Stevie Wonder, ślepiec, drukarz – największe sędziowskie wałki w boksie

Na początku były brawa w ringu i gratulacje dla Daniela Jacobsa za zwycięstwo po bardzo wyrównanej walce, teraz spojrzenie na ten pojedynek się zmienia. Maciej Sulęcki przegrał z Amerykaninem przez jednogłośną decyzję sędziów, a punktacja 117:110 dla reprezentanta gospodarzy to przestępstwo w biały dzień. Sam Striczu po powrocie do Polski obejrzał jeszcze raz ten pojedynek i uważa, że został oszukany. Jego zdaniem, w tej walce był po prostu lepszy.

Temat stary jak świat – punktacje sędziowskie. Niesamowite w tym wszystkim jest to, że błędy arbitrów są tak powszechne i przytrafiają się tak często, że coraz rzadziej bokserski kibic wierzy w uczciwość w tym sporcie. Wracając do walki Sulęckiego – ten może nie wygrał, ale na pewno pojedynek oscylował wokół remisu. Sam byłem przekonany, że gdyby doszło do niej w Warszawie, a nie Nowym Jorku, to mielibyśmy powody do zadowolenia. Gdyby nawet odbywała się za Oceanem, ale to Sulęcki broniłby mistrzowskiego pasa, to być może ręka Polaka byłaby na końcu w górze.

W ostanich latach byliśmy świadkami wielu kontrowersji w świecie boksu. Nie za każdym razem godziliśmy się z werdyktami arbitrów, często to właśnie karty punktowe były największym minusem podczas całej, często bardzo emocjonującej walki. Jak to mówi Przemysław Garczarczyk: „Doczekaliśmy czasów, gdy punktacje sędziowskie są w boksie tylko dodatkiem”.

Nic dodać, nic ująć.

Które pojedynki były wypaczone przez sędziów, a podczas których walk to arbitrzy próbowali popsuć całe widowisko?

Andrzej Gołota – Chris Byrd

„Mamy mistrza świata w kategorii ciężkiej” – krzyczeli polscy kibice tuż po ostatnim gongu. To było pewne jak słońce w Hiszpanii w połowie sierpnia – Gołota wygrał z Byrdem. Niestety – sędziowie widzieli to inaczej i dali w tym stariu remis – pas został u mistrza. Do tej pory bokserscy eksperci w naszym kraju zastanawiają się, jak to się stało, że Polak nie wygrał tego pojedynku, lub inaczej – dlaczego sędziowie nie dostrzegli jego zwycięstwa. Fakty są takie, że abitrzy widzieli inny pojedynek – gdyby skupili się wydarzeniach z Madison Square Garden, to Gołota na pewno byłby mistrzem świata.

Evander Holyfield – Nikołaj Wałujew

46-letnia legenda szermierki na pięści kontra rosyjski olbrzym, który dzierżył pas mistrzowski. Podczas gali w Zurychu mało było boksu – Amerykanin uciekał, Rosjanin rzadko kiedy mógł go złapać i wyprowadzić cios. Lepsze wrażenie robił ringowy weteran, który budził większą sympatię kibiców i który pojedynczymi uderzeniami raz po raz punktował mistrza. Wałujew był bierny – nie pokazał nic, czym mógłby przekonać sędziego do swojej dominacji. Po przeczytaniu werdyktu kibice zaczęli gwizdać – dwa do remisu dla mistrza. Niby czempiona trzeba pokonać zdecydowanie, ale o tamtym werdykcie mówiono później bardzo długo.

Tomasz Adamek – Steve Cunningham I

Trzy raz Amerykanin leżał na deskach, przyjął mnóstwo mocnych ciosów od będącego w znakomitej formie Adamka. Werdykt wydawał się dla wszystkich formalnością – pojedynek był dobry, ale przewaga naszego rodaka była w nim widoczna. I fakt – Góral wygrał niejednogłośnie na punkty, ale – no właśnie – niejednogłośnie. Jak to powiedział Andrzej Kostyra słysząc 114:112 wypunktowane przez Clarka Sammartino – to musiał być jakiś ślepiec.

Steve Cunningham – Tomasz Adamek II

Minęły cztery lata, a panowie w ringu spotkali się ponownie. Tym razem to Amerykanin był zdecydowanie lepszy, a sędziowie wypunktowali zwycięstwo Polaka, co nas cieszyło, a rozwścieczyło obóz Cunninghama. Nie będziemy za dużo na ten temat dyskutować, bo wiadomo, że jesteśmy za Góralem, ale to nie była uczciwa punktacja.

Ołeksandr Usyk – Krzysztof Głowacki

Usyk pokonał naszego Krzyśka Głowackiego, co było sprawiedliwym werdyktem, ale punktacje sędziów do dziś powodują u nas ból głowy. Jak można było wytypować w tym pojedynku 109:119? Po pierwsze, to Polak bronił tytułu, po drugie, Ukrainiec ani razu nie zrobił mu krzywdy. Do tego walka w Polsce… Ahh, szkoda gadać. Żal był o tyle mniejszy, że faktycznie Usyk pokazał klasę i był bardzo dobrze do tej walki przygotowany. Jednogłośna decyzja sędziów i to tak jednostronna to jednak rabunek.

Noel Gevor – Krzysztof Włodarczyk

Walka sprzed roku – oficjalny eliminator do walki o pas mistrzowski federacji IBF oraz udział w turnieju World Boxing Super Seriers. Walka nudna, brzydka, mało się działo, choć oczekiwania mieliśmy naprawdę spore. Na punkty dzięki niejednogłośnej decyzji sędziów zwyciężył Diablo, choć przez 12 rund Polak robił wszystko, żebyśmy zasnęli w trakcie trwania tego starcia. Gdyby walka odbyła się nie w Poznaniu, a w Berlinie, to pewnie werdykt byłby inny, ale wiadomo jak jest – ściany pomagają gospodarzom. Niemiec miał złożyć protest, wynik miał być kwestionowany, ale wszystko grzecznie i po cichu zamieciono pod dywan.

Timothy Bradley – Manny Pacquiao I

Szok i niedowierzanie – Pacquiao przegrywa! Tak, to był 2012 rok, kiedy Bradley niespodziewanie pokonał wielkiego mistrza z Filipin. Jeden sędzia widział 115:113 dla Pacquiao, dwóch pozostałych 115:113 dla Amerykanina. Później obaj panowie w ringu spotkali się jeszcze dwukrotnie – za każdym razem sędziowie byli już jednomyślni – bohater Filipin był o klasę lepszy od swojego przeciwnika.

Saul Alvarez – Floyd Mayweather JR

23-letni Canelo kontra absolutna gwiazda boksu, czyli słynny Floyd Mayweather JR. Dwóch sędziów widziało ten sam pojedynek, trzeci w tym czasie oglądał Klan lub Złotopolskich. Na kartach punktowych wyglądało to dziwnie – Dave Moretti 116:112, Craig Metcalfe 117:111, a wygłupiła się C.J Ross, która widziała remis po 114:114. Po tamtym pojedynku została zawieszona i walk nie sędziowała. Co ciekawe, to również ta pani widziała zwycięstwo Bradleya z Pacquiao, za co została przez wiele osób skrytykowana.

Nie zatem Sulęcki pierwszy i zapewne nie ostatni. Powrót na salę, mocny trening i czekanie na rewanż, który trzeba będzie wygrać – taka jest najwłaściwsza reakcja na takie sytuacje. Jak to było? Co cię nie zabije to cię wzmocni?