Sławomir Majak: Trzeba skończyć z tym dziadostwem

Sławomir Majak to mistrz Polski i uczestnik rozgrywek Ligi Mistrzów z Widzewem, Piłkarz Roku 1997 w plebiscycie Piłki Nożnej, a także wielokrotny reprezentant kraju. Kibice RTS pamiętają go doskonale, gdyż był autorem wielu bardzo ważnych bramek: między innymi tej kontaktowej na Łazienkowskiej, która doprowadziła do największego come-backu w historii polskiej piłki klubowej i odmieniła losy mistrzowskiego tytułu. Dziś z pozycji byłego piłkarza patrzy z niepokojem na grę łódzkiego klubu, który przegrał 3:4 z Górnikiem Polkowice.

Dwie dekady temu pańska akcja sprawiła, że Tomasz Zimoch, wszyscy kibice Widzewa i cała, dobrze życząca Widzewowi piłkarska Polska wpadła w ekstazę. Gol zdobyty w końcówce meczu z Brodnby dał RTS grę w Lidze Mistrzów. Dziś pańscy młodsi następcy nie zdołali wyrównać z Górnikiem Polkowice na trzecim poziomie rozgrywkowym, a w pewnym momencie przegrywali już 1:4. Dlaczego?

Trudno zdiagnozować problem nie będąc w szatni, w środku drużyny. To, co oglądamy w tym roku nie napawa jednak optymizmem. Tak nie może grać Widzew. Od dawna słyszę, że to wszystko przez presję, pełne trybuny. Teraz po przerwie po pandemii nie było kibiców, nie było presji – to przeszkadzały znów puste trybuny. Nie rozumiem tego. Podkreślę też na samym początku: mówię z perspektywy byłego piłkarza i uważam, że mam do tej opinii prawo. Nie z perspektywy trenera, który czyha na stołek. Ten swoją drogą jest bardzo niestabilny. Marcin Kaczmarek jest bodajże dziewiątym trenerem od reaktywacji klubu, która miała miejsce pięć lat temu.

Od tamtej pory nie było jeszcze sezonu, w którym Widzew miałby na jego przestrzeni tego samego trenera.

Dokładnie, potrafiono zwolnić Marcina Płuskę po pierwszej porażce od 33 spotkań, Przemysława Cecherza po pierwszej kolejce sezonu, Franciszka Smudę przed ostatnią kolejką, a Zbigniew Smółka nie zdążył poprowadzić zespołu w ani jednym meczu. Nie „poluję” więc na ten stołek, bo wygląda, jakby nie stał on na czterech, a na dwóch nogach. Bardzo łatwo z niego spaść. I może to też jest problem Widzewa? Teraz wygląda na to, że Marcin Kaczmarek ma zaufanie władz, którego nie podkopała kolejna porażka. I to z jednej strony jest bardzo dobre. Tylko czy z takim budżetem i takimi zawodnikami Widzew powinien się tak prezentować? Mam wątpliwości. Oczywiście, Widzew jest liderem. Na tę chwilę to najważniejsza rzecz.

Pełna zgoda, choć mam wrażenie, że potencjał i możliwości klubu nie są w pełni wykorzystywane. Widzew nie zdominował ligi tak, jak powinien. Zdarzają się ostatnio niewytłumaczalne wpadki: ze Skrą, Legionovią, Górnikiem Polkowice… Dlaczego?

Jedną z przyczyn jest dobór zawodników. Na nich samych nie można zwalać całej winy. Ktoś ich wybrał, ściągnął na Piłsudskiego, zapłacił im niemałe pieniądze. Nie zrobili tego sami. Nie chodzi o to, żeby teraz wskazywać palcem na trenera Kaczmarka, prezes Pajączek czy dyrektora Pawlaka. Trzeba się jednak zastanowić, co poszło nie tak. Ktoś musi uderzyć pięścią w stół i skończyć z tym dziadostwem, bo Widzew nie może przegrywać w ten sposób. Brakuję mi w tym wszystkim charakteru, a przecież z tego słynął ten klub. Kibice tutaj zawsze oczekiwali walki. Nie widzę jej w zachowaniu drużyny na przykład przy straconych bramkach w Polkowicach.

