Skąd problemy finansowe Legii? Na czym zarabia polska piłka? Ten raport wiele wyjaśnia

Legia Warszawa pod względem finansowym chodzi w zupełnie innej wadze niż reszta polskich klubów. 100 milionów rocznych przychodów daje jej aż 33 miliony przewagi nad Lechem Poznań i ponad 50 milionów nad Lechią Gdańsk. Ale to tylko jedna strona medalu. Legia ma również wydatki - na europejskim poziomie, a w 2018 roku w Europie miała wyłącznie pod górkę.

Kolejny już raz firma Delloite w porozumieniu z Ekstraklasą przygotowała kompleksowy raport podsumowujący nie tylko sytuację finansową, ale szerzej – miejsce w jakim na tle Europy znajduje się nasza piłka ligowa. Jakie to miejsce? Wystarczy jeden rzut oka na słupki, by stwierdzić, że wielka piątka – Anglia, Niemcy, Hiszpania, Włochy i Francja – jest już w rzeczywistości, która z polskiej perspektywy jest całkowitą abstrakcją. To z kim możemy się równać to Szkocja, Dania, Austria, Norwegia czy Szwecja. Póki co, finansowo jesteśmy za ich plecami, ale z widokiem na to, by w wkrótce wyskoczyć o dwie, trzy pozycje.

Ekstraklasa SA, jako spółka, z roku na rok przekazuje klubom coraz więcej pieniędzy i wynika to przede wszystkim z coraz lepszych kontraktów telewizyjnych. Sezon 2019/2020 będzie w tym względzie absolutnym rekordem, gdy z poziomu 155 milionów złotych przelanych klubom przeskoczymy na minimum 225 mln, co uplasuje Ekstraklasę na ósmym miejscu w Europie pod względem wartości medialnej. Generalnie, jeśli chodzi o ogólną tendencję, funduszy w polskiej piłce jest więcej. Łączne przychody sumują się już do kwoty pół miliarda złotych! Choć na poziomie porównań rok do roku wiele zależy od tego, jak wcześnie polskie kluby wykładają się w swojej przygodzie w europejskich pucharach.

Najbogatszym klubem w Polsce wciąż bezapelacyjnie jest Legia, chociaż 2018 rok przychodowo skończyła na 40-milionowym minusie w porównaniu z rokiem poprzednim.

SLegię obciążają wysokie wydatki, zwłaszcza na pensje piłkarzy, które trudno zbilansować bez udanych występów w pucharach. Nic więc dziwnego, że aktualnie nie bardzo jest za co drogo kupować, za to trzeba sprzedawać.

Z raportu wynika jasno – szkolenie i sprzedaż za granicę to bardzo opłacalna działalność. Trzy kluby zarobiły na transferach w 2018 roku powyżej 15 milionów złotych – były to Zagłębie Lubin, Wisła Płock oraz Cracovia. Załatwiły im to kolejno odejścia Jarosława Jacha do Crystal Palace, Krzysztofa Piątka do Genoi i Arkadiusza Recy do Atalanty Bergamo.

Sam Reca zapewnił Wiśle Płock przychód na poziomie połowy rocznego budżetu, a Piątek dał trzydzieści procent wpływów Cracovii. Sześć miesięcy życia za jednego lewego obrońcę. Brzmi jak dobry deal? No właśnie.

Raport pokazuje też jak trudno w kolejnych sezonach może być w Ekstraklasie beniaminkom, którzy po latach spędzonych w niższych ligach często nie mają zbudowanej ani wartości sportowej, ani finansowej. Zagłębie Sosnowiec i Miedź Legnica wygenerowały w ciągu roku 10% przychodów Legii, co musi mocno przekładać się na inny model działania.

Małych często nie broni także frekwencja i przychód z dnia meczowego, choć trudno nie odnieść wrażenia, że w tych elementach jako cała liga wciąż jesteśmy daleko. Najwyższą średnią frekwencję w 2018 osiągnęła Legia, ale było to zaledwie 17 000 widzów – 57% pojemności stadionu. Fatalny wynik, czemu w sumie trudno się dziwić patrząc na poziom sportowy, osiągnął Lech Poznań, który średnio zapełniał 29% dostępnych krzesełek. Większość klubów Ekstraklasy z dnia meczowego wyciąga drobniaki – Zagłębie Lubin, Pogoń Szczecin, Korona Kielce czy Piast Gliwice (mistrz Polski!) nie były w stanie wygenerować z tego tytułu nawet dwóch milionów złotych. Czy w związku z tym można zaryzykować stwierdzenie, gdzie wyjątki potwierdzają regułę, że w Polsce zarabia się na transmitowaniu meczów, a nie organizowaniu ich dla kibiców przychodzących na stadion?

Na koniec słowo o kosztach. Większość klubów notuje wysoki wskaźnik wynagrodzeń, czyli najprościej mówiąc – płaci za dużo, względem tego ile zarabia i czym dysponuje. Koszty wynagrodzeń stanowią największą część składową rocznych wydatków. Najlepiej w 2018 roku ten element w ryzach trzymały Górnik Zabrze, Arka Gdynia, Jagiellonia Białystok oraz Cracovia, krążąc wokół optymalnego wskaźnika 60%, jaki na świecie uznaje się obecnie za zdrowy.

W przypadku Legii, płacącej statystycznie dwa razy lepiej niż reszta ligi, ten wskaźnik wyniósł dość ekstremalne 90%. Faza grupowa europejskich pucharów załatwiłaby temat i wpompowała na konto klubowe wystarczająco gotówki. Zakończenie tej przygody kompletnym blamażem oznacza rok cierpień i wypatrywania drogich transferów ratujących tabelki Excela.

Pełny raport Delloite i Ekstraklasy SA znajdziecie tutaj.