Szacunek względem drugiego człowieka? Że co?

    Marcin Kaczmarek nie jest już trenerem Wisły Płock, co wywołało spore zawirowanie w mediach społecznościowych. Ci co znają Kaczmarka wiedzą, że to bardzo porządny facet, który szanuje drugiego człowieka. Po dwóch, trzech spotkaniach z nim w życiu odnoszę wrażenie, że tego samego wymaga też od ludzi ze swojego otoczenia – szacunku względem siebie.

    Pytanie, co to jest w dzisiejszych czasach szacunek do drugiego człowieka i czy pojęcie te obowiązuje środowisko piłkarskie. Bo jeżeli gdzieś szukać jego braku, to prawie na pewno właśnie w futbolu. Gdzie wszystko wydaje się być “na już”, ale też “na chwilę”. Gdzie przywiązanie do drugiego człowieka nie istnieje, zrozumienie względem niego odchodzi w zapomnienie, a jego losy, choć jeszcze wczoraj bardzo bliskie, jutro będą już mniej więcej warte tyle, co zasmarkana chusteczka znaleziona w starej kurtce, która leżała kilka lat na strychu.

    W moim przekonaniu szacunek względem Kaczmarka, który spędził w Płocku pięć ostatnich lat, powinien zostać okazany w sposób następujący: Klubowi włodarze siadają przy stole i dyskutują. Myślą, co w klubie zostało zrobione dobrze, co poszło nie tak. Gdzie błąd popełnił Kaczmarek, a gdzie jego winy nie było żadnej. Jakie były stawiane przed nim cele, i ile z tego udało się zrealizować. Jaki jest plan na kilkanaście następnych miesięcy i ile z tego można będzie osiągnąć z nim na ławce trenerskiej. Przy niekorzystnym dla MK scenariuszu, prezes Jacek Kruszewski po przeliczeniu wszystkich za i przeciw, mówi do swoich pracowników: – Panowie, z tej mąki chleba nie będzie. Z Kaczmarkiem na pokładzie nasz statek dryfuje i nieuchronnie zmierza na dno morza. Musimy się go pozbyć.

    I dzień po zakończeniu sezonu, czyli 5 czerwca, zaprasza go do biura i mówi: – Sorry Bobo, ale limit mojej cierpliwości się wyczerpał. Nasze drogi muszą się rozejść. Szerokości!

    Wtedy Kaczmarek, mimo że zwolniony z pracy i pozbawiony zatrudnienia, zostaje potraktowany z szacunkiem. Zaproszono go do pomieszczenia, w których przedstawiono mu konkretne argumenty, dla których musi Wisłę opuścić, ale mimo wszystko zostaje to rozstrzygnięte po męsku. Nikt nie może mieć pretensji, że ktoś się zachował brzydko i postąpił nie fair.

    Tymczasem Kaczmarek został dzień po sezonie poklepany po plecach, gdyż udało mu się zrealizować cel, który został przed nim postawiony przed sezonem – utrzymanie Wisły Płock w lidze. Potem udał się na zasłużony odpoczynek, wrócił do pracy, przeprowadził kilka transferów, kilka kolejnych rozpoczął i nawigował, rozegrał trzy sparingi i 9 dni przed rozpoczęciem ligi został zwolniony z pracy.

    Aha…

    Na ten moment są trzy teorie odnośnie tego, w jaki sposób doszło do rozstania z Kaczmarkiem. Trochę jak w przedszkolu. Gdy pani pyta, kto zaczął bójkę, to każdy dzieciak ma swoją wersję wydarzeń.

    Wersja I

    Wersja, która jest wersją oficjalną i wcale nie podważam tego, że tak się właśnie stało –  Kaczmarek rozstał się z Wisłą za porozumieniem strony.

    “Dziś usiedliśmy przy stole i po krótkiej rozmowie doszliśmy do wniosku, że czas na pożegnanie. Trener nie został zwolniony, nie złożył rezygnacji, lecz kontrakt został rozwiązany za porozumieniem stron.”

    To wypowiedź Kruszewskiego kilka godzin po ogłoszeniu przez “Nafciarzy”, że rozstają się z Kaczmarkiem.

    Argument logiczne: Faktycznie, Kaczmarkowi nie chciało się już pracować w Płocku, bo spędził w tym mieście 5 lat. Chciał spróbować czegoś więcej, posmakować wielkiej piłki, zarobić godziwiej, wygrać trofeum – pełna zgoda.

    Argument nielogiczne: Kaczmarek takie wnioski mógł i pewnie wyciągnąłby tuż po zakończeniu sezonu 2016/2017, a nie tuż przed rozpoczęciem sezonu 2017/2018. Po prostu, nie wpadłby mu ten pomysł do głowy nagle, a planowałby podjęcie takiej decyzji dużo wcześniej.

