Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Ślepo w przyszłość? Leeds daje nadzieję, że niekoniecznie

Zmiany herbów są tak naturalne, jak te trenerów, piłkarzy czy prezesów, choć oczywiście znacznie mniej regularne.  Raz na kilkanaście lat klub decyduje się na odświeżenie tego najważniejszego znaku graficznego. Jeśli to faktycznie tylko lekki lifting, poprawienie jakości wykonania, dopasowanie do obecnych czasów – pal licho, wszyscy są zadowoleni, bo nie identyfikują się już ze znakiem poprzedniej epoki.

Problemy zaczynają się wówczas, kiedy ktoś w klubie postanawia pożegnać wieloletnią historię i napisać, czy też może narysować, nową. Tradycja odchodzi na bok, górę biorą – często egoistyczne – pobudki akurat trzymającego władzę prezesa. Myśli on, że taką zmianą zapisze się w historii. Coś jak nowy minister edukacji, który wykreśla jedną lekturę i zastępuje ją drugą, choć pewnie żadnej z nich nie czytał. Zmiana dla zmiany. I zapisania się w historii: „ten herb to dzieło pana X”.

Zmienić cokolwiek

„Czasami nie chodzi o to, aby zmieniło się na lepsze. Najczęściej chodzi o to, by zmieniło się cokolwiek” – pisał Marek Hłasko, jeden z najwybitniejszych polskich prozaików. Tak jest też w przypadku klubów piłkarskich i herbów, które pozwalają identyfikować każdy z nich. Na szczęście na straży tradycji i historii stoi rzesza kibiców, która tworzy ten klub. Dla nich herb to świętość, relikwia, a bezczeszczenie relikwii nie przejdzie nikomu płazem.

Przekonali się o tym włodarze Leeds United, którzy postanowili – ni stąd, ni zowąd – zmienić charakterystyczny herb klubu na tarczę, przypominającą okładkę piłkarskiej gry komputerowej Pro Evolution Soccer 2. Pół roku pracy i (podobno) konsultacji z wieloma fanami przyniosło efekt w postaci potworka, z którego wszyscy się śmiali, a przecież oficjalny herb klubowy to średni obiekt żartów.

Oficjalne konto Pro Evolution Soccer napisało na Twitterze, że miło im być inspiracją dla takiego klubu. Jeszcze dalej poszła Aston Villa, która umieszczając w internecie baner zapowiadający kwietniowy mecz między obiema drużynami zaanonsowała go jako pojedynek… West Midlands Village kontra Yorkshire Whites, czyli nazw drużyn właśnie w tej grze, które – przez to, że PES nie posiada zbyt wielu licencji – zostały zmyślone. Herb The Villans również zmieniono na ten, który możemy obserwować w grze.

Na następne dekady?

10 tysięcy ankietowanych, rygorystyczna praca, spotkania z legendami i obecnymi członkami klubu – to będzie herb na następne sto lat – napisała oficjalna strona klubu. Na szczęście te sto lat miało postać dwóch dni, bo już wrócono do dawnej wersji, co fani przyjęli z olbrzymim entuzjazmem. Wcześniej pisali petycje (pięć godzin po opublikowaniu komunikatu przez klub podpisało ją ponad 30 tysięcy kibiców), błagali na portalach społecznościowych i pisali listy, by ktoś w klubie się opamiętał.

Historia zakończyła się happy-endem, bo włodarze klubu potrafili się do błędu przyznać. Ich postawa może mieć ogromne znaczenie dla wielu następnych klubów. Reakcja fanów dała jasny przekaz: nie chcemy, by piękna historia była zastępowana nowoczesną nijakością.

Takiego weta nie postawiono w Juventusie, czego jednym z efektów jest właśnie próba unowocześniania najważniejszych znaków graficznych wszystkich klubów. Trochę na siłę, bo większość z nich odświeżenia nie potrzebuje. Być może w przyszłości technika będzie tak rozwinięta, że na obecne herby patrzyć będziemy, jak na hieroglify w egipskich jaskiniach? Obecnie jednak jeszcze potrafimy rozróżnić, z czym dobrze jest się identyfikować, a które logo rysowane było w Paintcie i dobrze byłoby je zmienić.

Konserwy

Historia Leeds kończy się dobrze, bo postanowiono jeszcze raz przebadać sprawę. Chociaż herb będzie odświeżany – co powinno pewnie nastąpić, bo obecny ma gradient rodem z microsoftowego Word Art – to jednak ten następny ma zostać przy tematyce futbolowej i nawiązywać do trzykrotnego mistrza Anglii, występującego obecnie w Championship.

Kiedyś byłem świadkiem bardzo ciekawej dyskusji, w której osoba nowoczesna i propostępowa przerzucała się argumentami z zatwardziałym i siermiężnym na pierwszy rzut oka konserwatystą. Ten drugi wygrał całą dyskusję jednym zdaniem, które mocno zapadło mi w pamięć: – Może mnie pan nazywać konserwą i pewnie nią jestem, ale tak naprawdę w głębi duszy pragnę nowoczesności i postępu tak jak pan. Wie pan jednak, czym się różnimy? Tym, że pan bierze wszystko nowe jak leci, a ja sprawdzam najpierw, czy jest lepsze od starego.

Sprawdzajmy, czy nowe naprawdę jest lepsze, bo te słowa nie mają jednakowego znaczenia. Kiedyś robiono lepsze pralki, samochody, odkurzacze i kuchenki, bo ludziom przyświecał jeden cel: żeby służyły jak najdłużej. Dziś czasy się zmieniły, a wszystko ma termin ważności. Dlaczego? Bo zmieniła się optyka. Teraz nie ma służyć długo, tylko klient ma wrócić do sklepu i kupić jeszcze raz. Biznes, jakkolwiek idiotyczny i krótkowzroczny by nie był, się kręci.

Nie chcę porównywać herbów do odkurzaczy, bo te pierwsze są naturalnie poddane co jakiś czas „zabiegom piękności”. Zostańmy jednak przy delikatnym makijażu, który poprawi jego wygląd, a nie wszczepieniu tony kwasów i silikonów. Zwykle po takich ciężkich operacjach plastycznych piękne kobiety zamieniają się w botoksowe potwory, na które nie da się patrzeć. A przecież na herb nie tylko patrzeć będą, ale i trzymać w sercu.

BARTŁOMIEJ STAŃDO