Z przodu było nieco lepiej – Rafał Wolsztyński godnie zastąpił Marcina Robaka, strzelając trzy bramki.

Pojawia się pytanie: czy nie mogliby grać we dwóch? Dlaczego Wolsztyński gra tak niewiele, skoro strzela tak często?

Odkąd zapewnił zwycięstwo ze Stalą Stalowa Wola (0:1), zdobył osiem bramek w 343 minuty. Średnio strzela częściej niż jedną bramkę na połowę meczu, bo do pokonania bramkach od tamtej pory potrzebuje przeciętnie niespełna 43 minut.

No właśnie. Nie jestem przekonany, że nie mogliby tworzyć duetu napastników. Zwłaszcza, że Wolsztyński w meczu z Górnikiem Polkowice strzelił trzy bramki, a mógł jeszcze więcej. Jest aktywny, ma umiejętność odnalezienia się w polu karnym. Nie chcę jednak wchodzić w kompetencje trenera Kaczmarka. On podejmuje najlepsze jego zdaniem decyzje dla zespołu, ma go w treningu, może zobaczyć i wiedzieć więcej niż my. Oglądając jednak zespół Widzewa z zewnątrz, nie można być z tego stylu prezentowanego w tym roku zadowolonym. Zwłaszcza po powrocie do gry.

Koronawirus przeszkodził Widzewowi?

Przerwa spowodowana pandemią nie może być wymówką, bo każdy miał ją dokładnie taką samą. Dla Skry Częstochowa, Legionovii Legionowo czy Górnika Polkowice sezon zatrzymał się w marcu dokładnie tak samo, jak dla Widzewa. I dokładnie tak samo w czerwcu wrócił.

W ubiegłym sezonie Widzew po 28. kolejce zajmował miejsce gwarantujące bezpośredni awans z dwupunktową przewagą. Teraz ta wynosi tylko punkt więcej, choć co prawda nad wprowadzonymi w tym sezonie barażami. Kibicom mogą się zacząć śnić koszmary z ubiegłego sezonu, czy też obawy przed brakiem awansu to zbyt duża doza pesymizmu?

Widzew musi się obudzić, bo terminarz nie jest łatwy. Elana Toruń, Pogoń Siedlce, Stal Stalowa Wola i Znicz Pruszków walczą o utrzymanie i zagrają o punkty, które są im potrzebne jak tlen. Są też mecze z drugim GKS Katowice i czwartą Resovią. Nie będzie łatwo – zwłaszcza, że Widzew nie zachwyca. Nawet po wygranych meczach z Garbarnią Kraków i Lechem II Poznań nie można było powiedzieć, że widzewiacy wyszli, stłamsili rywala, wygrali wysoko i poszli pod prysznic. Jak na lidera przystało. Albo: jak na Widzew przystało.

W czasie kariery był pan przesądny?

Raczej nie. Nie robiło mi różnicy, czy się ogolę przed meczem, czy nie… Do czego pan zmierza?

Drużyna Widzewa w przesądy wierzy. Nawet w meczu na własnym stadionie zrezygnowała z podstawowego, czerwonego koloru i zagrała na biało, bowiem ten trzeci komplet strojów miał przynieść jej szczęście. Nie świadczy to pana zdaniem o pewnym problemie mentalnym, skoro wiara w siebie jest niewystarczająca?

