Co łączy ze sobą środowe spotkania Arki z Piastem oraz Lecha ze Śląskiem? W obu drużynach przyjezdnych poza kadrą meczową znaleźli się bracia bliźniacy, Mateusz i Michał Makowie. Obaj leczą kontuzję. Którą to już? Ciężko zliczyć ale w ostatnich nawet nie tygodniach, ale miesiącach, a może już nawet latach 26-letni skrzydłowi zdecydowanie częściej się leczą niż biegają po krajowych boiskach. Mimo faktu, że metryka mówi zupełnie co innego, wciąż uchodzą także za młodych, utalentowanych i perspektywicznych…

Nasza liga ma tendencję do tworzenia „wiecznie młodych” piłkarzy. Jeśli już do kogoś przylgnie ta łatka, trudno się jej pozbyć, ale akurat braciom to na rękę. Bo trudno oprzeć się wrażeniu, że od dobrych rund jadą głównie na tej opinii.

Dawno temu, w Bełchatowie

Przez długi czas bracia byli nierozłączni, dostępni tylko i wyłączni w pakiecie. Bliźniacy razem występowali w drużynach młodzieżowych krakowskiej Wisły, skąd przenieśli się najpierw do drużyny Stadion Śląski Chorzów, a następnie do Ruchu Radzionków. Tam mieli okazję po raz pierwszy zagrać na poziomie zaplecza krajowej elity, a niezłe występy w ekipie „Cidrów” zaowocowały przenosinami do Bełchatowa. Bracia trafili tam w zimowym okienku transferowym rozgrywek 2011/2012, mieli więc po 20 lat. Tam zaliczyli debiut w Ekstraklasie oraz spadek do I ligi, a następnie powrót do krajowej elity, w której rozegrali jeszcze jeden sezon. Zdecydowanie najlepiej prezentowali się jednak na drugim szczeblu rozgrywek, a sezon 2013/2014 był ich najlepszym w karierze. Mateusz w 33 ligowych meczach strzelił 7 goli i dołożył do tego 11 asyst, Michał wystąpił w 32 spotkaniach, 13 razy wpisał się na listę strzelców, a także zaliczył 7 ostatnich podań.

Najlepszy sezon braci Maków? I liga, rozgrywki 2013/2014 i awans z GKS Bełchatów do Ekstraklasy / fot. PRESSFOCUS

Bardzo często były to akcje dwójkowe bliźniaków, którzy w różnych konfiguracjach i ustawieniach taktycznych grali wymiennie na obu skrzydłach i szpicy bełchatowskiej ekipy. W kolektywnej świadomości kibiców piłkarskich w kraju stało się trochę tak, że Michała i Mateusza zaczęto traktować jako jednego piłkarza, zaczęto podświadomie dodawać ich trafienia i asysty z tamtego sezonu. Mak? Kozak – ostatnio znowu przesądził o losach meczu GKS. Nie ulega wątpliwości, że to bracia byli architektami powrotu bełchatowian do Ekstraklasy.

Na własny rachunek

Drugie podejście do Ekstraklasy w Bełchatowie nie najgorsze było już tylko dla Michała, który grał regularnie, natomiast Mateusz zaczął mieć problemy z kolanem i rozegrał tylko trzy mecze ligowe. GKS spadł z ligi, a bracia stali się łakomym kąskiem dla klubów Ekstraklasy, obaj wyceniani byli  wówczas na około pół miliona euro „za sztukę”. Po raz pierwszy w karierze każdy z braci poszedł w swoją stronę, wybierając ofertę innych klubów. Latem 2015 roku Michał przeniósł się do Lechii Gdańsk, natomiast Mateusz do Piasta Gliwice, w którym występuje po dziś dzień. Chociaż słowo występuje ostatnimi czasy należałoby wziąć w cudzysłów.

Po rozstaniu bracia przekonali się, że samodzielnie jest trudniej, niż w zestawieniu, chociaż początki były obiecujące. Michał w Gdańsku zaliczył przyzwoity sezon 2015/2016, w 23 meczach strzelił 6 goli i zaliczył dwie asysty, ale pod koniec rozgrywek zaczęły się problemy z łąkotką. Na początku kolejnych wypadł ze składu, a na wypożyczeniu do Arminii Bielefeld boleśnie odbił się od drugiej Bundesligi, zaliczając zawrotne… 42 minuty na boisku. Po powrocie do Lechii grał jedynie ogony. Mateusz w Piaście też zaczął nieźle, 26 meczów, 7 goli i 6 asyst to naprawdę przyzwoity wynik, a sezon został zwieńczony wicemistrzostwem kraju.

Sezon 2015/2016 Mateusz Mak zakończył z wicemistrzostwem Polski w barwach Piasta. / fot. Cyfrasport

Od tego czasu jednak rozpoczęły się schody, czyli kontuzje. W praktyce całe rozgrywki 2016/2017 zostały zmarnowane na leczenie. Dorobek poprzedniego sezonu to 45 minut spędzone na boisku…

Teraźniejszość

Dla Michała Maka nie było miejsca w Lechii, więc poszedł na wypożyczenie do Śląska Wrocław. Tam póki co rozegrał 7 ligowych spotkań i strzelił jedną bramkę, łącznie po boisku biegał 408 minut. Znacznie głośniej niż o jego wyczynach na boisku słychać było jednak o jego diecie kebabowej.

Wcale nie lepiej na tę chwilę wygląda dorobek jego brata w Piaście, bo Mateusz rozegrał 734 minuty rozłożone na 12 spotkań i tylko raz wpisał się na listę strzelców. Obaj regularnie zmagają się z urazami kolan, a jak wiadomo, z tymi nie ma żartów, a każda kolejna przybliża nieuchronnie do końca kariery. Ciekawe, czy piłkarze, którzy w tym roku skończą 27 lat jeszcze coś ugrają na najwyższym szczeblu rozgrywek, bo niewykluczone, że po dwóch sezonach przesiadywania na ławce, trybunach i w gabinetach lekarskich chętnych na ich usługi, ostatnimi czasu wątpliwej jakości, w Ekstraklasie już nie będzie. Od dwóch lat ich wartość rynkowa regularnie spada.

Wygląda na to, że kariera „wiecznie młodych, zdolnych” bliźniaków w ostatnich dwóch latach dość gwałtownie wyhamowała. Na pewno przez kontuzje, chociaż my do końca nie wierzymy, że to jedyny i główny powód nagłego spadku piłkarskiej jakości braci Mak. Podejrzewamy, że do przyzwoitego, oczywiście jak na warunki naszej Ekstraklasy, grania mogą już nie powrócić. Jesteśmy nawet w stanie założyć się o kebaba…

*

Interesujesz się Ekstraklasą? Oferta LV BET jest więc dla Ciebie – można się z nią zapoznać po kliknięciu w baner