Słupki ratują Barcelonę, przełamanie Messiego

Zabrakło kilku, może kilkunastu centymetrów, a Willian ustrzeliłby hattricka. Jednak zamiast trafić do siatki, Brazylijczyk obił dwukrotnie słupki bramki strzeżonej przez ter Stagena, a szkolny błąd Chelsea na kwadrans przed końcem meczu zaowocował trafieniem Messiego. Ten remis londyńczycy prawdopodobnie przypłacą brakiem awansu do kolejnej rundy Ligi Mistrzów.

Rzut oka na wyjściowe składy i ustawienia obu drużyn wystarczył, żeby jeszcze przed pierwszym gwizdkiem tureckiego sędziego wiedzieć, jakiego meczu można spodziewać się przy Stamford Bridge tego wieczoru.

Skuteczna taktyka Contego

Gospodarze wyszli w preferowanym przez Antonio Conte ustawieniu 3-4-3, gdzie w fazie defensywnej wahadłowi Moses oraz Marcos Alonso mieli pełnić funkcje czwartego i piątego obrońcy. Chelsea w większości spotkań, jakie kiedykolwiek rozegrała z Barceloną nastawiała się na kontratak i nie inaczej miało być też tego dnia w Londynie. Także z tego powodu Włoch nie zdecydował się na wystawienie od pierwszych minut meczu klasycznego, środkowego napastnika, a Alvaro Morata i Oliver Giroud rozpoczęli spotkanie na ławce rezerwowych. Obronę Barcelony mieli niepokoić szybcy Pedro, Willian oraz ustawiony umownie „na szpicy” Eden Hazard. Niespodzianek nie było natomiast jeśli chodzi o ustawienie Dumy Katalonii.

Chelsea zaskoczyła taktyką bez klasycznego napastnika. Na „szpicy” umownie ustawiony został Eden Hazard / fot. PressFocus

Pierwsza połowę można podzielić na trzy kwadranse. Pierwszy to wymiana ciosów, kiedy goście pokazali, że będą tutaj prowadzić grę i grać na utrzymanie piłki, natomiast miejscowi, cofnięci, zza podwójnej gardy próbowali się odgryzać szybkimi kontrami.  Po jednej z nich groźnie uderzył z dystansu Hazard, ale ponad bramką ter Stegena.

Drugi kwadrans to totalna dominacja Barcelony, która zepchnęła londyńczyków do rozpaczliwej chwilami defensywy. Konkretów, celnych strzałów bądź ostatniego, zaskakującego, otwierającego drogę do bramki Chelsea podania zabrakło.

Do trzech razy sztuka

Po połowie godziny gry nieco śmielej zaczęła poczynać sobie ekipa The Blues, która nieco lepiej zaczęła uwalniać się spod wysokiego pressingu rywali i coraz częściej wychodzić z kontrami. Po dwóch z nich zbyt wiele miejsca przed polem karnym bramki ter Stegena obrońcy Barcy zostawili Willianowi, ale Brazylijczykowi przy uderzeniach z dystansu zabrakło nieco szczęścia i precyzji. Piłka odbiła się raz od prawego, a następnie od lewego słupka. Duma Katalonii przez ponad 70% czasu posiadała piłkę przy Stamford Bridge, ale to miejscowi byli bliżej, znacznie bliżej objęcia prowadzenia.

Do 75 minuty meczu taktyka Antonio Conte była skuteczna

Gdy nie wyciąga się wniosków z popełnionych błędów, płaci się za nie taką cenę, jaką zapłaciła po przerwie Barcelona. Po zmianie stron obraz gry nie uległ oczywiście zmianie. W końcu piłka po raz trzeci, znów przed polem karnym, trafiła do Williana. Tym razem piłkarz Chelsea włożył w uderzenie nieco mniej siły, a więcej precyzji i tym razem mógł cieszyć się z gola. Chwilę później Brazylijczyk wyszedł z kolejną kontrą, ale ostatecznie nie został bohaterem swojej drużyny. Jeśli gra się z drużyną tej klasy, błędy trzeba ograniczyć do minimum. Londyńczykom udawało się to praktycznie przez całe spotkanie, ale w 90 sekund zaprzepaścili cały wysiłek włożony w to spotkanie.

Przełamanie Messiego

Sygnałem ostrzegawczym dla miejscowych był faul na Suarezie na pograniczu pola karnego, którego na szczęście dla gospodarzy nie dostrzegł sędzia spotkania. Chwilę później fatalny, szkolny wręcz błąd popełnił Christiansen, który podawał w poprzek boiska. Piłki nie opanował Azpilicueta, przejął ją Iniesta, szybko wycofał do Leo Messiego, a Argentyńczyk takich prezentów nie zwykł marnować. Trafienie na 1:1 było zarazem pierwszym autorstwa tego napastnika w dziewiątym spotkaniu przeciwko The Blues. W dodatku tym, które prawdopodobnie przesądzi o losach rywalizacji. Więcej nic godnego uwagi w tym spotkaniu się nie wydarzyło.

Messi nie marnuje takich prezentów – podanie od Iniesty i gol na 1:1. To jego pierwsza bramka w 9 meczu przeciwko Chelsea / fot. PressFocus

Formalność na Camp Nou?

Gdy w sezonie 2011/2012 Chelsea wyeliminowała Barcelonę w półfinale Ligi Mistrzów, na Stamford Bridge wygrała skromnie, 1:0, a na wyjeździe miała masę szczęścia, któremu potrafiła jednak dopomóc. Niesłychanie istotne wówczas było jednak „zero z tyłu” na własnym boisku, a tym razem nie udało się zrealizować tej części planu. Na Camp Nou The Blues będą zmuszeni zaatakować, a na to na stadionie Dumy Katalonii mało kto potrafi się odważyć, a co dopiero – zrobić to skutecznie. To będzie bardzo podobny mecz, jeśli chodzi o posiadanie piłki (w Londynie 68-32% na korzyść Barcelony), ale okazji do strzelenia gola goście będą mieli jeszcze mniej. Lider La Liga co prawda nie pokazał w pierwszym spotkaniu absolutnie nic wielkiego, ale mimo to wywiózł z trudnego terenu bramkowy remis, który biorąc pod uwagę przebieg spotkania wydaje się bardzo korzystnym wynikiem dla podopiecznych Ernesto Valverde. W szerszej perspektywie wygląda na to, że Chelsea strzeliła sobie samobója, który w dwumeczu wyeliminuje ich z rozgrywek Ligi Mistrzów.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem