Szczęście Legii w hicie, Arka oczarowała

Tylko jedna bramka padła w hicie 13. kolejki Ekstraklasy w Krakowie, gdzie w obecności 33 tysięcy kibiców Legia pokonała Wisłę 1:0. Wcześniej, w Gdyni Arka pokonała wicemistrza kraju, niepokonaną wcześniej w tym sezonie na wyjeździe Jagiellonię Białystok aż 4:1.

 

Z dużej chmury…

2:2, 3:3, 1:1, 2:3, 3:3, 4:1. Biorąc pod uwagę wcześniejsze wyniki tej serii gier, skromne 0:1 przy Reymonta na pewno przyjęto z niedosytem, co nie oznacza, że w meczu tym zabrakło emocji. W końcu zmierzyły się dwie najbardziej utytułowane drużyny polskiej Ekstraklasy XXI wieku. Komplet punktów z grodu Kraka wywiozła dość szczęśliwie ekipa aktualnego mistrza kraju, chociaż ciężko powiedzieć, żeby w spotkaniu tym zaprezentowała lepszy futbol…

Obrona i kontra

Legia na Reymonta zagrała zupełnie …nie jak na mistrza przystało. Ekipa Romeo Jozaka wyszła na murawę ukryta za podwójną gardą. Głównie się broniła, szybko pozbywała się piłki, nastawiała się na kontry. Po jednej z nich zdobyła jedynego gola meczu. Akcję rozpoczął najlepszy w szeregach gości Guillherme, kluczowe podanie zaliczył bezlitośnie wygwizdywany przez cały mecz Mączyński, który podał na skrzydło do Kucharczyka, a ten dograł do Jarosława Niezgody. Młody napastnik nie zmarnował niełatwej okazji i z ostrego kąta posłał piłkę do siatki. Od tego momentu Legia zrobiła niewiele, żeby podwyższyć skromne prowadzenie, natomiast bardzo dużo, żeby go nie utracić. Michał Pazdan, z wyjątkiem jednej sytuacji w końcówce, kiedy nie upilnował Carlitosa, znów był najlepszą wersją Michała Pazdana. Po 90+ minutach okazało się, że tego dnia to wystarczyło.

Jarosław Niezgoda z ostrego kąta i 0:1. To jeden z dwóch strzałów Legii w światło bramki w tym meczu…

Zneutralizowany Carlitos

Poza wspomnianą sytuacją, kiedy Carlitos zamykał akcję po dośrodkowaniu Macieja Sadloka, najlepszy strzelec Białej Gwiazdy był pieczołowicie pilnowany i odcinany od podań przez rywali. Kilkakrotnie dryblingiem lub indywidualnymi akcjami próbował zgubić krycie, lecz wówczas w sukurs nie potrafili przyjść jego koledzy z drużyny. Koniec końców i tak miał piłkę meczową po błędzie Pazdana, ale na wysokości zadania stanął Malarz. I po raz kolejny potwierdziło się, że w tym sezonie, kiedy do siatki nie trafia Carlitos, Wiśle bardzo ciężko sięgnąć o zwycięstwo. To lider zespołu, ale w pojedynkę sam wszystkiego nie wygra, potrzebuje pomocy. Dziś, co warte podkreślenia, jak wół przy linii bocznej harował Maciej Sadlok, którego Adam Nawałka chyba powinien znowu sprawdzić w kontekście pierwszej reprezentacji!

VAR i kontrowersje

Wisła mogła, a nawet powinna to spotkanie przynajmniej zremisować, ale od czego mamy system VAR? Sędzia Frankowski podyktował już nawet rzut karny, następnie najpierw długo konsultował się ze swoimi kolegami, zasiadającymi przez monitorami, żeby potem samemu poświęcić sporo czasu na podjęcie ostatecznej decyzji. Sytuacja była naprawdę niełatwa w interpretacji, klasyczne „na dwoje babka wróżyła”. Bartosz Frankowski koniec końców wywróżył , że Michał Kucharczyk nie faulował w polu karnym Rafała Boguskiego i jedenastkę anulował. Chwilę później mieliśmy kolejną dwuznaczną decyzję. W chwili wykonywania rzutu wolnego na spalonym był co prawda Carlitos, ale będący za nim kolega z drużyny już nie, a dogrywaną piłkę ręką w polu karnym odbił Hlousek. W zależności od interpretacji (Carlitos znajdował się na pozycji spalonej, ale mógł nie przyjąć piłki!) tutaj też można było pokusić się o “wskazanie wapna”.

