Sportowa emerytura? Krzysiek, pomyśl o tym…

Dzisiejsza "Waga ciężka" będzie w pełni poświęcona Krzysztofowi Włodarczykowi. Były dwukrotny mistrz świata w kategorii cruiser po raz kolejny znalazł się na zakręcie w swojej sportowej karierze i wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że to może być koniec jego sukcesów. Pięściarz z Piaseczna w październiku gładko uległ Muratowi Gassijewowi i przy jego nazwisku pojawił się spory znak zapytania. Czy Diablo jeszcze podniesie się z kolan? Zapraszam!

Dzisiejsza „Waga ciężka” będzie w pełni poświęcona Krzysztofowi Włodarczykowi. Były dwukrotny mistrz świata w kategorii cruiser po raz kolejny znalazł się na zakręcie w swojej sportowej karierze i wiele znaków na niebie i ziemi wskazuje, że to może być koniec jego sukcesów. Pięściarz z Piaseczna w październiku gładko uległ Muratowi Gassijewowi i przy jego nazwisku pojawił się spory znak zapytania. Czy Diablo jeszcze podniesie się z kolan? Zapraszam!

Nuda. Nuda jak flaki z olejem – tak wygląły ostatnie pojedynki Diablo. Z Muratem Gassijewem Włodarczyk pobił prawdopodobnie nieoficjalny rekord świata w ilości zadawanych ciosów. Ci, co oglądali tamten pojedynek wiedzą, że nie chodzi o lawinę ciosów, które Polak zadawał, a o ich brak, co później wypominali mu nieprzychylnie nastawieni internauci. Włodarczyk był bierny, do czego niestety przyzwyczaił nas w ostatnich latach. Brak było u niego mobilności, którą imponował na samym początku swojej kariery, gdy praktycznie bez przetarcia na amatorstwie rozstawiał kolejnych rywali po kątach. Diablo za każdym razem ratowała siła ciosu, dzięki której na deski padali i Czakijew i Green. Gdyby nie atut w postaci ponad przeciętnej siły, to być może tamte pojedynki też rozstrzygnięte byłyby na jego niekorzyść. Wtedy jednak się udawało i wszystkie uwagi pod jego adresem zostawały zamiatane pod dywan. Problem zostawał przekładany na później, bo Diablo w dalszym ciągu był w posiadaniu mistrzowskiego pasa. Gdyby nie to, już bardzo dawno temu polski kibic wylewałby żółć na internetowym forum w rozżaleniu do postawy w ringu polskiego mistrza.

Diablo tracąc pas podczas pojedynku z Grigorijem Drozdem pojawił się na ogromnym zakręcie, choć wiele było osób, które uważało, że tak naprawdę nic się nie stało i kwestią czasu jest, gdy Polak ponownie wróci na świecznik. Włodarczyk stracił możliwość nie tylko regularnych walk o stawkę i dużych wynagrodzeń za każdy pojedynek, ale i automatycznie stał się bardzo „nieatrakcyjnym” rywalem dla nowego mistrza i innych bokserów z czołówki. Każdy zdawał sobie sprawę, że jeden cios Polaka może nawet konia powalić na deski. Perspektywa walki z byłym czempionem, który dysponuje w obu rękach takim narzędziem podpowiadała wszystkim, że może lepiej skupić się na pojedynkach z pięściarzami na podobnym poziomie, ale bez tak morderczej siły ciosu.

Co teraz powinien zrobić Diablo? / PressFocus

Diablo wygrał dwa pojedynki z rywalami absolutnie przeciętnymi i zmierzył się z Noelem Gevorem. Męczył się okrutnie, znowu usypiał publiczność i robił wszystko, by nikt nigdy później w życiu nie przyszedł na jego walkę. Wygrał, bo walczył w Polsce, i zapewnił sobie tytuł oficjalnego pretendenta do walki o mistrzowski pas z Gassijewem. Później wszystko się szczęśliwie dla niego ułożyło, gdyż zorganizowano turniej WBBS, który już na samym początku gwarantował jego uczestnikom ogromne honoraria. Diablo za wyjście między liny zarobił krocie, co przy walkach w Polsce byłoby niemożliwe. Po pierwszym gongu Polak mógłby skończyć pojedynek bez podania przyczyny, a i tak kasy by mu starczyło na kilka ładnych lat.

Pytanie, czy właśnie te zarobione pieniądze nie będą dla Włodarczyka czynnikiem, który rozleniwi go i przez który ten nie będzie chciał już do ringu wychodzić. Tak patrząc zupełenie na logikę, to dokopanie się Diablo do światowej czołówki i ewentualnej kolejnej walki o pas będzie bardzo trudne, a zdaniem sceptyków wręcz niemożliwe. Przy obecnych przestojach w polskim boksie i długim załatwianiu pewnych spraw, to perspektywa dwóch, może trzech lat, biorąc pod uwagę, że od dzisiejszego dnia koncepcja „wskrzeszenia” Włodarczyka nakreślona byłaby od A do Z. Problem w tym, że wtedy Polak będzie liczył już 39 wiosen i pewnie lepszy nie będzie, niż jest obecnie.

Włodarczyk być może będzie chciał walczyć na mniejszych galach w Polsce, ale znowu – czy starczy mu na to motywacji? Czy da radę poświęcić całe swoje życie na boks, by zapełniać hale w Radomiu i Legionowie? Czy dwukrotemu mistrzowi świata będzie chciało się wstać rano na trening, by zarobić kilkadziesiąt tysięcy złotych? Czy gaża za WBSS nie postawiła na nim krzyżyka w kontekście kolejnych poważnych walk lub chociażby tych mniej poważnych, ale na krajowym podwórku?

Prawdopodobnie niczego nie dowiemy się teraz i być może z jakimikolwie informacjami będziemy musieli poczekać kilka długich miesięcy. Nikogo nie wysyłamy na emeryturę, a już tym bardziej nie możemy tego zrobić z pięściarzem, który w poprzednich latach dostarczył nam tak wielu znakomitych emocji. Gdyby jednak wyłączyć sympatię do Krzyśka, którą pewnie większość osób w naszym kraju mimo wszystko ma, to może trzeba dać sobie spokój? Nie każdemu rozmienianie na drobne wychodziło na dobre. Nie każdemu do twarzy było z dorabianiem do emerytury.

Jakub Borowicz

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem