SuperForma SuperMario. Wrócił stary, dobry Balotelli?

Fajerwerki w łazience, problemy z założeniem koszulki treningowej, próba wtargnięcia do damskiego więzienia, atakowanie z okna przechodzących chodnikiem juniorów rzutkami od darta, wożenie sporej gotówki na przednim siedzeniu w samochodzie, bójki na treningach z kolegami z drużyny, rozwalenie kamery dziennikarce, związki z neapolitańską mafią, paradowanie z czapką-kogutem, masa czerwonych kartek, nieodpowiedzialnych zachowań i wiele, wiele

Fajerwerki w łazience, problemy z założeniem koszulki treningowej, próba wtargnięcia do damskiego więzienia, atakowanie z okna przechodzących chodnikiem juniorów rzutkami od darta, wożenie sporej gotówki na przednim siedzeniu w samochodzie, bójki na treningach z kolegami z drużyny, rozwalenie kamery dziennikarce, związki z neapolitańską mafią, paradowanie z czapką-kogutem, masa czerwonych kartek, nieodpowiedzialnych zachowań i wiele, wiele więcej. Taki był Mario Balotelli. Czy taki jest nadal?

– Wkurza mnie, że nie wykorzystuje swojego talentu. Nie urodziłem się piłkarzem tak jak on. Balotelli za to ma wszystko – mówił kilka dobrych lat temu Gabriel Batistuta. O Balotellim wszyscy wiedzieli, że jest nieprawdopodobnie utalentowany i nieprawdopodobnie szurnięty. Miał 20 lat, kiedy wygrał wszystko z Interem Mediolan. Za wielkie pieniądze trafił do Manchesteru City, gdzie również pokazywał, że w przyszłości stać go będzie na wiele, o ile nie na wszystko. Po drodze jednak gdzieś się pogubił. Teraz wchodzi w najlepszy dla piłkarza wiek. Ma 27 lat i ostatnią szansę, by znów wdrapać się na szczyt. Chociaż kilka poprzednich sezonów może spisać na straty, wszystko wskazuje na to, że znów usłyszą o nim kibice na całym świecie.

Uniesiona ręka w górę po strzeleniu bramki – coraz częstszy widok dla kibiców Nicei.

Człowiek z wielkim sercem

– W życiu nigdy nie jest za późno. Mario się zmienił. Potrzebuje teraz szansy. Oczywiście potrzebuje też trochę szczęścia, którego w ostatnich sezonach mu brakowało. Mogę zapewnić, że to wspaniały człowiek z wielkim sercem – mówił półtora roku temu Mino Raiola, agent zawodnika. Wówczas Balotelliego na Anfield nie chciał Jurgen Klopp, wypożyczenia w transfer zamienić nie zamierzali również w Milanie. Ostatnie dwa lata to pasmo ciągłych rozczarowań w karierze niesfornego Włocha. SuperMario znalazł się w kropce.

Trudno się dziwić, bowiem sam na to zapracował, chociaż wypadałoby w tym przypadku powiedzieć: nie zapracował. Po obiecującym początku kariery w Interze i niezłym, choć nie w stu procentach udanym pobycie w Manchesterze City wrócił do Mediolanu. 14 bramek w 30 meczach Serie A w barwach Rossonerich przykuło uwagę wielu, w tym działaczy Liverpoolu. Włoch miał za sobą mnóstwo skandali, ale też tyle samo piłkarskich argumentów, by dać mu szansę. Wrócił do Premier League, ale zawiódł. W Premier League strzelił jedną bramkę w całym sezonie. W następnym został wypożyczony tam, skąd przyszedł, ale powtórzył niechlubny bilans strzelecki. Dwa sezony, dwa ligowe gole, dwa słowa określające jego formę: dramatyczny zjazd.

Osiągnął szczyt w City, niezły poziom w Milanie, ale nagle nastąpił drastyczny zjazd formy, a co za tym idzie – także wartości. (fot. transfermarkt.de)

Jego wartość spadała na łeb, na szyję. Kiedy wiadomo było, że żaden poważny klub nie będzie chciał korzystać z usług tykającej bomby, do gry wszedł Mino Raiola. Przekonywał, że jego klient się zmienił i wiele wniosków wyciągnął z upokarzających ostatnich dwóch sezonów. Wreszcie po jego usługi zgłosił się OSG Nice – francuski średniak z Ligue1, którego właśnie przejął Lucien Favre. Szwajcarski szkoleniowiec dziewięć poprzednich sezonów spędził w słynącej z dyscypliny, ciężkiej pracy i pokory Bundeslidze. Klub zakwalifikował się do europejskich pucharów, a jego siedziba to piękne miasto na Lazurowym Wybrzeżu. Nicea wydawała się być idealnym miejscem do obudowy.

