Skandaliczna wypowiedź trenera Lecha. Poniżył swoich kibiców i… stadion

Wydawało się, że mówiący okrągłymi słowami i stosujący typowo piłkarski, często nudny slang trener Dariusz Żuraw nie będzie w stanie zaskoczyć nikogo nawet po przegranym meczu z Legią Warszawa przy Łazienkowskiej. Kibiców "Kolejorza" jednak bardzo mogło zaboleć jedno zdanie - wypowiedziane zwłaszcza w kierunku znienawidzonego rywala...

Lech Poznań w Warszawie prowadził już 1:0 po bramce Darko Jevticia, ale ostatecznie musiał przełknąć porażkę. Ta smak miała wyjątkowo gorzki, bo mowa przecież o starciu, które dla kibiców ze stolicy Wielkopolski jest czymś więcej niż tylko meczem o trzy punkty. Stawką jest prestiż, honor, pstryczek w nos wroga…

Pamiętamy Nenada Bjelicę, który po ważnym meczu z Legią był mocno zdenerwowany, gdy udzielał wywiadu w Canal+ Sport. Dariusz Żuraw tuż po końcowym gwizdku zachowywał stoicki spokój. – Odpoczywamy jutro i przygotowujemy się do meczu z Zagłębiem Lubin – te słowa doskonale oddają przebieg niemal całej rozmowy z Darią Kabałą-Malarz. Może z małym wyjątkiem na komentarz drugiej bramki Legii, strzelonej przez Rosołka, który również brał udział w wywiadzie. – Nawet nie wiedziałem, kto tę bramkę strzelił, więc gratuluję – zwrócił się do siedzącego obok piłkarza, przyznając się niejako do niezbyt dokładnego przygotowania się do meczu.

Petardę odpalił dopiero później. Zgadujemy, że nie był to zabieg zamierzony, ale to nie zmienia szoku, jaki mogli odnieść kibice z Bułgarskiej. Tłumacząc porażkę w pewnym momencie trener Lecha powiedział o swoich zawodnikach i presji, z jaką zmierzyli się w prestiżowym meczu z Legią:

„Co niektórzy widzą taki stadion z taką publicznością pierwszy raz w życiu.”

Nie chcieliśmy uwierzyć w niektóre twitty z tą wypowiedzią od fanów, którzy wyciągnęli ją na światło dzienne. Wśród części kibiców się zagotowało – nie wśród wszystkich, bo zgadujemy, że wielu z nich wyłączyło ze złości telewizor po gwizdku kończącym przegrane spotkanie. Nie pisało się o niej w mediach – są jednak tacy, którzy o niej pamiętają i domagają się przeprosin. Chodzi o ten fragment rozmowy:

Taki – to znaczy jaki? Żuraw ni mniej, ni więcej stwierdził, że stadion Legii może robić większe wrażenie od tego przy Bułgarskiej (choć ma mniejszą pojemność…), a co najgorsze dla kibiców: że przy takiej publiczności, jaka była przy Łazienkowskiej niektórzy jego piłkarze nigdy nie grali. To jaka jest na Lechu? Gorsza? Mniejsza? Mniej głośna? Mniej fanatyczna? Jest to wypowiedź co najmniej niefortunna, choć nazywając rzeczy po imieniu trzeba byłoby użyć innych słów.

Fatalna. Skandaliczna. Niesmaczna.

Nie wiemy, czy jest sens w ogóle rozwijać to, dlaczego trenerowi Lecha Poznań nie wypada nie tylko tak powiedzieć, ale nawet pomyśleć. Dariusz Żuraw już dał jednak się poznać z tego, że wielkich ambicji po nim spodziewać się raczej nie można. W końcówce ubiegłych rozgrywek – tracąc pięć punktów do miejsca gwarantującego europejskie puchary na siedem meczów z bezpośrednimi rywalami do końca – zamiast pobudzić wszystkich do spięcia się na wyżyny umiejętności i ambicji na finiszu sezonu, wypalił: „Musimy jakoś dograć ten sezon do końca”.

Pytanie, jakie zadaje sobie każdy kibic Lecha brzmi: dlaczego w klubie, który od kilku lat choruje na minimalizm, zatrudniono tak „przeambitnego” i „odważnego” trenera? Odpowiedzi można szukać w zdaniu prezesa Karola Klimczaka, który przed sezonem mówił, że „nie zadeklaruje mistrzostwa, bo to byłoby głupotą albo kłamstwem”. – Zdecydowaliśmy się na kontynuowanie współpracy. Widzimy bowiem, że trener ma swój pomysł na grę i stara się go konsekwentnie realizować – to również słowa prezesa klubu z 70-milionowym budżetem w lidze, którą wygrywa Piast Gliwice z budżetem trzykrotnie mniejszym.

W Poznaniu powiesili sobie poprzeczkę na wysokości kostek i choć poziom gry poznaniaków faktycznie oscyluje w tych okolicach, trudno mówić o jej strąceniu. „Kolejorz” zajmuje 8. miejsce, zdobył w tym sezonie połowę punktów możliwych do zdobycia (18 na 36). Wygrał pięć razy, cztery raz przegrał, trzy zremisował.

Przypomnijmy: mówimy o klubie, który – wbrew słowom Żurawia – ma świetny stadion i fanatycznie wspierającą klub publiczność, która od jakiegoś czasu „ma k…a dosyć”, ale i tak dopinguje Lecha. Mimo że w klubie nie wszystko jest tak, jak należy – czyli na miarę możliwości, które w stolicy Wielkopolski są ogromne. A już na pewno większe, niż rola średniaka polskiej Ekstraklasy z trenerem, który tuż po przegranym meczu chwali kibiców odwiecznych rywali, tym samym deprecjonując tych z ul. Bułgarskiej w Poznaniu…

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem