Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Słodko-gorzki posmak po Lech Conference

Gdybym sam był trenerem, zwołałbym swoich podopiecznych na drugi dzień rano, by napakować ich tą samą energią, którą miałem w sobie po wyjściu z poznańskiej Areny. Zaszło tam jednak wg mnie coś bardzo niepokojącego - może to selekcja naturalna, a może błąd systemu?

Tegoroczna edycja Lech Conference, w której zgodnie z informacją organizatorów, wzięło udział ok 1000 osób, choćby z racji na ten właśnie fakt, nie mogła pełnić funkcji praktycznej, bo i niby jak miałaby się odbyć część angażująca 1000 trenerów na sali? Była to jednak doskonała okazja choćby do tego, by podładować trenerskie akumulatory, zobaczyć (głównie dzięki Jackowi Magierze oraz Stephenowi Torpey`owi), że praca trenera może być świetną zabawą (Torpey) jak i przygodą życia (Magiera). Do pozytywów można dodać też lekkość przekazu w rozmowie pomiędzy prowadzącym imprezę Łukaszem Wiśniowskim, a trenerem kadry U-21 – Czesławem Michniewiczem. Gdybym sam był trenerem, zwołałbym swoich podopiecznych na drugi dzień rano, by napakować ich tą samą energią, którą miałem w sobie po wyjściu z poznańskiej Areny. Zaszło tam jednak wg mnie coś bardzo niepokojącego – może to selekcja naturalna, a może błąd systemu?

Słodko

O wystąpieniu trenera Czesława Michniewicza napiszę niewiele, bo należałoby tu wstawić pełne nagranie jego rozmowy z Łukaszem Wiśniowskim, które było bardzo ciekawe, żywe i mobilizujące do pracy oraz szukania przez trenerów błędów przede wszystkim u siebie. Zachęcał ich do odważnych decyzji i do tego, by nie bać się za nie „ginąć w mundurze”. Choć, co ciekawe, w kuluarach grupa szkoleniowców stwierdziła, że podobne rzeczy usłyszeliby, gdyby Michniewicza zaproszono do Cafe Futbol i tam miałby opowiadać o problemach w przeskoku juniorów do dorosłej piłki. Trener kadry młodzieżowej w dużej części wystąpienia zachęcał zgromadzonych do uproszczenia swojej pracy, języka i komunikatów do zawodników. Przypomniał, że piłka nożna opiera się na trzech prostych zasadach od samego początku jej istnienia: 1- odbierz piłkę 2 – zagraj ją dokładnie do kolegi z drużyny 3 – wyjdź przed piłkę, byś mógł ją otrzymać i zbudować akcję. Proste, prawda? Główna konkluzja jego wystąpienia, to „częściej zamykać komputery i łapać za ołówki„.

Jacek Magiera pokazując kulisy swojej pracy i prezentacje, których użył na odprawach w meczach Legii w Lidze Mistrzów, wywołał szmer podziwu na trybunach Areny. Pokazał również ogromną pracę w zakresie analizy rywala, oraz pomeczowego rozłożenia plusów i minusów w grze swojego zespołu. To wystąpienie trenera Legii było bardzo mocne pod kątem mentalnym i ukazało zgromadzonym, że ich praca ma sens, ale trzeba się jej poświęcić w 100%. Bez półśrodków. Magiera pokazał się z doskonałej strony nie tylko jako zawodowiec, ale chyba przede wszystkim jako pasjonat.

Angielska szkoła

O tym, że piłka nożna nie jest grą opierającą się tylko na pracy nóg, tak jak i boks nie jest sportem opartym na pracy rąk, można było przekonać się już w pierwszym wystąpieniu sympatycznej Sally Needham – trenerki młodzieży z angielskiego związku piłki nożnej (FA). Jej słowa, zresztą powtarzał później i podkreślał, trener młodzieżowych grup Manchesteru City – Stephen Torpey. O co chodzi?

Decyzyjność – słowo klucz angielskich gości konferencji. Budowanie w młodych zawodnikach świadomości do samodzielnego analizowania swojej sytuacji na boisku i na tej podstawie wybierania najlepszych rozwiązań. A to osiąga się nawet poprzez pozostawienie wyboru drużyn i ich podziału małym chłopcom, a nie narzucania im go.

Czego w takim razie nie stosują trenerzy w Anglii, a co robią ci w Polsce? Nie ma tam podpowiadania z boku swoim młodym podopiecznym: „zagraj tu”, „stań tam” „nie rób tego” itd. W ogóle, takie sformułowanie jak „nie”, jest praktycznie wyrzucone z ich słownika. Oboje prelegentów kładło nacisk na to, by nie mówić dzieciakom czego nie wolno, ale pokazywać to co wolno. Trafiać z pozytywnym komunikatem do ich głów, chwalić za co tylko można. Needham gratulowała chłopcom nawet…cieszynek po bramkach.