Wielki powrót?                                

Balotelli nie potrzebował czasu na aklimatyzację. „Z buta wjechał, jednym strzałem wyłamując zamek” w meczu z Marsylią. Przywitał się tym elementem, którym nigdy nie zawiódł i który miał opanowany do perfekcji, czyli rzutem karnym. Kilkanaście minut przed końcem wyrównał na 2:2, a jego zespół ostatecznie zwyciężył. W drugim swoim meczu jego Nicea pokonała 4:0 przyszłego mistrza, AS Monaco, a on znów ustrzelił dublet. Trzeci jego mecz, z Lorient na własnym stadionie, to esencja Balotelliego.

Cały Mario. Fantastyczny gol dający zwycięstwo w 87. minucie, żółta kartka za zdjęcie koszulki, a trzy minuty później – drugi kartonik i Balotelli wylatuje z boiska, choć wydaje się, że sędzia mógł sobie to drugie upomnienie darować. W lutym zaś w nieparlamentarnych słowach obrzucał sędziego, za co również obejrzał czerwień. – Znalazłem rozwiązanie! Musimy obciąć mu język. Nie musisz mieć języka, by dobrze grać w piłkę, więc mu go utniemy – przyznał później z uśmiechem Raiola, choć dodał za chwilę, że oczywiście Balotelli jest skruszony i sytuacja się nie powtórzy.

Razem w sezonie 2016/17 w 23 ligowych meczach strzelił 15 bramek i… obejrzał trzy czerwone kartki. Wydawało się, że po dobrym roku znajdzie nowego pracodawcę. Wiele mówiło się o Borussi Dortmund. – Po sezonie wyjeżdżam na urlop i nic mnie nie obchodzi. Nawet nie będę oglądał finału Ligi Mistrzów, chce odpocząć od piłki. Później pomyślimy – mówił Mario. Ostatecznie został we Francji i to był dobry ruch włoskiego napastnika.

W tym sezonie jest bowiem absolutnie fantastyczny. Kto wie, czy to nie jest najlepszy Balotelli, jakiego widzieliśmy od początku jego kariery. Znów potrafi zrobić genialny użytek z wewnętrznej części stopy. Ponownie znać o sobie daje umiejętność ustawienia się w polu karnym, piłka często go szuka. Lewa czy prawa noga? Bez różnicy. Obiema potrafi tak zawinąć, że bramkarze nie mają czego zbierać. Karne – standardowo, czyli perfekt. Rzuty wolne? Nieźle, kilka razy był blisko, choć jeszcze bez gola po tym stałym fragmencie gry.

Szaleństwo kontrolowane

Nadal ma w sobie pierwiastek szaleństwa. A to zagra raboną…

… by kilka tygodni później dostać w ostatniej minucie wygranego meczu niepotrzebną czerwoną kartkę…

Ale ogólnie wydaje się być bardziej dojrzały, nieco wyciszony, mniej czuły na krytykę i ataki. Nawet gdy niedawno jego Nicea wygrała 2:1, a on w 75. minucie zdobył zwycięską bramkę i na boisko przedarł się jeden z kibiców, Balotelli zareagował na całe zdarzenie z uśmiechem i objął anonimowego fana, gdy złapała go stadionowa ochrona.

Statystyki w tych rozgrywkach ma niesamowite. W lidze francuskiej: 13 meczów, 10 goli. W Pucharze Francji: jeden mecz, jeden gol. W Lidze Europy: 5 spotkań, 4 bramki i jedna asysta. W ostatnich ośmiu meczach trafił ośmiokrotnie. Dające zwycięstwo trafienie z Bordeaux (1:0) w ostatniej kolejce to piąte spotkanie z rzędu ze zdobytą bramką. Powiedzieć, że wrócił, to nie powiedzieć nic.

15 bramek w 19 meczach Ligue1, Pucharu Francji i Ligi Europy to fantastyczny wynik.

Oglądając ostatnie mecze z jego udziałem można potwierdzić, że nadal imponuje tym, czym zachwycał dawniej: silny strzał z dystansu i silne nogi, na których potrafi ustać atakowany i dobrze zastawić piłkę. Czasem przetrzymuje ją na tyle długo, że rywale nie mają wyjścia i uciekają się do fauli. Wróciła do niego koncentracja i dokładność. Widać to po statystyce celnych podań. W ostatnim sezonie w Interze było to 80.1%, w ostatniej rundzie w City 80.2%, a w Milanie i Liverpoolu już kolejno 69.4% i 69.7%. Teraz jego wynik to 75.9%, więc widać poprawę.

