ligi Mistrzów, co największego przegranego tego sezonu w skali całej Europy. Dziś już wiemy, że to mało zaszczytne miano trafia do ekipy Paris Saint-Germain, nawet gdyby do pewnego w zasadzie mistrzostwa Francji dołożyła jeszcze oba krajowe puchary.

 

Real – edycja taktyczna

Królewscy pokazali, czym różni się wprawiająca swoich fanów w zażenowanie drużyna grająca w krajowych rozgrywkach od tej, która przyparta do muru walczyć musi o ostatnie, możliwe do zdobycia w tym sezonie trofeum. Fakt, drużyna Zinedine’a Zidane’a jechała do Paryża z korzystnym rezultatem osiągniętym na Santiago Bernabeu oraz świadoma tego, że najlepszy piłkarz rywali nie wystąpi z powodu kontuzji. Jednak problemy rywali to jedno, a właściwe przygotowanie do meczu to drugie. Z przekroju całego spotkania zespół z Madrytu praktycznie nie dał zaistnieć mającej przecież, nawet bez Neymara, potężną siłę uderzeniową ofensywie PSG, a gol dla gospodarzy padł dopiero wówczas, gdy losy meczu były w praktyce przesądzone. w dodatku trafienie Cavaniego było dość przypadkowe. Może gdyby tuż przed przerwą Mbappe podniósł głowę i dograł do Urugwajczyka, zamiast strzelać, po przerwie oglądalibyśmy inne spotkanie? Nie podniósł, nie dograł, nie ma co gdybać.

Zidane trafił zarówno z taktyką jak i doborem składu na ten mecz

W pierwszej połowie Real zgrał idealnie w destrukcji. Większość spotkania odbywała się na tej ćwiartce boiska, która co prawda znajdowała się na połowie Królewskich, ale bliżej środka murawy. Miejscowi częściej byli w posiadaniu piłki, częściej i celniej ją podawali, ale gdy zbliżali się do pola karnego gości tracili pomysł na to, jak sforsować ich obronę. O obrazie gry dużo mówi fakt, że przed przerwą największy dystans z piłkarzy przebywających na boisku przebyli pomocnicy Realu: Casemiro, Lucas Vasquez, Asensio i Kovacić. Ten ostatni w ogóle zasłużył na miano bohatera pierwszej odsłony. Był wszędzie, odbierał dużo ważnych piłek, harował jak wół.

Przyjezdni, mimo, że przyczajeni na własnej połowie, od czasu do czasu wyprowadzali groźne kontry i jeśli nie liczyć wspomnianego strzału Mbappe, były one groźniejsze niż ataki PSG, a gole mogli zdobyć zarówno Benzema, który przegrał pojedynek sam na sam z Areolą jak i Segio Ramos, który także strzelił w bramkarza paryżan. Pierwsza połowa bez goli, ale nie bez emocji, za to z fajerwerkami taktycznymi ze strony Realu.

Cristino zabił mecz

Wystarczyło 5 minut po przerwie, żeby w praktyce losy meczu zostały przesądzone. O ile bohaterem pierwszej połowy był Kocavić, to w drugiej brylował Lucas. Najpierw otrzymał kapitalne podanie od Asensio, który posłał piłkę między nogami obrońcy PSG, po czym dograł wprost na głowę Cristino Ronaldo, dla którego było to już 12 trafienie w 8 meczu tej edycji Champions League. Gol dla gości praktycznie ostatecznie załamał miejscowych, bo strzelenie trzech bramek, które doprowadziłyby do dogrywki, przeciwko tak dobrze broniącemu Realowi było w zasadzie niemożliwością. Gdy kwadrans później Marco Verratti wyleciał z boiska za drugą żółtą kartkę, gdzieś w klubowych gabinetach prawdopodobnie zaczęto już podpisywać zwolnienie Unaia Emery’ego. Nadzieje odżyły kilka minut później po wspomnianym, przypadkowym trafieniu Cavaniego, ale Realowi nie mogło już się stać w tym meczu nic złego. A skoro ma się komfort wpuszczenia z ławki Kroosa, Bale’a i Isco, tak jak Zidane, można, a nawet trzeba pokusić się o zwycięstwo.

Bohaterowie drugiej połowy: Asensio (na zdjęciu) oraz Lucas Vazquez

Przypieczętował je rykoszet po strzale Casemiro, ale największą pracę przy golu na 2:1 wykonał wspomniany już Lucas Vazquez, który najpierw wślizgiem w środku pola odebrał rywalom piłkę, po czym rozegrał ją i sam poszedł na obieg, żeby ją zacentrować, a po chwili cieszyć się z trafienia kolegi. Zresztą mecz sam mógł zakończyć z golem na koncie, ale piłka po jego strzale trafiła w słupek, podobnie jak chwilę wcześniej, po uderzeniu Asensio. Jednym zdaniem: 1:2 to najniższy wymiar kary dla paryżan w tym meczu.

PSG szuka trenera, Real powalczy o hattricka

Unai Emery miał w Lidze Mistrzów doprowadzić ekipę PSG dalej, niż zdołał tego dokonać jego poprzednik Laurent Blanc, a tym czasem już po raz drugi odpadł w 1/8 finału i w lecie, jeśli nie wcześniej, pożegna się ze stolicą Francji.

W stolicy Hiszpanii z kolei odżyła nadzieja, że ten sezon można zakończyć jeszcze spektakularnym sukcesem, a niepowodzenia na krajowym podwórku można sobie powetować na arenie europejskiej. Tak grający, zmotywowany i konsekwentny taktycznie Real jest w stanie wygrać z każdym. A to może oznaczać wyczyn bez precedensu, bo nikt jeszcze Ligi Mistrzów trzy razy z rzędu nie wygrał. Ale do tego jeszcze wciąż daleka droga.