Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Simmons vs. Mitchell – wyścig po Rookie of the Year

Do końca sezonu regularnego pozostało już tylko niewiele ponad miesiąc i w najbliższych kilku tygodniach będziecie słyszeć na pewno nie tylko o ostatecznych rozstrzygnięciach w kontekście playoffów, ale także o kandydatach do poszczególnych nagród indywidualnych. Większość uwagi skupiona jest rzecz jasna na statuetce dla MVP, ale jeszcze ciekawszy wyścig mamy w tym roku w przypadku wyróżnienia dla Debiutanta Roku.

Ben Simmons i Donovan Mitchell. Pierwszy z nich rozpoczął sezon w tak dobrym stylu, że już po miesiącu był praktycznie jedynym poważnym kandydatem do Rookie of the Year. Wtedy jednak szerszej publiczności przedstawił się zawodnik Utah Jazz, który zaczynał mecz w roli rezerwowego i najpierw wywalczył miejsce w pierwszej piątce, a następnie stał się najważniejszą postacią w ofensywie swojej drużyny i razem z Rudym Gobertem, Joe Inglesem oraz Rickym Rubio dał Jazz ponownie nadzieję na awans do playoffów.

Już dawno wyścig po Rookie of the Year nie stał na tak wysokim poziomie. Mieliśmy całkiem często interesującą walkę o tę nagrodę (między innymi Dario Sarić vs. Malcolm Brogdon w poprzednim sezonie), ale w tym roku żaden z dwóch faworytów po prostu nie wygląda na parkiecie jak debiutant. O ile w przypadku Simmonsa nie powinno to dziwić, bo swój prawdziwy pierwszy sezon spędził w otoczeniu Philadelphii 76ers, rehabilitując się i potem także trenując wraz z resztą drużyny, to Mitchell zaskoczył prawie wszystkich swoją dojrzałością na boisku.

Mitchell szybko potwierdził bardzo wczesne zapowiedzi, że był “stealem” pierwszej rundy ubiegłorocznego draftu. W Jazz nie brakowało w tym roku problemów – trudny okres po odejściu Gordona Haywarda, kontuzje Dante Exuma, Thabo Sefoloshy, a także Goberta, transfery Rodneya Hooda i Joe Johnsona – a Mitchell przez cały ten czas był najrówniej prezentującym się graczem Utah, a w niektórych spotkaniach po prostu zachowywał się jak lider, biorąc na siebie grę w najtrudniejszych momentach meczu.

W przypadku Mitchella możemy zaryzykować stwierdzenie, że jest do tej pory najlepszym graczem Jazz w tym sezonie (lepszy jest Gobert, ale ten sporo pauzował przez urazy). W tym kontekście wygrywa z Simmonsem, który pod względem wpływu na grę drużyny mimo wszystko ulega w Filadelfii Joelowi Embiidowi.

Simmons to jednak zdecydowanie inny typ zawodnika niż Mitchell. Playmaker w ciele silnego skrzydłowego, wystawiany na pozycji rozgrywającego – to przepis Bretta Browna na ciągłe narażanie przeciwników Sixers na mismatche po obu stronach parkietu. Australijczyk już w tym momencie ma top10 wizję parkietu i gdy dostaje się pod obręcz, jest praktycznie nie do zatrzymania. Nie ma rzutu z półdystansu i dystansu, natomiast świetnie wykorzystuje przestrzeń na boisku, kreując pozycje dla siebie, a przede wszystkim dla swoich kolegów.

Bez Simmonsa na parkiecie, Sixers zdobywają o 5.1 punktu na 100 posiadań mniej, niż z nim. Nie jest defensywnym specjalistą, ale potrafi wykorzystać w obronie swój wzrost oraz mobilność i potrafi czytać grę rywali. Średnie na poziomie 16.5 punktu, 7.7 asysty, 7.5 zbiórki i 1.8 przechwytu na 53-procentowej skuteczności z gry to nie są statystyki, jakimi zwykle legitymuje się debiutant. To są statystyki kandydata do All-Star Game, którym Simmons w tym roku bezapelacyjnie był.

Ten argument jest za to po stronie Simmonsa, bo w kontekście Mitchella nikt nawet nie wspominał o All-Star Game. Po części przez naszpikowaną gwiazdami Konferencję Zachodnią, a po części przez fakt, że Utah przez długi czas miało więcej porażek niż zwycięstw i wydawało się, że mogą na dobre wypaść z wyścigu po playoffy. Dziś Jazz są już tylko i parę zwycięstw za czołową ósemką na Zachodzie i jeśli uda im się dogonić rywali, to będzie to w dużej mierze zasługa Mitchella i jego bardzo równej formy.

Oczekuję bardzo wyrównanego wyścigu aż do samego końca sezonu i głosujący będą mieli spory ból głowy, kogo dać na pierwszym miejscu, a kogo na drugim. Idealnym rozwiązaniem byłoby przyznanie nagrody obu panom (taka sytuacja miała już miejsce dwa razy), natomiast prawdopodobieństwo, że Mitchell i Simmons dostaną taką samą liczbę głosów jest niewielkie. O zwycięstwie zadecydują małe rzeczy – która z drużyn będzie miała więcej zwycięstw, jak dużo więcej punktów na mecz będzie miał Mitchell, jakie średnie utrzyma Simmons. Tak czy inaczej, postawa tych i nie tylko tych debiutantów w tym sezonie jest czymś naprawdę wartym uwagi, bo dawno nie mieliśmy tak dobrej klasy rookies.

Pełna oferta LV BET na dzisiejsze mecze NBA po kliknięciu w baner

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.