Często próbuje też strzelać, a konkretnie: najczęściej w lidze. Średnia strzałów na mecz w Ligue 1:
1. Balotelli (Nice) – 4 strzały na mecz
2. Thauvin (Marsylia) – 3.8
. Neymar (PSG) – 3.8
4. Cavani (PSG) – 3.6
5. Mbappe (PSG) – 3.3

W Liverpoolu krytykowali go też za lenistwo. Był drugim najgorszym piłkarzem wśród piłkarzy z minimum 15 spotkaniami w lidze, jeśli chodzi o przebiegnięte kilometry. Pierwszym był… bramkarz, Simon Mignolet. Średnio w całym sezonie biegał raptem 8.7 km, w czasie gdy Adam Lallana czy Joe Allen przemierzali dystans 11.6 km. Nawet na Mistrzostwach Świata w Brazylii średnio biegał 8.9 km na 90 minut gry. Teraz wygląda to dużo lepiej. Mario jest środkowym napastnikiem, a do tego niekwestionowaną gwiazdą drużyny i może sobie pozwolić na odpuszczenie defensywy, ale pomimo tego angażuje się w walkę na znacznej części boiska. Nie boi się wracać, co potwierdza heat-map z ostatniego meczu:

Jeszcze niedawno głównie w jednym rejonie boiska. Teraz stara się pomagać także w defensywie, choć to nadal tylko Balotelli

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wielu zastanawia się nad przyczyną tej przemiany. Być może znaczenie ma wypłacane 45 tysięcy euro premii za… dobre sprawowanie. Jeśli Mario zachowuje się w porządku względem sędziów i przeciwników, a także poważne traktuje własne obowiązki i ma dobre stosunki z fanami Nicei – dostaje za to niemal 200 tysięcy złotych dodatkowej kasy. To ma pomóc w tym, by nie robić głupot i grać jak najlepiej w piłkę. Mario skupił się na futbolu i wychodzi mu to coraz lepiej.

Dlaczego nie Barcelona?

Co teraz z napastnikiem, który wydaje się, że dojrzał (przynajmniej piłkarsko…) i wreszcie odnalazł właściwą drogę na szczyt? Nice to na pewno nie jest jego ostatni przystanek, a jedynie doskonała trampolina, dzięki której mógł się odbić od dna. Nieprzypadkowo latem podpisał kontrakt zaledwie na rok. Już w styczniu będzie mógł podpisać umowę z każdym klubem na świecie, o ile oczywiście taka będzie wola obu stron.

Co dalej z Mario? Sam zdaje się intensywnie o tym myśleć…

Mówi się o Napoli, Romie i Juventusie, którego blisko był kilka lat temu, ale ostatecznie znów wybrał Milan. Teraz, jak sam mówi, do Mediolanu na pewno nie trafi. Inter i Milan to na ten moment zamknięte rozdziały w jego życiu, tak jak zresztą Liverpool. – Ma fantastycznych kibiców, ale na pewno tam nie wrócę – powiedział. Gdyby z SuperMario siedział Roman Kołton, zapytałby pewnie: a dlaczego nie Barcelona? – Osobiście wolałbym Real Madryt, ale jeśli zgłosi się do mnie Barcelona to na pewno nie będę płakał – odpowiedział w swoim stylu Balotelli. Na taki ruch z pewnością za wcześnie, ale uwadze wielkich klubów wyniki włoskiego snajpera na pewno nie umykają.

– Balotelli to świetny chłopak. Jest niesamowity na boisku i cały czas się rozwija. Być może zostanie z nami, ale nie wiem, czy uda nam się go zatrzymać. To nie jest żadna tajemnica, że Mario ma zarobki na pewnym poziomie. Jeśli nie zakwalifikujemy się do europejskich pucharów, nie będzie nas na niego stać – stwierdził niedawno prezydent klubu Jean-Pierre Rivere, a i sam Balotelli na sezon bez pucharów raczej sobie nie pozwoli. Dla niego to ostatni dzwonek na wskoczenie do pociągu z piłką na najwyższym poziomie, choć to sam Mario ostatnio tym dzwonkiem dzwoni. I to coraz głośniej…

Bartłomiej Stańdo

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem