Siatkówka: Czas przełamać Iran!

    Dobry nastrój po dwóch pierwszych meczach tegorocznej edycji Ligi Światowej zmąciła porażka z Iranem. Reprezentacją, którą pokonaliśmy kilkanaście dni wcześniej podczas spotkania towarzyskiego na tyle łatwo, że nikt nie przypuszczał, aby ta sama ekipa napsuła nam tyle krwi i odebrała punkty. Zwłaszcza, że aktualni mistrzowie świata mieli już wtedy na rozkładzie Włochów i Brazylijczyków, czyli najwyższej klasy firmy.  Jak się później okazało – spotkanie z Iranem było przełomowe dla naszej kadry.

    Przed tygodniem ulegliśmy Bułgarom po bardzo zaciętym spotkaniu, a w czwartek w Katowickim Spodku okazaliśmy się wyraźnie słabsi od Rosjan. Sborna pewnie ograła biało-czerwonych 3:0 nie pozostawiając ani przez sekundę wątpliwości, że jest drużyną wyraźnie lepszą.

    Rosjanie zwyciężyli, mimo że w naszych szeregach w pierwszej szóstce zaprezentował się Michał Kubiak, który kilka dni wcześniej, właśnie w spotkaniu przeciwko Bułgarom, skręcił kostkę. Przed naszą reprezentacją stawiane były ambitne plany, a celem Ferdinando de Giorgiego było zakwalifikowanie się do turnieju finałowego Super Six. Jeszcze przed konfrontacją ze Sborną Kubiak bił na alarm: – Wszyscy przyjechaliśmy do Katowic po to, żeby zakwalifikować się do turnieju finałowego i pojechać do Brazylii. W Spodku zawsze grało się  nam dobrze. Mam nadzieję, że tak będzie również tym razem i wykorzystamy tę szansę, i pojedziemy do Brazylii.

    Nie tylko nie udało się wygrać, ale Polacy zagrali najsłabsze jak do tej pory spotkanie w Lidze Światowej i po raz kolejny przegrali z Rosją. – Przepraszamy kibiców, bo zgotowali nam świetną atmosferę, a my nie zagraliśmy tak, jak tego oczekiwaliśmy. Nie tak to miało wyglądać – tuż po meczu powiedział Mateusz Bieniek, który był bardzo smutny wychodząc do strefy przeznaczonej dla mediów. Podobnie jak cała nasza drużyna, która w Katowicach zaliczyła już czwartą porażkę w tegorocznej Lidze Światowej.

    Świadomy słabej gry naszego zespołu jest selekcjoner reprezentacji, Ferdinando De Giorgi”

    – Najgorsze jest to, że w spotkaniu z Rosjanami nie podjęliśmy walki. Dostaliśmy lanie przed własną publicznością. Przegraliśmy szybko i w bardzo złym stylu. W poprzednich spotkaniach nawet, gdy przegrywaliśmy, mieliśmy dobre momenty, walczyliśmy. Teraz nie było nas na boisku. Jak najszybciej musimy zapomnieć o tym, co wydarzyło się w Spodku.

    Polacy w dalszym czasie mają szanse na zakwalifikowanie się do finałowego turnieju Super Six w Brazylii, ale muszą wygrać dwa swoje najbliższe spotkania – z Iranem i USA. Tak jak już pisaliśmy – z Iranem ostatnio polegliśmy, ale z USA… z tą ekipą znamy się jak łyse konie. I niestety ta znajomość nie działa na naszą korzyść. Amerykanie to jeden z najbardziej niewygodnych dla nas rywali. Wystarczy przypomnieć tylko spotkanie ćwierćfinałowe podczas igrzysk olimpijskich w Rio, które wyraźnie przegraliśmy.

    Żebyśmy awansowali do Super Six musimy wygrać dwa mecze i patrzeć na Belgię, Kanadę i Bułgarię. Każda z tych ekip musi przegrać przynajmniej po jednym spotkaniu. Wtedy to Polacy będą legitymowali się bilansem 5-4, a to już wystarczy do tego, by szykować się do brazylijskiego turnieju.

    Co było do tej pory naszą największą bolączką? Brak drugiego, po Bartoszu Kurku, strzelca oraz wciąż  małe doświadczenie wielu zawodników na arenach międzynarodowych:

    – Dla nas to bardzo ważne, by być w Kurytybie, bo najlepszym treningiem jest rywalizacja z najsilniejszymi zespołami. Młodzi ludzie potrzebują czasu, by się ogrywać. Gdybyśmy teraz nagle skończyli granie i wrócili do niego na mistrzostwa Europy,  byłoby nam trudniej – skwitował Piotr Gruszka.

    Spotkanie z Iranem rozpocznie się dziś, w sobotę, o godzinie 20:15. Przeciwko USA zagramy jutro o tej samej porze.

     

    Komentarze