Skała, która w końcu pękła. Remis Lecha z Wisłą w szlagierze kolejki

Mieliśmy po tym meczu przygotowany tekst, w którym nawiązywalibyśmy do najsłynniejszych meczach piłkarskich w historii, podczas których to drużyny o żelaznej defensywie wygrywały mecze i wielkie turnieje. Mieliśmy już z tyłu głowy finał Ligi Mistrzów z 2012 roku, gdy Chelsea ograła Bayern, cofnęliśmy się do 2004 roku, kiedy to Grecja opędzlowała całe Euro bazując na defensywie, grze z kontry i bitych z chirurgiczną precyzją stałych fragmentach gry. I wiecie co? Darko Jevtic wszystko nam popsuł jakieś 20 sekund przed gwizdkiem kończącym spotkanie.

Mieliśmy po tym meczu przygotowany tekst, w którym nawiązywalibyśmy do najsłynniejszych meczów piłkarskich w historii, podczas których to drużyny o żelaznej defensywie wygrywały w spektakularny sposób. Mieliśmy już z tyłu głowy finał Ligi Mistrzów z 2012 roku, gdy Chelsea ograła Bayern, cofnęliśmy się do 2004 roku, kiedy to Grecja opędzlowała całe Euro bazując na obronie, grze z kontry i bitych z chirurgiczną precyzją stałych fragmentach gry. I wiecie co? Darko Jevtic wszystko nam popsuł jakieś 20 sekund przed gwizdkiem kończącym spotkanie.

Zacznijmy od początku. Wisła na pewno faworytem nie była w konfrontacji z Lechem i świadczyły o tym chociażby statystyki dotychczasowych spotkań, które Kolejorz grał u siebie, a Biała Gwiazda w delegacjach. Lech jeszcze w domu nie przegrał, a Wisła częściej musiała uznawać wyższość rywali, niż inkasować punkty. Wiedzieliśmy, że próbkę umiejętności piłkarzy Nenada Bjelicy weryfikuje na ten moment domowe zwycięstwo 3:0 z Legią, ale wiadomo – ta liga jest tak dziwna, że wszystko mogło się wydarzyć. I fakt, działo się od początku bardzo dużo.

W 8. minucie na listę strzelców wpisał się Carlitos, co jest mniej więcej tak samo pewne jak prezenty pod choinką podczas Wigilii. Piękne zgranie z klepki od Kamila Wojtkowskiego i Hiszpan piłkę posłał wprost przy prawym słupku bramki Putnocky’ego przy okazji strącając bidon, który golkiper gospodarzy miał postawiony tuż za bramką. Lech później częściej miał piłkę przy nodze, częściej atakował, szarpał, wrzucał, uderzał w kierunku bramki. W pierwszej połowie mógł zaskoczyć kilkukrotnie, ale za każdym razem brakowało albo nieco precyzji, albo zimnej krwi tuż pod bramką. Oglądaliśmy dobre, szybkie spotkanie, w którym jedna drużyna grała w piłkę, druga grała piłką. Tą drugą była Wisłą, która mądrzej operowała futbolówką, choć tego żadne pomeczowe statystyki z pewnością nie będą w stanie odzwierciedlić.

Carlitos znowu strzelił. Tym razem dało to tylko jeden punkt

Po zmianie stron oglądaliśmy mecz do jednej bramki. Aż do tej 93. minuty i 40. sekundy naprawdę grę Wiślaków w obronie mogliśmy zapisać i pokazywać młodym piłkarzom podczas kursów na grę w defensywie. Przez całą drugą połowę Lech posłał 42 wrzutki w pole karne Wisły, ale wszystko albo wybijali obrońcy, albo łapał pewnie Buchalik. W ogóle mamy wrażenie, że bramkarz Wisły zasłużył dziś możliwie najwyższą notę i rozegrał jeden z najlepszych meczów w swojej karierze. Niby miał trochę szczęścia, niby nie wybronił czegoś takiego, co będziemy pokazywali wnukom przy okazji wspomnień z młodzieńczych lat, ale uwijał się między słupkami jak w ukropie i przez prawie cały mecz skutecznie wywiązywał się ze swojej roboty.

Wisła ostatecznie zremisowała 1:1 z Lechem, co z perspektywy całego meczu jest dla niej wynikiem bardzo dobrym, ale mimo wszystko jakieś powody do niedosytu są, bo do pełni szczęścia zabrakło im naprawdę niewiele. Nikt jednak wracając do Krakowa nie będzie miał prawa narzekać na rezultat, bo mogło to wyglądać zupełnie inaczej.

W drugim piątkowym spotkaniu, a pierwszym w kolejności, Śląsk Wrocław pokonał 3:0 Pogoń Szczecin. Dwa gole strzelił Marcin Robak, jedno trafienie dorzucił Arkadiusz Piech. Śląsk wygrał po dwóch porażkach z rzędu, a Portowcy coraz bardziej zalegają na dnie tabeli.