    Wersja II

    Nie było rozmowy pomiędzy klubem, a Kaczmarkiem, tylko Wisła pokazała drzwi wyjściowe Kaczmarkowi. Miarka się przebrała, a pozostawienie MK na dłużej oznaczałoby upadek klubu i spadek najpierw do I ligi, później do II.

    Argument logiczne: Mogło tak być, bo Wisła zajęła 12. miejsce w poprzednim sezonie, a początek kampanii miała znakomity i kilka osób w klubie zmieniło cel z utrzymania w lidze, na walkę o europejskie puchary.

    Argument nielogiczny: Kaczmarek wykręcił z Wisłą przywoity wynik jak na pierwszy sezon w ekstraklasie. Arka, która również była beniaminkiem, do ostatniej kolejki walczyła o życie, a Wisła w miarę bezboleśnie podeszła do końcówki sezonu, mając dwie rundy przed końcem sezonu spore szanse, by wygrać grupę spadkową. Cel udało się zrealizować, a drugi sezon w elicie miał być już zdecydowanie lepszy.

    Wersja III

    Tu możliwie najochydniejsza z możliwych opcji – piłkarze spotkali się pewnego dnia przy piwku, porozmawiali i ustalili, że mają dość Kaczmarka i trzeba się go pozbyć. Zebrali kilku chojraków, poszli do prezesa i parszywie na niego naskarżyli. – Prezesie, my nie dajemy rady. Albo on, albo my wszyscy.

    I poleciał on.

    Podobno grupą miał dyrygować Dominik Furman, a na Twitterze były reprezentant Polski został okrzyknięty “dyrektorem klubu”, który “ma takie uprawnienia jak Messi w Barcelonie i zwalnia trenerów”.

    Portal Weszlo.com opublikował na swojej stronie krótki wywiad z Sewerynem Kiełpinem, czyli drugim kapitanem Wisły. Oto fragment poświęcony rzekomemu zwolnieniu Kaczmarka przez piłkarzy:

    “To decyzja zarządu. Nas, jako radę drużyny (Kiełpin, Sielewski, Stefańczyk i Sylwestrzak – przyp. red.) wezwano na rozmowę i powiedziano, że tak prawdopodobnie będzie i tyle. Nie wiem, skąd wzięły się jakiekolwiek plotki, że piłkarze też w tym uczestniczyli, bo tak nie było. Ktoś puścił plotę, na pewno pójdziemy do prezesa, żeby zrobił jakieś sprostowanie, bo tak nie może być.”

    Argument logiczny: Brak

    Argument nielogiczny: Piłkarze nie są od zwalniania trenera, tylko od grania w piłkę.

    Pamiętam sytuację, w której na początku stycznia 2015 roku Barcelona przegrała z Realem Sociedad 0:1 po bramce samobójczej strzelonej przez Jordiego Albę. Luis Enrique wtedy posadził na ławce między innymi Leo Messiego i Luisa Suareza, a Barca od dłuższego czasu grała piach. Przez klub przeszło tornado, w katalońskiej prasie wrzało każdego dnia. Messi podobno był śmiertelnie obrażony na Lucho, a hierarchia w Blaugranie jest taka, że to Messi decyduje o bardzo wielu sprawach (z czym się nie zgadzam – tak być nie powinno). Potem Barca gościła u siebie Atletico Madryt, czyli ówczesnego mistrza Hiszpanii. Na krzesełkach czekały na kibiców białe chusteczki, którymi na wypadek porażki fani mieli pożegnać niechcianego trenera. Barca wygrała 3:1 i wskoczyła na właściwe tory. Kilka miesięcy później zdobyła mistrzostwo Hiszpanii, wygrała Ligę Mistrzów i wywalczyła Puchar Króla. Lucho został Messiego przyjacielem, a o konflikcie bardzo szybko zapomniano.

    Przepraszam za przykład z kosmosu, ale jedno jest tutaj szczególnie istotne – panowie dogadali się, przestali się na siebie dąsać, a los drużyny był zdecydowanie ważniejszy niż kaprys najlepszego piłkarza w historii klubu.

    Która wersja jest najbliższa prawdy? Mam nadzieję, że ta oficjalna. Chciałbym wierzyć w to, że piłkarze nie zmówili się i nie zwolnili trenera. Nie postawili ultimatum. Jeżeli jednak tak było, to świat piłki zmierza w złym kierunku. Choć oczywiście nikomu to pewnie specjalnie nie przeszkadza.

     

    Jakub Borowicz

    Komentarze