Teraz bardzo często mówi się o mentalności. Są nawet trenerzy przygotowania mentalnego. Wiem, że czasy się zmieniły. Pokazał to dobitnie powrót trenera Smudy do Łodzi, który zetknął się z zupełnie innymi ludźmi niż w czasach Ligi Mistrzów. Dla mnie to nie do pomyślenia, że zawodnik Widzewa może mieć problem z tym, że ktoś na niego nakrzyczy, że będzie wymagał. Znów wracamy do doboru zawodników. Ci ściągani do Widzewa muszą być odpowiednio selekcjonowani pod względem charakterologicznym. Latem co prawda sprowadzono piłkarzy doświadczonych, którzy mają mnóstwo występów w Ekstraklasie, ale i tak coś nie gra. Nie chcę wchodzić w niczyje kompetencje i oceniać taktyki, stałych fragmentów czy przygotowania motorycznego. Z pozycji byłego piłkarza i kibica widzę jednak, że podejście do gry w Widzewie nie jest odpowiednie. Mam nawet wrażenie, że niektórzy piłkarze mogą mieć problem z nadwagą i do końca nie jest to kontrolowane.

 

Zastanawiam się też, czy nowy zespół aż tak bardzo odbiega od tych poprzednich? W bramce Wolański i Pawłowski to od początku Reaktywacji piłkarze, którzy popełniają najmniej błędów na boisku. Obrona? Czym się różni gra Widzewa, gdy w jego koszulce biegał Tlaga, Zieleniecki, Kostkowski czy Kozłowski od tej z Wołąkiewiczem, Kosakiewiczem, Pięczkiem, Kordasem czy Tanżyną? Czy pomoc z Ojamą, Radwańskim, Gutowskim, Możdżeniem i Poczobutem góruje nad rywalami bardziej niż robili to Michalski, Mąka, Kazimierowicz i Kristo? Największa różnica jest w ataku, gdzie mamy Wolsztyńskiego, Kitę i Robaka, ale takiego Millera czy Świderskiego bronią w tym sezonie 2. Ligi statystyki.

Ostatnio na Twitterze publikowałem liczbę bramek z gry w tym sezonie drugiej ligi. Marcin Robak zdobył dziewięć takich bramek. Tyle samo, co… Daniel Świderski, zaś dwie więcej od Michała Millera. Statystyka może szokować zwłaszcza, że przecież wszyscy zdajemy sobie sprawę z klasy kapitana Widzewa.

Marcin w tym sezonie zdecydowanie nie jest osobą, która zawodzi. Jako kapitan ciągnie wózek, w sumie ma 19 bramek. Michał i Daniel, których zresztą miałem przyjemność prowadzić w Ełku i Drwęcy, też jednak radzą sobie nieźle. Wie pan, gdzie widzę największą różnicę między tamtym zespołem a obecnym? W koszcie utrzymania. Obecni piłkarze zarabiają trzy raz więcej, ale czy dają trzy razy większą jakość? Nie w przypadku Robaka, ale ogólnie – pomimo większych nakładów finansowych nie otrzymano odpowiednio większej jakości. Na przykład Mateusz Możdżeń miewa dobre mecze, ale z Górnikiem Polkowice ciągle grał wszerz boiska. Przepraszam, ale wszerz to mógłbym sam grać w tym wieku, gdybym się dobrze rozgrzał i trochę przygotował.

Wiadomo, że Wielkiego Widzewa z lat 80 czy 90 nie można porównywać z obecną drużyną. Jedną z największych różnic wyraźnie dostrzegłem ostatnio. Chociaż po wygranej z rezerwami Lecha Poznań odmieniano słowo „charakter” przez wszystkie przypadki, to ostatnie dziesięć minut było pozorowaniem gry, udawaniem fauli, nieporadnym utrzymywaniem piłki w narożniku. Jedna, wielka kradzież czasu. Przed własną publicznością. W waszej drużynie: nie do pomyślenia.