Chodzi o to by dać im jak największą swobodę w działaniu, zwłaszcza od 3 do 11 roku życia, bo wtedy ich mózgi chłoną jak gąbki, co zresztą udowadniała prezentując krótki wykład… z neurologii. Mówiła w nim o rozwoju mózgu dziecka od płodu do 11 roku życia i wpływie tego na postrzeganie, przez młodego zawodnika, uczestnictwa w zajęciach sportowych. Tak – w takim kierunku idzie szkolenie trenerów na zachodzie.

Gdy rozmawiałem z nią później o tym budowaniu samodzielności zawodników, usłyszałem że każdy rodzic chciałby tego, by z wiekiem ich dziecko w życiu stawało się coraz bardziej samodzielne, w związku z czym, z upływem lat pozwalają mu na więcej. Dlaczego więc na boisku trenerzy mieliby cały czas poprawiać zawodników i sugerować im możliwe rozwiązania, skoro niczym nie ryzykują na tym etapie ich rozwoju?

Przez sporą część imprezy, udostępnione sektory były niemal pełne.

Kolejna kwestia spajająca przekaz obu gości z Anglii, to konieczność nauki gry 1 na 1 od samego początku przygody z piłką nożną oraz poruszania się po boisku z podniesioną głową. Pokazano prosty zabieg, w którym zawodnicy 7-8 letni, odbyli kilka różnych, małych gier 4×4 na dwóch boiskach, w różnokolorowych plastronach, by na sam koniec je zdjąć i grać 8×8, w identycznych koszulkach na jednym polu gry – spowodowało to, że nie było innej możliwości, jak ciągła obserwacja kolegów, by podać piłkę do tego ze swojego zespołu, ponieważ każdy miał nagle na sobie taki sam komplet strojów od getrów po koszulkę. Dlaczego było to świetne rozwiązanie? Trenerzy stojący obok, nie musieli wydawać żadnych komend, ponieważ chłopcy byli skupieni na kontroli piłki i właśnie rozglądaniu się po boisku. Trener ma ustalić pewne ramy gry, ale kreatywność pozostawić jej młodym wykonawcom.

Torpey sprzedał też kilka nowinek o tym, jak na co dzień wyglądają zajęcia w szkółce Manchesteru City. Jednymi z ciekawszych były te, w których mówił o organizowaniu raz w miesiącu wspólnych gier zawodników z roczników od U-6 do U-11, gdzie chłopcy dobierani są nie wg wieku, a wg wzrostu i wagi. Dzięki temu szybciej rozwijający się zawodnicy z młodszych roczników, próbują się w grze ze starszymi kolegami, a ci mniejsi gabarytowo toczą boje z młodszymi. Ma to na celu, przede wszystkim, pozbycie się strachu przed silniejszymi i starszymi zawodnikami.

Inną ciekawostką była praktyka ustawiania przed treningiem swoistego, piłkarskiego placu zabaw na boisku i pozostawianie młodych samym sobie, by poprzez zabawę w siatkonogę, strzały na bramki, drybling czerpali radość z obecności na murawie. Pytam trener Needham, czy nie boją się, że waląc na bramkę przed treningiem, ponaciągają się i taki będzie finał tej zabawy? „Bez obaw, to są małe odległości – mają do dyspozycji wiele bramek i pachołków na małej przestrzeni i boisko do siatkonogi”. Pomyślałem sobie, że w niektórych naszych akademiach sukcesem jest, gdy jeden rocznik ma chociaż dwie takie same bramki do dyspozycji na treningu. O tym, że to dobre rozwiązanie przekonywał Torpey, który pokazał wszystkim film, na którym dzieciaki lecą jak najszybciej z szatni na boisko, by spędzić przed treningiem 20 minut na zabawie wg własnych zasad. On sam z uśmiechem na ustach skomentował video: „proszę zwrócić uwagę, że oni wszyscy się tam przemieszczają. Żaden nie stoi i nie rozmawia, tylko bawią się piłką, jak dzieci na placu zabaw

Ostatnim z najważniejszych składowych występu gości z Wysp, była kwestia mentalności zawodników i postaw prospołecznych w zespole oraz konieczności ciągłej pracy nad tymi elementami. Z tym łączy się również liczba zajęć piłkarskich w akademiach. W City do 11 roku życia, to maksymalnie 3 jednostki treningowe plus mecz. Co o tym powiedziała mi Sally Needham?

Chcemy dać dzieciom czas na inne zajęcia, na bycie z rodziną, z przyjaciółmi. Na szukanie innych aktywności sportowych. Na treningach dajemy im jak najwięcej elementów gry, bo z tego mają radość. Niech radzą sobie sami i podejmują decyzje. Niech też uczą się współżyć w grupie ze sobą”.

