Milan pod wodzą Gennaro Gattuso jest jak flaczki – może nie wygląda najlepiej, ale smakuje, to znaczy punktuje, naprawdę znakomicie. Jego drużyna w meczu z Sampdorią była dość senna, przez pewne fragmenty meczu monotonna i nijaka, ale zrobiła swoje. Zrównała się punktami z dzisiejszym rywalem, traci siedem punktów do Interu i nie powiedziała ostatniego słowa.

Rossoneri wygrali po składnej akcji, nie dali sobie choćby poważnie zagrozić bramce, nie mówiąc o stracie gola czy szczęściu i ratującej punkty poprzeczki czy słupka. To była cicha, ale bardzo wyraźna dominacja. W strzałach 20 do 9, większe posiadanie piłki – statystyki potwierdzają to, co oglądaliśmy na San Siro. Chociaż trzeba przyznać, że przez większość meczu było to Sen Siro, bo odgłos ziewania pojawił się przed niejednym teleodbiornikiem.

Jak wypadli Polacy?

Kibiców nad Wisłą z pewnością najbardziej interesuje to, czy polskie trio z Genui zaprezentowało się dobrze, przeciętnie czy lepiej przejść już do innych tematów. Cała trójka wypadła tak, jak wyglądał ten mecz – przeciętnie, bez szału i bez historii. Bereszyński nie popełnił żadnego błędu w obronie, co jest punktem wyjścia jakiejkolwiek dyskusji na temat jego występu. W przodzie nie dał zupełnie nic i do tego można się przyczepić, ale cała reszta kolegów z drużyny dała niewiele więcej.

Oglądaliśmy poprzednie mecze Sampdorii, między innymi ten z Romą, i zastanawiamy się: jaka historia stoi za tym miałkim, żeby nie powiedzieć bezjajecznym występem?  Szczególnie pierwsze minuty to była totalna dominacja gospodarzy, a goście – wyglądali, jakby do Mediolanu jechali przez Astanę i to starym ogórkiem PKS. Zaspani, wiecznie spóźnieni, za wolni, bez pomysłu.

Karol Linetty chciał z tego impasu swoją drużynę wyprowadzić, ale nie miał na tyle argumentów w ofensywie, by „pociągnąć wóżek”. Tego nie prowadził o dziwo genialny w poprzednich spotkaniach Torreira, który został całkowicie zdominowany przez środkowych pomocników Milanu i nie wyszedł z tego impasu do ostatniego gwizdka sędziego. Po dwóch Urugwajczykach, bo w Sampdorii na „dziesiątce” występuje jeszcze Gaston Ramirez, spodziewaliśmy się znacznie, znacznie więcej.

W środkowej strefie boiska został przez genueńczyków ten mecz przegrany, przez co grający w ataku Fabio Quagliarella i Duvan Zapata praktycznie nie mieli okazji ani do zaskoczenia bezrobotnego Gigiego Donnarummy. Dość powiedzieć, że przez całe 90 minut włoski golkiper musiał interweniować zaledwie dwukrotnie i nie były to parady tygodnia. Kownacki po wejściu na boisku wyglądał na żywego i chętnego do gry, ale ocenić możemy tylko aspekty wizualne. Konkretów brak.

Serce dla Milanu

W środkowej strefie boiska rządził Milan, a konkretnie: Lucas Biglia. Trudno przypomnieć sobie jakiś konkretny przerzut, prostopadłą piłkę czy strzał. Po prostu – był zawsze tam, gdzie trzeba. Gdzie potrzebowała tego drużyna. Wreszcie zrobił to, co wymagano od niego od pierwszego dnia na San Siro: grał jak lider. 96% celnych podań – to robi wrażenie. Pod tym względem lepszy był tylko Bonaventura, który do świetnej formy dołożył jeszcze jedyne w tym meczu trafienie.

Przed meczem Gattuso mówił, że nie ma kim zastąpić Francka Kessiego, bo nie ma w kadrze zawodnika o identycznej charakterystyce. Wybór padł na doświadczonego Ricardo Montolivo. Włochowi do swojej optymalnej formy sprzed lat nadal brakuje bardzo wiele, ale ten występ spełnił oczekiwania kibiców i trenera. Choć z linii czerwono-czarnej pomocy był najsłabszy.

 

Zachwycał jak zawsze Suso, a na właściwe tory wrócił Hakan Calhanoglu. Turek aż ośmiokrotnie próbował pokonać Emiliano Viviano (świetny mecz bramkarza plus obroniony rzut karny), często dryblował, celnie podawał, huknął raz w poprzeczkę bramki gości. Najsłabsi w drużynie Rossonerich: Ricardo Rodriguez i Patrick Cutrone. Młody Włoch gra w stylu Inzaghiego, więc siłą rzeczy przez lwią część meczu był niewidoczny. Tylko pięć podań (60% celności) przez 65 minut, kiedy jego drużyna przeważała, połączone z trzema stratami to wynik niepredysponujący do pochwał. Z lepszej strony pokazał się Andre Silva, który mógł mieć taką asystę:

https://twitter.com/lavozdelcalcio/status/965337773690548225

Pokonanie bezbarwnej Sampdorii to dziesiąty mecz z rzędu Gattuso bez porażki. Nie wyszło Inzaghiemu, nie wyszło Seedorfowi, ale Rino póki w roli trener wypada naprawdę okazale. Na styl gry przyjdzie czas, teraz trzeba przede wszystkim punktować. Jeśli mediolańczycy będą robić to z taką regularnością jak teraz, sytuacja na linii Milan-Inter może się odwrócić. 10 ost. meczów Milanu – 20 punktów. Tyle samo Interu to zaledwie dziewięć „oczek” i tylko jedno zwycięstwo. Derby Mediolanu 4 marca to może być starcie o zmianę warty. I miejsce w upragnionej Lidze Mistrzów.

Bartłomiej Stańdo

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem