Siatkówka: Ile jest dziś warta drużyna Ferdinando de Giorgiego?

Pierwsze mecze w siatkarskiej Lidze Światowej za nami, Polacy odnieśli dwa zwycięstwa i zaliczyli jedną porażkę. Przegranym meczem był ten ostatni, z teoretycznie najłatwiejszym rywalem. Po pokonaniu Brazylijczyków i Włochów nasz apetyt był bardzo duży – już na samym początku rozgrywek udało nam się pokonać dwie światowe firmy. Potem przyszedł mecz z Iranem, czyli z ekipą, z którą biało-czerwoni mierzyli się dwa tygodnie temu, gdy z kadrą żegnał się nasz redakcyjny kolega, Krzysztof Ignaczak. Tego spotkania nie udało się wygrać, choć wszystko wskazywało, że Polacy z Pesaro wyjadą z trzema zwycięstwami na koncie.

Polacy spotkanie z Iranem rozpoczęli bez Bartosza Kurka i Bartłomieja Lemańskiego, którzy znakomicie spisali się w spotkaniach z Brazylią i Włochami. Ich miejsca zajęli Rafał Buszek i Karol Kłos, którzy dosyć niespodziewanie dopiero po raz pierwszy w tym sezonie Ligi Światowej zostali zawodnikami wychodzącymi na boisko od początku. De Giorgi chciał sprawdzić siatkarzy w nieco innym zestawieniu. Równa kadra wydaje się być kluczem do zwycięstwa w tak długich i męczących rozgrywkach, jakimi niewątpliwie jest LŚ.

Irańczycy, którzy do konfrontacji z Polakami przystąpili również w nie najmocniejszym składzie, nadzywczaj dobrze radzili sobie z Polakami w grze na siatce. Niech o niezbyt dobrej grze w niedzielę przeciwko Persom świadczy chociażby to, że najlepiej blokującym naszym reprezentantem i w ogóle jednym z najlepszych w tej klasyfikacji jest atakujący, Dawid Konarski.

– Nie spodziewałem się, że w tym rezerwowym składzie drużyna Iranu postawi takie warunki. Ani zmianami, ani swoją grą nie zdołaliśmy pokonać Persów. W porównaniu do poprzednich meczów nasza zagrywka była mocno pasywna, a po pierwszym secie blok nie istniał – to komentarz do tego spotkania Wojciecha Drzyzgi, komentatora i eksperta Polsatu Sport.

Marcin Możdżonek natomiast uważa, że porażka z Iranem była tylko wypadkiem przy pracy.

– Przegrana z Iranem żadnych czarnych chmur nad kadrę nie ściąga. Zdarzyło się, trudno. Natomiast czapki z głów dla zawodników, że pokonali Brazylijczyków i Włochów. I to w imponującym stylu. A Iran? Trudno, po prostu zagrał dużo lepiej od nas. Przede wszystkim w kontrataku. I zagrywką. Mieliśmy sporo kłopotów z przyjęciem ich serwisów.

Na pewno cieszy dobra dyspozycja w pierwszy weekend wcześniej już wspomnianego Dawida Konarskiego. Poza skutecznymi blokami, atakujący jest również trzecim najlepiej punktującym zawodnikiem pierwszego weekendu w Lidze Światowej. Konarski zdobył aż 57 punktów. Wyprzedzają go tylko Bułgar Cwetan Sokołow (60 punktów) i Brazylijczyk Evandro Guerra (68 oczek). Na 18. miejscu plasuje się Michał Kubiak, który ma na swoim koncie 36 oczek. Na jego dorobek składają się 32 punkty w ataku, 3 z bloku i 1 bezpośrednio z zagrywki.

Wracając do pytania z tytułu: Ile jest dziś warta drużyna Ferdinando de Giorgiego? Nie chcemy ferować wyroków po pierwszych trzech oficjalnych spotkaniach, ale mimo wszystko jesteśmy optymistami. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszyscy są w formie na samym początku turnieju i zarówno Brazylijczycy, jak i Włosi są na etapie składania drużyny, a rok poolimpijski jest najlepszym momentem, by budować zespół. Zwycięstwa z tak uznanymi firmami jednak cieszą i za to z pewnością biało-czerwonych należy pochwalić.

Co powiemy natomiast meczu z Iranem? Też trochę nas zaskoczyła porażka w trzech setach, ale może tak musiało być? Może lepiej, że przegrane spotkanie przyszło tak prędko? Szukamy analogii poza siatkówką i… przypomina nam się drużyna piłkarska z września 2016 roku. Tam też była euforia po udanym Euro, a potem przyszedł remis z Kazachstanem. Jak pokazała przyszłość – strata punktów bardzo potrzebna, która była niczym kubeł zimnej wody i później było już tylko lepiej.

My w ten sposób to sobie tłumaczymy. Kolejne mecze pokażą, czy mieliśmy rację.

Komentarze