Siatkarze idą jak burza. Czy to drużyna na olimpijskie złoto?

Vital Heynen od początku swojej pracy nie ukrywa, że jego celem nadrzędnym jest olimpijskie złoto w Tokio. I im bliżej startu turnieju na japońskiej ziemi, tym mocniej nie możemy się doczekać, bo Polacy to w tym momencie murowany faworyt do triumfu.

Gdy w lutym 2018 roku Vital Heynen objął stery reprezentacji Polski, miał jasno określony cel – mistrzostwo olimpijskie. Taka sztuka biało-czerwonym nie udała się od pamiętnego 1976 roku, kiedy to w Montrealu legendarna drużyna Huberta Wagnera sięgnęła po złoto. Od tamtej pory naszej drużynie narodowej wiodło się… przeciętnie. No, może poza igrzyskami rok później, kiedy to zagraliśmy o trzecie miejsce (i ostatecznie przegraliśmy).

Przejrzyjmy więc szybko wyniki biało-czerwonych na IO od sukcesu w Kanadzie. W 1984, 1988 i 1992 w ogóle nie zagraliśmy – z tych pierwszych się wycofaliśmy, do pozostałych nie awansowaliśmy. W 1996 odpadliśmy w fazie grupowej, cztery lata później znów nas zabrakło przez brak kwalifikacji. Nadzieja na lepszą przyszłość przyszła z czasem – coraz silniejsza drużyna, coraz więcej klasowych zawodników, coraz lepsze wyniki w turniejach międzynarodowych. Ale w Atenach w 2004 roku odpadliśmy w ćwierćfinale. Cztery lata później w Pekinie? To samo. Największe apetyty były przed Lonynem w 2012. Wtedy mówiło się bez ogródek, że jedziemy po złoto, ale klątwa ćwierćfinału znów dała o sobie znać i drużyna Andrei Anastasiego niespodziewanie odpadła.

Na igrzyska w Rio de Janeiro jechaliśmy jako aktualni mistrzowie świata, więc nastroje były podobne – znów szykowaliśmy się do walki o najwyższy laur. I znów zatrzymaliśmy się na etapie 1/4 finału. W 2018 roku Heynen został więc zatrudniony z jasną misją i nawet gdy kilka miesięcy później zdobył mistrzostwo świata, to zarzekał się, że to dopiero pierwszy etap drogi. Której zwieńczeniem ma być złoto igrzysk w Tokio.

Te wystartują już niedługo, bo dosłownie za kilka tygodni. I ile na razie wiemy? Ano tyle, że Polska kadra w siatkówce już dawno nie była tak potężna. Zresztą widać to faktycznie od MŚ 2018. Ale trudno oprzeć się wrażeniu, że z czasem ta mistrzowska drużyna stała się jeszcze silniejsza. Gdy teraz patrzymy na popisy biało-czerwonych w Lidze Narodów, to serce rośnie. W porządku, niektórzy powiedzą, że wiele drużyn przyjechało tu przede wszystkim trenować i szykować się do igrzysk, grają w eksperymentalnych składach, poza tym co to za sztuka ograć słabiutką ostatnio Bułgarię czy będącą outsiderem Australię.

Ale po pierwsze Heynen w LN 2021 też eksperymentuje. Każdy mecz zaczyna inny skład. Ba, w każdym meczu na ławce są też często inni zawodnicy i trudno doszukać się siatkarzy, którzy w dłuższym wymiarze czasowym zagraliby w dwóch spotkaniach z rzędu. Po drugie w LN ograliśmy nie tylko Bułgarię i Australię. Bo akurat tego można było się spodziewać. Ale rozbicie Rosjan 3:1 i Amerykanów 3:0 już musi robić wrażenie. Szczególnie, że w ostatnich latach nasze starcia z tymi rywalami kończyły się bardzo różnie.

Przed startem igrzysk w Tokio nie można więc uciec od stwierdzeń, że Polska pojedzie tam w roli faworyta. Ale nie chodzi tu też przecież o występy w Lidze Narodów, która – jak już się rzekło – jest jedynie testem przed startem turnieju olimpijskiego. Chodzi przede wszystkim o głębię kadry. Wszak jest w niej kilku zawodników, którzy dopiero co wygrali Ligę Mistrzów z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle (m.in. Paweł Zatorski, Jakub Kochanowski czy Łukasz Kaczmarek). Kilku innych, którzy odgrywają pierwszoplanowe role w zagranicznych gigantach, jak Wilfredo Leon czy Bartosz Bednorz. I jeszcze kilka innych gwiazd, jak Michał Kubiak, Bartosz Kurek czy Piotr Nowakowski, których można przecież stawiać w jednym szeregu z najlepszymi na świecie na ich pozycjach.

Do kadry na Ligę Narodów Heynen powołał 15 zawodników (i dowołał do niej Norberta Hubera). Na igrzyska w Tokio pojedzie zaledwie 12 i choć pierwszą szóstkę na IO wytypować raczej łatwo, tak całą dwunastkę już nie do końca. Bo poziom w tej kadrze jest niezwykle wyrównany. Każdy może dać jej coś ekstra. Nawet dowołany dodatkowo Huber, który w środowym meczu z Bułgarią zdobył aż 11 punktów. Belgijski selekcjoner będzie miał więc twardy orzech do zgryzienia – komu podziękować?

W Polsce bardzo popularne jest pompowanie balonika przed dużymi turniejami i startami. Niezależnie czy chodzi o piłkarzy, siatkarzy czy przedstawicieli sportów indywidualnych. Często jednak predykcje przed tymi wydarzeniami nijak się mają do faktycznych szans na sukces. Dlatego w przypadku drużyny Vitala Heynena nie można mówić o baloniku. Bo określenie „do Tokio jedziemy po złoto” to nie jest szafowanie na wyrost przewidywaniami bez pokrycia w rzeczywistości, a faktyczna i realna ocena możliwości naszych siatkarzy. I oby za kilka tygodni potwierdzili to na boisku.

Heynen skreślił mistrzów świata. Oni nie pojadą na igrzyska w Tokio!

DARMOWY ZAKLAD 20PLN + BONUS 3333PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem
Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem