Skoki narciarskie: Cichy bohater, Stefan Horngacher

    Wczoraj pisaliśmy tekst, w którym pokrótce wymieniliśmy największe sukcesy, jakie polscy skoczkowie odnieśli w tym sezonie. Było się z czego cieszyć i tak naprawdę rozpoczęliśmy dyskusje na temat tego, czy kampania, które zakończyła się wczoraj w Planicy była najlepszą w naszym wykonaniu. Dyskusja to trudna, bo i powodów do radości w ostatnich latach mieliśmy co niemiara. Mało mówi się jednak o ojcu naszych tegorocznych triumfów, czyli o Stefanie Horngacherze.

    “Nigdy nie myślimy o rezultatach, myślimy o ulepszaniu, technice skoków. Więcej jakości, więcej stabilności. To jest najważniejsze. Jeśli zrobimy to we właściwy sposób, rezultaty będą naturalnym następstwem- powiedział nam trener podsumowując swój pierwszy rok pracy. Nie mogę powiedzieć by ci czy inni spisali się lepiej. Zrobiliśmy postęp jako cała drużyna, jeden zespół. Wszyscy skakali na wysokim poziomie. Mieliśmy dwóch zwycięzców zawodów Pucharu Świata, trzech zawodników stawało na podium. Nie wyróżnię nikogo.”

    Tak w kilku zdaniach skomentował ten sezon na łamach serwisu www.skijumping.pl trener naszych skoczków. “Drużyna” – to słowo podczas wszystkich zawodów w kampanii 2016/2017 powtarzał jak mantrę. Trzeba przyznać, że to właśnie kolektyw był naszą najsilniejszą bronią w ostatnich miesiącach. Coś, co jeszcze za czasów Adama Małysza było naszą największą bolączką, czyli zespół, w którym kilku zawodników walczy o czołowe miejsca w Pucharze Świata, teraz było naszą wizytówką. Polacy po raz pierwszy w historii wygrali Puchar Narodów. We wszystkich sześciu konkursach drużynowych tej zimy stawali na podium, co nie udało się żadnej innej reprezentacji. W Lahti Biało-czerwoni wygrali tak pewnie, że trudno jest znaleźć w ostatnich latach bardziej jednostronną rywalizację podczas wielkiej imprezy.

    Musimy powiedzieć szczerze, że nieco ponad rok temu, a dokładnie 24 marca 2016 roku, kiedy to Horngacher podpisywał kontrakt z polską federacją, mieliśmy obawy, czy to aby na pewno dobre posunięcie. Łukasz Kruczek, który sprawował funkcję trenera naszej kadry przez 8 sezonów wydawał się być idealną osobą do tego, by kontynuować to w kolejnych latach. Polski Związek Narciarski wraz z Kruczkiem doszli jednak do porozumienia, że ich drogi muszą się rozejść. Kadra pod jego opieką nie jest już w stanie wykrzesać z siebie więcej jakości. Rok przedolimpijski jest idealnym momentem na eksperymenty. Od razu na horyzoncie pojawił się plan, by drużynę przejął zagraniczny szkoleniowiec. Wybór padł na Stefana Horngachera.

    Horngacher miał już wcześniej do czynienia z polskimi skoczkami.

    W sezonach 2004/2005 i 2005/2006 Horngacher opiekował się kadrą B polskich skoczków. Na swoim koncie ma również sukces na mistrzostwach świata, gdyż podczas rywalizacji juniorów w Roveniemi w 2005 roku Biało-czerwoni zajęli drugie miejsce. W skład naszej ekipy wchodzili wtedy Paweł Urbański, Wojciech Topór, Piotr Żyła i Kamil Stoch. Po dwóch latach spędzonych w kraju położonym nad Wisłą przeniósł się do Niemiec, by tam opiekować się drugą drużyną w tamtym kraju. Chwilę później został pierwszym trenerem i prywatnym opiekunem Martina Schmitta. Chwilę później był asystentem Wernera Schustera w kadrze Austriaków, by przed rokiem przenieść się do Polski. Kontrakt z PZN podpisał na dwa lata i obowiązuje on do 1 maja 2018 roku.

    Cel postawiony przed Stefanem Horngacherem.

    Na pewno przywrócić dawny blask Kamilowi Stochowi, który przed rokiem miał spore problemy i sezon w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata ukończył dopiero na 22. miejscu. Rok przed igrzyskami to odpowiedni moment na wdrożenie pewnych elementów, które skutek mają przynieść dopiero po czasie – takie zdanie przewijało się w kontekście dwukrotnego złotego medalisty igrzysk olimpijskich bardzo często. Stoch najpierw wygrał Turniej Czterech Skoczni, potem był przymierzany do złota również w Lahti. Zamiast brylować indywidualnie, robił to jednak w drużynie. Kot, Żyła i Kubacki pomogli mu w tym, by sezon, w którym nie udało się zdobyć ani złota na MŚ, ani Kryształowej Kuli uznać za bardzo udany. Widoki na przyszłoroczne igrzyska olimpijskie są więcej jak dobre.

    Horngacher wprowadził do naszej reprezentacji jakość, spokój i pewność siebie. Był sternikiem, który skrupulatnie, krok po kroku, prowadził naszą kadrę do zwycięstwa. Za pierwszy, premierowy, ale bardzo duży sukces, jakim niewątpliwie jest zdobycie Pucharu Narodów należą się wielkie brawa. Teraz czas na zasłużony odpoczynek, a my już w kalendarzu kreślimy kolejne daty weekendów, które spędzimy w towarzystwie skoków narciarskich. Mamy wrażenie, że z takim trenerem na igrzyskach olimpijskich również możemy brylować i święcić spektakularne sukcesy.

    Komentarze