Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Selekcjoner Hiszpanów zwolniony dzień przed MŚ! Piłkarze jak Rejtan…

Takiego cyrku w przeddzień mundialu nie zafundowały nigdy nawet reprezentacje z Afryki, kłócące się z federacją o wypłaty bądź premie finansowe z tytułu udziału na mistrzostwach świata. W Hiszpanii, która pojutrze zmierzy się w bardzo ważnym meczu z Portugalią, nastąpiła dziś zmiana trenera!

Julen Lopetegui przejął kadrę „La Furia Roja” po Vicente del Bosque w 2016 roku, po słabych występach na mundialu w Brazylii i francuskim Euro. Nie zrobił oczekiwanej rewolucji, a zamiast tego scalił pamiętający tytułu mistrzów świata czy Europy piłkarzy z tymi, którzy dla kraju z Półwyspu Iberyjskiego stanowią napływ świeżej krwi. Zaczęło to funkcjonować znakomicie.

Eliminacje przeszli szturmem, z jednym tylko zawahaniem w postaci remisu 1:1 z Włochami. W żadnym innym spotkaniu nawet się nie spocili. Izrael, Albania, Macedonia, Lichtenstein, Włochy u siebie – wszędzie lekko, łatwo i przyjemnie. Bilans bramkowy? 36:3.

Wielki entuzjazm przed MŚ w Rosji zapanował zwłaszcza po ograniu 6:1 reprezentacji Argentyny. Druga linia Hiszpanów jest najlepsza na świecie: Iniesta, Busquets, Isco, Koke, Saul, Thiago, David Silva, Marco Asensio. Pomyśleć, że biletu do Rosji nie otrzymali tacy goście jak Fabregas, Mata, Ander Herrera, Parejo czy Illarramendi. Serce i płuca zespołu zdrowe jak koń, a przecież do tego trzeba dołożyć fantastycznego bramkarza, zgraną i pewną linię obrony oraz przebudzenie napastników.

A jednak Hiszpanie są bliscy (o ile właśnie tego nie zrobili) wykreślenia się z listy faworytów mundialu.

Winny? W Hiszpanii nie mają wątpliwości, że jest nim Julen Lopetegui. Selekcjoner przedłużył niedawno umowę z hiszpańską federacją do 2020 roku, ale tak szybko jak go złożył, tak szybko o nim zapomniał gdy z ofertą zgłosił się Real Madryt. „Królewskich” po trzecim wygranym finale Ligi Mistzów z rzędu opuścił Zinedine Zidane, a prezydent klubu Florentino Perez rozpoczął poszukiwania następcy. Zdecydował się na selekcjonera kadry.

Problem w tym, że ich porozumienie wyszło na jaw w przeddzień najważniejszej sportowej imprezy globu. Rozmowy prowadzi pewnie wielu szkoleniowców reprezentacji uczestniczących w rosyjskim turnieju. Nic dziwnego, że trenerzy martwią się o przyszłość, o „życie po mistrzostwach”. Żaden z nich jednak nie podpisał oficjalnie kontraktu dzień przed turniejem, a przynajmniej wiadomość o tym nie ujrzała światła dziennego.

Lopetegui wycierając pupę przedłużonym niedawno kontraktem pokazał przede wszystkim brak lojalności i ogromną nieodpowiedzialność, choć piastuje kluczowe dla rodaków stanowisko w futbolu. Czym innym jest poinformowanie Aragonesa o odejściu w 2008 roku do Turcji, a także Antonio Conte w 2016 roku do Chelsea. Lopetegui przechodzi do Realu, czyli klubu, który w hiszpańskiej kadrze ma sześciu reprezentantów. Tyle samo jest zawodników z drużyn największych rywali „Królewskich”, czyli Barcelony i Atletico. To połowa kadry narodowej.

Konflikt interesów, niepotrzebne domysły, kontrowersje, patrzenie na decyzje personalne przez pryzmat nowego klubu – to coś, na co Hiszpanie nie powinni sobie pozwolić. Najmniejszą winę obarczylibyśmy Real Madryt, który ma swoje interesy, realizuje własną politykę i nie zawsze musi być ona zbieżna z tą reprezentacyjną. Nieelegancko zachował się Lopetegui, ale swoje trzy grosze dołożyły również władze federacji.

Można powiedzieć nawet, że zadziałały na szkodę hiszpańskiego związku.

Lopetegui, odchodząc do Realu i zrywając kontrakt, zapłaci 2 miliony euro kary. Finansowo, w obliczu transferów sięgających nawet 222 milionów euro, to kropla w morzu. Na rynku, w którym poruszają się Real czy Barcelona, kwota ta nie gwarantowała praktycznie niczego – ani nie była zaporowa, zapewniająca kontynuację pracy selekcjonera, ani też nie stanowiła satysfakcjonującej gratyfikacji finansowej. Słowem: tak ważną osobę, jak trenera narodowej kadry niedawnych mistrzów świata i Europy, można było wyciągnąć za półdarmo.

Skandalem zakończyłaby się praca byłego trenera FC Porto, ale wszystko wskazywało na to, że stanie „zaledwie” na potężnym zamieszaniu. Już zaplanowano konferencję prasową, na której miało nastąpić ogłoszenie o zwolnieniu selekcjonera, ale zostało przełożone. Z prezesem federacji mieli poważnie porozmawiać zawodnicy, na czele których stał Sergio Ramos, którzy zdołali przekonać go do zmiany decyzji.

Niczym Rejtan stanęli murem za trenerem, ale tak jak w sytuacji z obrazu Matejki – ostatecznie nie udało im się postawić na swoim. Odpalono lont bomby i choć w ostatniej chwili pośliniono palec, przyłożono do sznurka i powstrzymano wybuch – ten nastąpił. Hiszpania na mundialu na pewno nie zagra tak, jak zagrałaby bez tej wiadomości. Albo wyjdzie z tego jeszcze bardziej zmotywowana, zjednoczona i silniejsza, albo czeka ich – po trzech wygranych turniejach z rzędu – trzeci naznaczony porażką, do której rękę mocno przyłożył selekcjoner.