Nie chciałbym porównywać meczu z Górnikiem Polkowice choćby do meczu z Legią z 1997 roku. Widzew grał wtedy w Warszawie, przy ogromnym ciśnieniu, kaliber tego spotkania wszyscy znamy. To był mecz o mistrzostwo Polski i prawo gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów, a nie gra o drugoligowe punkty. Tym bardziej dziwi zachowawcza postawa Widzewa z dzieciakami z Poznania. Faktycznie, u nas tendencja była raczej odwrotna.  W ostatnich minutach to my się rozpędzaliśmy, wrzucaliśmy kolejny bieg, chcieliśmy strzelać kolejne bramki aż do momentu, w którym sędzia zagwiżdże po raz ostatni. Nikt nie grał na czas – tylko do momentu, aż ten czas dobiegnie końca. Taka gra przynosiła efekty, takiej gry oczekiwali też kibice. Teraz chyba są nieco zniecierpliwieni. Widzew po powrocie strzelił 11 bramek i stracił 11 bramek. Zdobył mniej punktów niż Bytovia, Legionovia, Olimpia Elbląg czy Błękitni. Tylko trzy drużyny w całej lidze punktowały gorzej. Tak dalej być nie może. Nie za takie pieniądze, nie w takim klubie jak Widzew.
BONUS 1000PLN + 500PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

Mówił pan na początku o tym, że najpierw tłumaczono to presją trybun, a ostatnio – brakiem publiczności. Coś w tym jednak może być. Spotkałem się z opiniami, że obecny zespół owszem, wytrzymuję presję, ale za to nie radzi sobie z motywacją. Pełny stadion nie plącze im nóg, ale piknikowa atmosfera – za bardzo rozluźnia, uwydatnia braki w koncentracji.

Pamiętam mecz z Legią w Pucharze Polski jesienią ubiegłego roku, gdzie ręce same składały się do oklasków, chociaż przecież mówimy o porażce. Przegrać jednak z Legią, która zdobędzie w tym roku mistrzostwo Polski, a z Górnikiem Polkowice – to duża różnica. Między tymi meczami ogromna była też różnica w nastawieniu zespołu do spotkania. Być może należy zmienić sposób finansowania zawodników? Nie dawać ogromnych pieniędzy za samo bycie w klubie, a pójść w kierunku premiowania za osiągnięcie sukcesu? W wielu klubach, nie tylko zachodnich, pieniądze można zarabiać choćby na zasadzie tzw. „wejściówek”. Chodzi o to, by podnosić pieniądze z boiska. Wydaje mi się, że zawodnicy przychodzący do Widzewa są zbyt rozpieszczani finansowo. Może dlatego czują się nasyceni? I wygląda to tak, jak wygląda? Moim zdaniem lepiej zapłacić niższą pensję, a większą premię. Zawodnik musi cały czas być zmotywowany – i grając z Legią, i z Górnikiem Polkowice. Nie może być nasycony.

Łódzki Klub Sportowy spadł z Ekstraklasy do 1. Ligi i jeśli wszystko pójdzie zgodnie z widzewskim planem, w przyszłym roku będziemy mieli derby Łodzi.

Warto, by przed nimi Widzew nauczył się czegoś na błędach lokalnego rywala. Kilka dni temu czytałem wywiad z legendą ŁKS-u. Jacek Ziober oceniał w nim sytuację na Al. Unii. Oczywiście, prezes Salski i dyrektor Przytuła awansowali z 3 ligi do Ekstraklasy, ale momencie, gdzie powinni zwiększyć nakłady finansowe – postanowili dać szansę zawodnikom z niższych lig i z klubów, o których nikt nie słyszał. Już wiedzą, że to nie jest dobra droga. W trakcie sezonu chcieli to skorygować, ale się pogubili. Zmiana trenera Moskala w momencie trwania pandemii to było nieporozumienie. Wydawało się, że obdarzono trenera zaufaniem i pozwoli mu się zrehabilitować na zapleczu Ekstraklasy nawet po spadku. Tak się nie stało. Widzew? Najpierw musi doprowadzić do tych derbów, czyli awansować. Dalej uważam, że Marcin Kaczmarek to fajny i inteligentny facet, a ponadto dobry fachowiec. Bardzo szybko musi jednak znaleźć receptę na to, co dzieje się w szatni i na boisku. Najbliższe kilka dni może zadecydować o tym, czy Widzew umocni się na pozycji lidera, czy będzie musiał na poważnie myśleć o meczach w barażach. Miejmy nadzieję, że drużyna pokaże jaja i wyjdzie z tych problemów obronną ręką. Tego sobie, kibicom i klubowi życzę.

fot. WidzewToMy.net

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem