Szczęście Korony i festiwal niewykorzystanych szans Wisły Płock w Kielcach

Futbol to taka gra, w której nie zawsze wygrywa drużyna, która lepiej gra w piłkę. Brutalnie przekonali się dziś o tym piłkarze Wisły Płock, którzy mimo wielu dogodnych okazji, wracają do domu z Kielc z pustym kontem zarówno bramkowym jak i punktowym. Korona zwycięstwo zawdzięcza boiskowemu cwaniactwu oraz…Sewerynowi Kiełpinowi – bramkarzowi Wisły.

 

Festiwal niewykorzystanych szans

Aż trudno zliczyć wszystkie sytuacje, które w tym meczu wykreowali sobie goście. Dwóch świetnych okazji w pierwszej połowie nie wykorzystał Jose Kante. Giorgi Merebashvili po raz kolejny udowodnił, że jest czołowym dryblerem ligi, ale ze skierowaniem piłki do siatki ma kłopoty, często z racji przeciągania w nieskończoność decyzji o oddaniu strzału na bramkę. Wiele “wiatru” na skrzydle robił młody Konrad Michalak, ale gdy stanął oko w oko z Maciejem Gostomskim, przegrał ten pojedynek. Ogólnie rzecz ujmując – Wisła od samego początku grała świetnie, panowała na boisku, ale brakowało jej przysłowiowej kropki nad “i”, lub świetnie bronił bramkarz Korony. Kilka razy z opresji swoich kolegów wyciągnął także Diaw. Długo wydawało się jednak, że trafienie dla Nafciarzy to jedynie kwestia czasu.

Bramkarz Korony Maciej Gostomski należał do bohaterów tego spotkania.

Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić

Ta stara jak futbol piłkarska prawda i tym razem znalazła swoje zastosowanie. Sygnałem ostrzegawczym dla Wisły było trafienie Elii Soriano, ale Argentyńczyk znajdował się na pozycji spalonej. W interpretacji tej sytuacji pomógł system VAR, który w tej kolejce zagości na 7 z 8 boisk Ekstraklasy. Słusznie nieuznany gol padł mniej więcej po połowie godziny gry, ale po nim Płocczanie wciąż przeważali, ciągle nie mogli jednak otworzyć wyniku. W jednej z ostatnich akcji pierwszej połowy, z rzutu wolnego uderzał Mateusz Możdżeń. Nie wiadomo co zamierzał zrobić Seweryn Kiełpin, łapać piłkę, czy sparować ją na rzut rożny, ale ten niegroźny z pozoru strzał, który leciał wprost w ręce bramkarza, znalazł swoją drogę do siatki między dłońmi Kiełpina. Klasyczny gol do szatni i klasyczny babol.

W meczu w Kielcach nie popisał się bramkarz Wisły Płock, Seweryn Kiełpin.

Świetne zmiany Lattieriego

Po przerwie mecz się nieco wyrównał, chociaż wciąż toczył się pod dyktando gości, stuprocentowej okazji nie wykorzystał Varela. Gino Lattieri przytomnie dokonał zmiany ustawienia. Wprowadził na boisko Radka Dejmka i przeszedł na system z trzema obrońcami oraz wahadłowymi, czyli w fazie defensywnej dostępu do bramki Korony broniło aż 5 zawodników w linii plus pomocnicy. Podczas gdy Jerzy Brzęczek wraz z biegiem czasu musiał ryzykować, posyłając coraz to nowych zawodników ofensywnych w bój, kielczanie grali spokojnie, konsekwentnie, a w decydującym momencie wyprowadzili drugi cios. Po rzucie rożnym piłkę głową zgrał Dejmek, ta po drodze odbiła się jeszcze od innego zmiennika, Jukicia, i po raz drugi wpadła do siatki w pechowy dla Płocczan sposób. Zresztą gospodarze mieli jeszcze w końcówce doskonałą okazję do podwyższenia wyniku, ale tym razem Kiełpin i jego obrońcy spisali się bez zarzutu.

Michalak kontra Miś

Trenerzy obu drużyn dali w tym meczu szansę młodym piłkarzom, którzy w ostatnich dniach przebywali na zgrupowaniu młodzieżowej reprezentacji kraju. Los chciał, że na boisku w Kielcach prawoskrzydłowy Konrad Michalak grał właśnie na lewego obrońcę, Krystiana Misia. Defensor Korony już na początku pierwszej połowy popisał się rajdem po skrzydle, ale jego dośrodkowanie było niecelne. Następnie do głosu doszedł skrzydłowy Nafciarzy, z którym nie radził sobie długimi fragmentami meczu jego kolega z kadry. Im dłużej jednak trwał mecz, tym pewniej w obronie wyglądał Miś, a Michalak, poza kilkoma zrywami, gasł w oczach. Gdyby wypożyczony z Legii zawodnik wygrał na początku meczu pojedynek sam na sam z Gostomskim, losy tego spotkania mogłyby ułożyć się inaczej. Obaj piłkarze opuścili murawę około 70 minuty meczu: Miś zszedł z urazem, a Michalaka zastąpił Semir Stilić. Niemniej obaj młodzieżowcy pozostawili po sobie przyzwoite wrażenie i warto dawać im szansę. Z czasem doświadczenie zacznie procentować.

Jose Kante zmarnował kilka świetnych okazji na strzelenie gola, Djibril Diaw parokrotnie uratował zespół Korony od straty bramki.

Wisła jeszcze będzie wygrywać

Wiślacy, mimo porażki 0:2 mogli schodzić z boiska z podniesionym czołem. Grali szybko, z polotem, raz po raz kreując sobie dogodne sytuacje i tylko brak wyrachowania i zimnej krwi pod bramką kielczan zadecydował o tym, że do Płocka wracają na tarczy. Właściwie trudno uwierzyć, że Wisła mogła ten mecz przegrać, a jeszcze trudniej, że po pierwszej połowie nie schodziła do szatni z minimum dwubramkowym prowadzeniem. Trener Jerzy Brzęczek znów po przegranym meczu stwierdził, że to było najlepsze dotychczas rozegrane spotkanie przez jego zespół. Podobnie mówił po porażce 0-4 w Zabrzu i od tego meczu rozpoczął serię czterech spotkań bez porażki. Czy tym razem będzie podobnie? Korona natomiast pokazała, że na własnym stadionie może ograć każdego, oraz że ma mądrego trenera, który dobrze reaguje na boiskowe wydarzenia. I  ma szczęście, że między słupkami, dostępu do bramki broni świetnie dysponowany Maciej Gostomski. A to wszystko przy bardzo słabej grze bloku obronnego Koroniarzy, który nie dojechał z domów na ten mecz.

Ofertę LV BET na mecze Ekstraklasy można sprawdzić TUTAJ!

Komentarze