Gorzko

Tej dobrej, mentalnej postawy zabrakło niestety dużej części spośród widowni, którą przecież stanowili polscy trenerzy, w przeważającej części naprawdę młodzi ludzie, którzy już od dzisiaj znów prowadzą zajęcia ze swoimi podopiecznymi w klubach. Dlaczego o tym piszę? Nie rozumiem jak można, będąc trenerem, w czasach gdy o sukcesie decydują najmniejsze detale, błędy i zaniedbania popełnione głównie w wieku 6-12 lat, nie interesować się wystąpieniami: Moniki Grygorowicz – „Profilaktyka uszkodzeń narządu ruchu w piłce nożnej – co stosować i dlaczego warto to robić” oraz Józefa Napierały – „Stabilizacja centralna w procesie treningu i prewencji”? Mało osób obejrzało również specjalistyczny wykład i pokazowy trening Karola Kikuta i Jakuba Grzędy z LPFA, w którym omówili bardzo ważne zagadnienia związane z motoryką młodych zawodników – to wiedza absolutnie niezbędna do prawidłowego „prowadzenia” chłopców w Akademiach.

#nikogo, bo jesteśmy na obiedzie, który będzie za 30 min.

Jakiś czas temu rozmawiałem z trenerem przygotowania motorycznego Akademii Widzewa – Damianem Radowiczem >>>TUTAJ<<< – o wadach postawy, urazowości młodych zawodników, o tym jak trenerzy muszą czasem poprawić absolutne podstawy ruchowe piłkarzy. Tymczasem okazało się, że wraz z poprzedzającym te wystąpienia Nenadem Bjelicą (i jego sztampową do bólu prezentacją, która była w dużej części gotowcem ze swojego egzaminu kończącego jeden z kursów UEFA) z sali w jednym momencie czmychnęło minimum z 500 osób, w stylu godnym słynnej sceny końca pracy, z filmu o Fantozzim.

Myliłby się jednak ten, kto sądzi, że z tych którzy zostali na sali, wszyscy byli zainteresowani. Niestety połowa z otaczających mnie ludzi (czyli z pozostałych powiedzmy 500) była bardziej zajęta zabawą telefonem niż przysłuchiwaniem się, jak pomóc młodym chłopakom w ich kluczowym etapie rozwoju, gdy łapią gibkość, szybkość i odpowiednie wzorce ruchu. Gdy ich skok rozwojowy zaczyna często przynosić więcej problemów niż pożytku.

No bo po co zawracać sobie głowę jakąś stabilizacją centralną, nauką oddychania, wzmacnianiem mięśni głębokich, antyzgięciem, antyrotacją, treningiem CORE, elongacją i inhibicją związanymi z wadami kręgosłupa, co przekłada się na sprawność zawodnika – przecież to nie biologia, nie?

A gdyby tych kilkuset niezainteresowanych, czekających w kolejce po obiad, jakby miało go dla kogoś zabraknąć, usłyszało słowa Pani Grygorowicz, że „30% zawodników ulega kontuzjom, którym poprzez profilaktykę, można zapobiec”, to być może zastanowiliby się, czy pewnych podstaw i gotowych ćwiczeń, o których mówił po niej Józef Napierała, nie należy wprowadzić do swoich zajęć? Niestety nie dowiedzą się tego również z innego powodu – organizatorzy nie zagwarantowali uczestnikom materiałów konferencyjnych, w związku z tym wszystkie slajdy prezentacji prelegentów pozostały jedynie w pamięci zgromadzonych. To wg mnie duży minus imprezy.

Kikut i Grzęda mówiąc o przygotowaniu motorycznym również zwracali się do opustoszałych trybun

Konferencja była również jedną z jednostek, które wchodziły w skład wymaganych godzin szkoleń, do przedłużenia licencji trenerskich w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej. A gdyby tak zamiast „godzinówki” trenerzy na koniec musieliby napisać test z tego, czego dowiedzieli się podczas wystąpień prelegentów, by otrzymać potwierdzenie udziału w spotkaniu? Np. rozrysować przykładowy trening i zaprezentować ćwiczenia na wzmocnienie mięśni głębokich na bazie wystąpienia gościa? Może wtedy obiad mógłby poczekać, a sala pozostałaby pełna do samego końca? Pytanie, czy wówczas byłoby tylu chętnych, by do Poznania przyjechać, a impreza spięłaby się finansowo? Śmiem wątpić.

Inicjatywa Lecha Poznań jest ze wszech miar słuszna. Zastanawiam się, czy trenerzy do takich spotkań dojrzeli? Jest oczywiście wielu poważnych szkoleniowców i prawdziwych pasjonatów tego zawodu i nie o nich tu mowa. Okazało się jednak, że na reprezentatywnej grupie 1000 trenerów – tych w pełni oddanych swojemu zawodowi jest może 1/3.  I choćbyśmy mieli tysiące talentów wśród młodych piłkarzy, a wierzę że tak właśnie jest, to ignoranctwem w zakresie samodoskonalenia dużej grupy trenerów i podejścia do swojej pracy, zniszczymy lub przegapimy większość z nich. Okazało się bowiem, że dla 2/3 ważniejsze jest to, by zająć kolejkę do obiadu niż nauczyć się czegoś, co pomoże w rozwoju ich zawodników i uchroni przed kontuzjami.