Słodko-gorzki Kocioł Czarownic

Dwa oblicza naszej reprezentacji narodowej zobaczyliśmy na starym-nowym Stadionie Śląskim. W pierwszej połowie Polacy totalnie zdominowali rywala, w drugiej zupełnie się pogubili i oddali pole gry Koreańczykom. Ale jeśli wszystko dobre, co się dobrze kończy, to chyba powinniśmy być zadowoleni. Po golu Piotra Zielińskiego w ostatniej minucie gry pokonaliśmy Azjatów 3:2.

Dużo, bardzo dużo materiału szkoleniowego dostarczyli Adamowi Nawałce w meczach z Nigerią i Koreą jego podopieczni. Nowe ustawienie, nowi wykonawcy, nowe pozycje na boisku i nowe zadania taktyczne dla niektórych reprezentantów. Działo się naprawdę dużo.

Nawałka jak zwykle zamieszał

Adam Nawałka po raz kolejny zaskoczył składem, chociaż konsekwentnie stawia ostatnio na ustawienie z trójką obrońców. Czy to właściwa taktyka dla naszej kadry zastanawialiśmy się już TUTAJ, ale skoro selekcjoner tak uważa, nie ma sensu dłużej wałkować tego tematu. W porównaniu z wyjściową jedenastką meczu z Nigerią zaszło aż 7 zmian!

Fabiański – Piszczek, Glik, Kamiński – Frankowski, Krychowiak, Linetty, Kurzawa – Zieliński, Kownacki, Lewandowski

Szczęsny – Piszczek, Glik, Pazdan – Jędrzejczyk, Romańczuk, Mączyński, RybusGrosicki, Zieliński, Lewandowski

Totalnie przebudowana w porównaniu z poprzednim spotkaniem druga linia, debiut Tarasa Romańczuka oraz powrót Kamila Grosickiego to najważniejsze zmiany w wyjściowym składzie Polaków. Szczególnie dziwiła na przedmeczowej grafice informacja, że jednym z trzech stoperów ponownie będzie Łukasz Piszczek, a na prawym wahadle od linii do linii zasuwać będzie Artur Jędrzejczyk. Logika podpowiadałaby, że więcej drużynie dałoby zamienienie obu panów pozycjami, ale…Nawałka wiedział lepiej.

Ugotowani w Kotle Czarownic

Pierwsze 45 minut meczu to totalna dominacja naszej reprezentacji. Gra toczyła się praktycznie tylko i wyłącznie na połowie obronnej gości, a Koreańczycy ograniczali się jedynie do wybijania piłki i nielicznych kontr, po których oddali kilka niegroźnych strzałów na bramkę Wojciecha Szczęsnego. To jednak Polacy kontrolowali przebieg boiskowych wydarzeń. Stosowali wysoki pressing, szybko odzyskiwali piłkę. Wszędzie i nigdzie zarazem był Taras Romańczuk, który zbierał oddalane od koreańskiego pola karnego piłki i oddawał je Zielińskiemu. Ten już na samym początku meczu mógł zaliczyć asystę, ale Robert Lewandowski źle opanował piłkę. Gole dla Biało-czerwonych były jednak kwestią czasu i nasz kapitan w końcu otworzył wynik po połowie godziny gry. Asystował Kamil Grosicki.

Tuż przed przerwą TurboGrosik sam wykorzystał podanie od Krzysztofa Mączyńskiego, strzelając 1400. gola w historii występów reprezentacji naszego kraju. W pierwszej połowie Polacy mieli 65% posiadania piłki, można powiedzieć, że był to mecz do jednej bramki. Pozytywy? Kamil Grosicki. Cichy bohater? Taras Romańczuk. Minus? Artur Jędrzejczyk, który gubił się zarówno w obronie jak i w ataku. Nikt nie spodziewał się jednak, że po przerwie zobaczymy kompletnie inne spotkanie.

Odwrócone role

Na drugą połowę nie wyszli już Wojciech Szczęsny, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek, kwadrans później opuścił murawę najpierw Romańczuk, a następnie Kamil Glik. Wraz z kolejnymi zmianami w szeregach Biało-czerwonych panował coraz większy chaos, a z zawodników wprowadzonych na boisko najwięcej okazji do pokazania się selekcjonerowi miał niestety Łukasz Skorupski, który raz po raz musiał interweniować, naprawiając błędy swoich kolegów. W dostarczaniu roboty naszemu bramkarzowi celował szczególnie Thiago Cionek, który irytował nieporadnością. Po zmianie stron to Koreańczycy atakowali, a Polacy zostali zepchnięci do defensywy. Po zejściu liderów poszczególnych formacji największa odpowiedzialność spoczęła na barkach Piotra Zielińskiego i rzeczywiście pomocnik Napoli jako jeden z niewielu starał się uporządkować grę naszej kadry w środku pola.

Piotr Zieliński w drugiej połowie wziął na siebie ciężar gry. W tle inny bohater spotkania, Kamil Grosicki / Press Focus

Niestety, nie zawsze mu to wychodziło, a w końcówce Koreańczycy bezlitośnie to wykorzystali. Wystarczyło kilkadziesiąt sekund, a z bezpiecznego prowadzenia 2:0 mieliśmy już remis. Adam Nawałka zawsze podkreśla, że długo i szczegółowo analizuje każde spotkanie, więc powinien wielokrotnie obejrzeć i rozebrać na czynniki pierwsze wydarzenia między 85 a 87 minutą, a w szerszej perspektywie – całą drugą połowę. To właśnie te fragmenty, w których nasza kadra grała słabo stanowi najcenniejszy materiał szkoleniowy z tego meczu.

Udał się rewanż

Na inaugurację Mistrzostw Świata w Korei i Japonii w 2002 roku gospodarze turnieju zlali Polaków 2:0. W międzyczasie graliśmy z tą reprezentacją jeden mecz towarzyski, zakończony remisem. W końcu, po 16 latach, udało nam się zrewanżować za tamtą porażkę dzięki bramce Piotra Zielińskiego w ostatniej minucie meczu. Pomocnik Napoli w końcu pokazał, że jest w stanie wziąć większą odpowiedzialność za wyniki reprezentacji, a ten zwycięski gol, zdobyty w z pozoru nieistotnym spotkaniu towarzyskim może być największym pozytywem tego zgrupowania. Od Euro 2016 mówiło się o stabilnym kręgosłupie reprezentacji, ale na linii bramkarz-Glik-Krychowiak-Lewandowski wypadło ogniwo w środku pola. Czy Zieliński będzie w stanie wskoczyć w buty lidera drugiej linii?

Adam Nawałka nie może być zadowolony z gry swojego zespołu w drugiej połowie. / fot. PressFocus

Podobno po wygranym meczu sportowcy są bardziej skorzy do wysłuchania konstruktywnej krytyki. Z pewnością Adam Nawałka będzie miał do swoich podopiecznych sporo uwag i miejmy nadzieję, że piłkarze wezmą je sobie do serca. Nasz selekcjoner wielokrotnie pokazywał też, że potrafi rozebrać każdy mecz na czynniki pierwsze i wyciągnąć wnioski. Dotychczas były to wnioski raczej właściwe i miejmy nadzieję, że opiekun naszej kadry nie zejdzie z obranej przez siebie drogi.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem