Szalone dni Ronaldo. Ośmieszył rywala, pokazał piękny gest i zagra o tytuł

Hejterów „Żelusia”, „Krystyny” czy jakich tam przydomków nie wymyślono mu w trakcie kariery piłkarskiej, nie brakowało nigdy. Powiedzmy sobie jednak szczerze, że to... nie był łatwy kawałek chleba. I jak pokazują ostatnie dni - wciąż nie jest, bo Ronaldo znów gra swoim krytykom na nosie. Dziś podniesie kolejny puchar? I to taki, którego (jeszcze?) w swojej kolekcji nie ma?

Można było się śmiać z buty i pychy niesfornego młodzieńca, który tuż po przyjściu na Old Trafford na pytania o to, kto jest najlepszym piłkarzem świata odpowiedział bez sekundy zawahania: „ja!”. Można było drwić, gdy zanurkował, machał rękoma, pokazał się w różowej koszulce, zmieniał fryzury w przerwie meczu.

Ten gość jednak nieustannie, z komiczną regularnością zamykał usta wszystkim, którzy chcieli mu coś zarzucić.

Przerywał im w pół słowa, a niekiedy kładł kolejną bramką palec na usta, zanim zdążyli wydać z siebie jakikolwiek odgłos. „Hejter Cristiano” – tytuł łatwy na pierwszy rzut oka, piekielnie trudny w codziennej rzeczywistości, której od dekady Portugalczyk jest absolutnym królem.

Pięć złotych piłek, pięć tytułów Ligi Mistrzów, pięć tytułów mistrzowskich w Anglii i Hiszpanii, ligowy triumf również we Włoszech. Cztery tytuły króla strzelców w Premier League i La Lidze, sześć w Champions League. Najskuteczniejszy zawodnik w historii reprezentacji Portugalii (85 goli), Realu Madryt (450 goli) czy Ligi Mistrzów (125 goli). Lista jego indywidualnych i drużynowych osiągnięć jest dłuższa niż Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny.

Do tego coś, co każe stawiać go wyżej od wiecznie konkurującego z nim Leo Messiego, czyli mistrzostwo Europy w 2016 roku. Triumf z drużyną narodową, który był wisienką na torcie klubowego panowania. Wygrał wszystko w dwóch różnych klubach, w dwóch różnych ligach, poprawił sukcesem w trzecim, a także z reprezentacją. Niebywały piłkarz, którego będziemy wspominać latami, bo tacy nie rodzą się co pięć, dziesięć czy piętnaście lat.

Teraz ma okazję na kolejny tytuł – w historycznym, pierwszym finale Ligi Narodów zmierzy się z Holandią.

Nie zdziwimy się, jeśli go wygra – za nim bowiem naprawdę udane dni, zarówno sportowo, jak i wizerunkowo. Cały świat obiegła informacja, jak przed finałem zatrzymał autokar reprezentacji Portugalii na widok chłopca, który trzymał kartkę z napisem: „Cristiano, przytul mnie”. Okazało się, że 11-latek od urodzenia choruje na białaczkę, a zaproszenie do autokaru, wspólne zdjęcie i koszulka z autografem była dla młodego Eduardo spełnieniem jednego z marzeń.

Ponadto Ronaldo jest w dobrej formie – wydaje się, że po niezrealizowanym celu w Lidze Mistrzów z Juventusem, z którym odpadł w ćwierćfinale ulegając Ajaksowi, wrócił na właściwe tory. W półfinałowym meczu Ligi Narodów ze Szwajcarią nie tylko skompletował hat-tricka, ale też „skończył karierę” jednemu z defensorów rywali:

– To zasługa dobrego przygotowania i etyki pracy. Najważniejsza jest głowa. Nadal czuję się dobrze i chociaż mam 34 lata myślę, że wciąż mam wiele do zaoferowania – powiedział dla uefa.com. Na pewno będzie czuł się jeszcze lepiej, kiedy do bogatej kolekcji dołączy kolejne trofeum. Nie lada okazja pojawia się już dziś wieczorem – i to historyczna, bo nikt wcześniej Ligi Narodów rzecz jasna nie wygrał. Ronaldo może być pierwszy, czyli taki, jaki chce przez całe życie. Na drodze stoi Holandia z będącym nie do przejścia van Dijkiem. Kto zwycięży?

Wygra Portugalia – kurs LV BET: 2.25
Remis: 3.30
Wygra Holandia: 3.25

Ronaldo strzeli bramkę – kurs LV BET: 1.91