Skoki narciarskie: Katastrofalny sezon kadry B

Zdjęcie tytułowe: kadr z wywiadu portalu skijumping.pl

W najbliższy weekend nastąpi zakończenie tegorocznego sezonu Pucharu Świata w skokach narciarskich. Bez względu na to, czy Kamil Stoch wygra klasyfikację generalną czy nie, jest to najlepszy rok w polskich skokach od bardzo dawna. Wreszcie powstała drużyna z prawdziwego zdarzenia, która nie ma sobie równych (mistrzostwo świata).

Niestety zupełnie inaczej sytuacja wygląda na zapleczu pierwszej reprezentacji. Tam dawno nie było tak źle, jeśli chodzi o rezultaty osiągane w Pucharze Kontynentalnym. Adam Małysz, w jednej z niedawnych rozmów z dziennikarzami powiedział, że udało się już ustalić przyczyny takiego stanu rzeczy i od startu przygotowań tej grupy do kolejnego sezonu ma już być lepiej.

Potrzebna jest chyba jakaś zmiana mentalna, ponieważ jak czytamy takie wypowiedzi Aleksandra Zniszczoła, to nie widzimy w nich woli walki o lepszą formę: „To mnie bardzo uderzyło. Zamiast na Turniej Czterech Skoczni pojechałem na kolejne konkursy do Engelbergu. Przed świętami byłem w tym samym miejscu na zawodach Pucharu Świata i bardzo się tam męczyłem. Nie skakało mi się tam dobrze. Nie potrafiłem sobie poradzić z tą skocznią. Kilkanaście dni później znowu wylądowałem w tym samym miejscu.

Tym razem jednak w Pucharze Kontynentalnym. Błędy, jakie tam popełniałem, nawarstwiły się. Poza tym po raz kolejny znalazłem się pod skrzydłami innego trenera. Przerabiałem to już w poprzednim, słabym dla mnie, sezonie. Nagle zacząłem otrzymywać od trenerów mnóstwo informacji dotyczących błędów niemal w każdym elemencie. W pewnym momencie przestałem się orientować w tym, co powinien w ogóle robić.” – powiedział skoczek w serwisie eurosport.onet.pl.

W tej wypowiedzi są same narzekania. Co gorsza, Zniszczoł sam sobie zaprzecza, bo z jednej strony podłamało go to, że nie pojechał na Turniej Czterech Skoczni, ale sam przyznaje, że na ostatnich zawodach przed tą imprezą „strasznie się męczył”, czyli skakał fatalnie. To co? Trener miał go wziąć na wycieczkę na najbardziej prestiżowy turniej?

Dodatkowo, zawodnik był zdziwiony, że trenerzy dostrzegają jego błędy. Nam się wydaje, że gorzej by było, gdyby Zniszczoł dalej skakał „na bulę”, a szkoleniowcy nie byliby w stanie wskazać przyczyn takiego stanu rzeczy.

Sam sztab kadry B na pewno też nie jest bez winy. Jeśli skoczkowie jadą na zawody „z nadwagą” i nie potrafią sami siebie przypilnować, to znaczy, że nie mają wielkiego szacunku do trenerów. Prawdopodobnie w tej grupie brakuje dyscypliny. Taką wprowadził Stefan Horngacher. Z kolei Robert Mateja przyznaje, że jest zbyt łagodny:

Może pozwoliliśmy zawodnikom na zbyt wiele. Daliśmy im palec, a oni wzięli całą rękę. Jestem człowiekiem, który idzie na kompromisy. Dlatego poprzez rozmowę dochodziliśmy do wielu rzeczy. Kłótniami niczego przecież się nie zwojuje.” – powiedział w rozmowie z eurosport.onet.pl.

Ech…trenerze, chyba trzeba pokazać „jaja” i zacząć bardziej kontrolować swoich podopiecznych. W przeciwnym wypadku pieniądze wykładane na tę grupę ludzi są stracone. Zasady powinny być postawione jasno: Albo nastąpi znacząca poprawa wyników w kolejnym sezonie, albo niech wszyscy szukają sobie nowego życiowego zajęcia.

Komentarze