Nudna Legia Jozaka

Można już chyba powoli mówić o „Legii Romeo Jozaka”. Sęk w tym, że drużyna prowadzona przez Chorwata gra defensywną, kunktatorską i mało efektowną piłkę. Tak, Wojskowi wygrali drugi mecz z rzędu przeciwko wymagającemu rywalowi i patrząc z perspektywy wyników, po przerwie reprezentacyjnej sięgnęła po komplet punktów oraz nie straciła także bramki. Styl jej gry dla nikogo nie może być jednak atrakcyjny – to gra niegodna mistrza kraju. I jeślito nie ulegnie zmianie, można bez pudła przewidzieć, że warszawianie daleko w ten sposób w tym sezonie nie zajadą…

Po meczu szkoda piłkarzy Wisły. Nie grali gorzej od rywali, ale schodzili z boiska pokonani.

 

Ciekawiej było wcześniej, w Gdyni!

Przed szlagierem w Krakowie na boisko w Gdyni wybiegły drużyny Arki i Jagiellonii. Ponieważ wszystko wskazywało na to, że drużyny podzielą się w tym meczu punktami, my na przekór zapowiadaliśmy, że tak nie będzie. Nie myliliśmy się! Wynik 4:1 sugeruje pogrom ze strony gospodarzy i chociaż nikt nie zaprzeczy, że Żółto-niebiescy byli w tym meczu drużyną lepszą, zagrali po prostu do bólu skutecznie, do maksimum wykorzystując swoje atuty.

Setka Siemaszki

Pierwszym z tych atutów był rozgrywający swój setny mecz w barwach Arki Rafał Siemaszko. Napastnik najwidoczniej chciał godnie uczcić ten jubileusz i od samego początku był bardzo aktywny. Jak sam to określił, najpierw zaliczył ćwierć asysty przy trafieniu Michała Marcjanika. „Siema” fenomenalnie złożył się do strzału nożycami, ale piłka wylądowała na poprzeczce. W polu karnym czekał już kolega z obrony, który głową skierował futbolówkę do siatki. Chwilę później jubilat już nie pomylił, trafiając 2:0.

Rafał Siemaszko setny występ w barwach Arki uczcił golem i “ćwiercią asysty”.

Stałe fragmenty gry

Kiedy w drużynie brakuje wirtuozów, należy do perfekcji dopracować te elementy, na które zespół ma wpływ. Jak potężną bronią potrafią być stałe fragmenty gry po raz kolejny w tym sezonie pokazali podopieczni Leszka Ojrzyńskiego. Bramka na 1:0? Wznowienie gry z autu. Gol na 3:1? Rzut wolny i piekielnie mocne uderzenie Warcholaka. 4:1? Ponownie aut i samobójczy gol Wlazły w zamieszaniu podbramkowym. Jagiellonia też zresztą zdobyła honorową, a przy stanie 2:1 kontaktową bramkę po dośrodkowaniu ze stojącej piłki. To element, który Arka ma dopracowany do perfekcji. Element, o którym wszyscy wiedzą, ale mało kto potrafi mu zapobiec.

Jaga goniła, Arka broniła, Steinbors wyczyniał cuda

Goście nie zagrali w Gdyni źle, ale praktycznie od początku musieli gonić wynik, musieli się otworzyć, a to woda na młyn dla mądrze broniącej się i kontrującej Arki. Co ciekawe, gdynianie powinni wygrać jeszcze wyżej, ponieważ gol Grzegorza Piesio został nieznany z bardzo wątpliwych powodów. A gdy wydawało się, że bramka dla Jagi już po prostu musi paść, cuda między słupkami wyczyniał bramkarz Żółto-niebieskich. Łotysz bez wątpienia należał dziś do bohaterów spotkania, i chociaż śmietankę spili gracze formacji ofensywnej, o jego postawie po prostu należy wspomnieć.

Trener Jagiellonii Ireneusz Mamrot nie miał w Gdyni powodów do zadowolenia…

Arka podczas przerwy reprezentacyjnej pokonała w sparingu Olimpię Grudziądz 5:0, co kazało z optymizmem czekać na kolejne mecze ligowe. Nie udało się co prawda wygrać w Niecieczy, ale kumulacja skuteczności nastąpiła w meczu przeciwko wicemistrzowi Polski. Nie ulega wątpliwości, że gdynianie w dobrych humorach udadzą się do Głogowa, gdzie w środku tygodnia z tamtejszym Chrobrym rozegrają pierwszy mecz ćwierćfinału Pucharu Polski. Czyli rozgrywek, które wygrali w poprzednim sezonie.

Komentarze