Skoki narciarskie: Stoch drugi na koniec sezonu, Polacy klasą samą w sobie!

    Koniec. Meta. Finito. Trzeba powiedzieć szczerze – zleciało. Jeszcze niedawno zapowiadaliśmy sezon, a dziś skoczkowie mogą w końcu narty wynieść na strych. Niedzielnym jednoseryjnym konkursem w Planicy skończyliśmy sezon 2016/2017, który był dla nas wyjątkowy. Tyle powodów do radości, co mieliśmy w tej kampanii, nie było chyba jeszcze nigdy wcześniej. By za 50 lat mówić o sezonie absolutnie wyjątkowym powinniśmy dziś dwukrotnie wysłuchać Mazurka Dąbrowskiego. Wysłuchaliśmy go raz i – prawdę powiedziawszy – specjalnie nad  tym nie ubolewamy.

    Stefan Kraft najlepszym skoczkiem indywidualnie, Polacy najlepsi w rywalizacji drużynowej. To są zdecydowanie najważniejsze informacje, na które czekaliśmy od samego rana. W zasadzie to potrzebowaliśmy tylko potwierdzenia tego, co musiało się wydarzyć. Teoretycznie wszystko miało prawo się jeszcze stać, posługując się językiem piłkarskim “wszystko możliwe dopóki piłka w grze”, ale nie, w tej sytuacji wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły jasno: ani Kraft, ani polska drużyna, nie wypuszczą z rąk już tego zwycięstwa.

    Podsumowując: tak wygląda klasyfikacja generalna Pucharu Świata w sezonie 2016/2017:

    A tak wyglądała klasyfikacja w Pucharze Narodów. Po raz pierwszy Polacy zajęli w niej pierwsze miejsce.

    My pamiętamy dokładnie 2002 rok, a konkretnie igrzyska olimpijskie w Salt Lake City. Niemcy o zaledwie 0,1 punktu pokonywali Finów, a Polacy zajęli szóste miejsce, które było wtedy przyjęte jako wielki sukces. Dziś nasi skoczkowie we wszystkich sześciu konkursach drużynowych tego sezonu stawali na podium, co nie udało się nikomu innemu. Podczas mistrzostw świata w Lahti wygraliśmy bezapelacyjnie, co było – kto wie – być może największym sukcesem polskich skoków w historii tej dyscypliny sportu. Jako drużyna, która podczas poprzednich mistrzostw zdobywaliśmy brąz, nie mieliśmy prawa wspiąć się jeszcze wyżej w światowej hierarchii. Mogliśmy, zrobiliśmy to. Dziś wyznaczamy standardy i jesteśmy wzorem dla wszystkich młodych adeptów skoków narciarskich. Jesteśmy postrzegani na świecie w ten sam sposób co Niemcy 15 lat temu.

    Czy to był sezon dla nas idealny?

    Z pewnością nie. Kamil Stoch wygrał Turniej Czterech Skoczni, drugi był Piotr Żyła, a czwarty Maciej Kot. Czy można chcieć czegoś więcej? Trudno jest się przyczepić do czegokolwiek. Na mistrzostwach świata jednak indywidualnie mogło być nieco lepiej. Mimo że nasi zawodnicy naprawdę prezentowali znakomity poziom, to wielu kibiców czuło lekki zawód. Brąz Piotra Żyły, mimo że niespodziwany i sensacyjny, nieco uratował polskich skoczków. Pomijamy w tym momencie skoki drużynowe, bo to zupełnie inna historia.

    Do tego Puchar Świata. Przez to, że Kamil Stoch tak długo przewodził w stawce, nasze apetyty na zwycięstwo w generalce były spore. Zwłaszcza że sam skoczek podkreślał, iż jego celem jest zdobycie Kryształowej Kuli. Tuż przed mistrzostwami świata formą błysnął Kraft, który najpierw dogonił, a potem wyprzedził naszego reprezentanta. Zwycięstwo Stocha w Vikersund przed tygodniem jeszcze dawało nadzieję, że to może się udać. Niestety, Kraft wygrał w Planicy dwukrotnie i zgarnął główne trofeum. Stoch zajął drugie miejsce.

    Czy to był najlepszy sezon w historii polskich skoków? Jeden z najlepszych – to na pewno. Jesteśmy zbudowani postawą naszych reprezentantów i czekamy już z niecierpliwością na sezon olimpijski. Złoty medal w drużynie byłby czymś spektakularnym. Jesteśmy dziwnie spokojni, że uda nam się go zdobyć.

    Dziękujemy!

    Komentarze