Sebastian Mila: Wspomnienia z nowej szatni

    Witajcie!

    Dzisiaj postanowiłem opowiedzieć Wam garść anegdot, związanych z moim wejściem do szatni drużyn, w których występowałem. Niektóre były całkiem śmieszne, niektóre dziwne, ale większość z nich ukształtowała mój charakter i dzięki nim mam naprawdę wspaniałe wspomnienia, których szczerze – sam sobie zazdroszczę. Przekonajcie się sami.


    Zacznijmy od początku. Lechia Gdańsk była moim pierwszym poważnym klubem. Kiedy przyjechałem do Gdańska jako 16-letni chłopiec i dostałem się do pierwszej drużyny, pomyślałem sobie, że muszę być za wszelką cenę taki jak oni – profesjonalnym piłkarzem. Poszedłem więc do naszego masażysty i poprosiłem go o masaż. Grzecznie odpowiedział, że za chwile do mnie przyjdzie, więc usiadłem na swoim miejscu i cierpliwie czekałem… Mineła godzina, za 5min wychodziliśmy już na trening i w tym momencie podszedł do mnie, wziął mnie na bok i powiedział: ”Nigdy więcej nie proś o masaż… bo masaż biorą piłkarze. Tobie jedynie mogę wetrzeć maść jak będziesz miał jakiegoś siniaka…”.

    Od tamtego momentu aż do dnia dzisiejszego, nigdy się nie masowałem 🙂

    Kolejną szatnią był Orlen Płock. Tam panował zwyczaj, że z szatni po treningu brudny sprzęt zanosiło się do budynku obok. To oczywiście należało do najmłodszych zawodników czyli m.in. mnie. Kiedy wróciłem z Mistrzostw Europy U-18 po zdobyciu złotego medalu, pomyślałem sobie, że to już z całą pewnością, nie należy do moich obowiązków. Starszyzna jednak szybko zweryfikowała moje plany… Nieraz poirytowany musiałem czekać, aż ostatni zawodnik rzuci swoje brudne “gacie”, abym mógł w końcu zdążyć na autobus z Płocka do Koszalina. Takie sytuacje teraz wspominam z uśmiechem, gdyż nauczyły mnie niezwykłej pokory.

    Kolejnym etapem był Groclin Dyskobolia. Z tym klubem wiąże się wiele świetnych historii związanych z szatnią, ale pozwólcie, że opowiem Wam jedną, związaną z wyjazdem na obóz, która mocno mi utkwiła w pamięci. Zatem w dzień zaplanowanego wyjazdu na Cypr – byłem podekscytowany, zestresowany, ale w końcu to był mój pierwszy zagraniczny wyjazd, a na dodatek z drużyną z ekstraklasy.

    Po doświadczeniach z poprzednich klubów, doskonale zdawałem sobie sprawę, że moim obowiązkiem będzie noszenie piłek, sprzętu i wszystkich rzeczy związanych z treningiem. Tu czekała mnie niespodzianka.

    Prezes Drzymała zawsze latał z całą swoją rodziną na obozy: żona, dwie córki razem z mężami i dziećmi. A jak wiadomo, wszyscy muszą zabierać ze sobą walizki. I tu oprócz własnego bagażu i jak wcześniej wspominałem: piłek i innego sprzętu, każdy z młodych piłkarzy miał także przeznaczoną walizkę rodziny Prezesa, którą się opiekował przez całą drogę.

    Więc musicie mnie zrozumieć, że moje emocje trochę jednak się ostudziły, jak z “wielkiego” piłkarza ekstraklasy (w moim mniemaniu :D) stałem się tragarzem… Zaznaczam, że nie zadawałem już wtedy żadnych pytań, a walizki bezpiecznie dotarły do hotelu.

    O Austrii Wiedeń napiszę Wam tylko tyle, że w pierwszy dzień kiedy wszedłem do szatni i  otworzyłem swoją szafkę, zobaczyłem: kluczyki do samochodu, otwarte konto bankowe, telefon komórkowy z austriackim numerem oraz cztery oferty wynajmu apartamentu w Wiedniu. Więc jak widzicie, roboty nie miałem zbyt wiele. Moglem się skupić na piłce. No tak… trener Frankie Schinkels niestety mało na mnie stawiał…

    Długo nie mogłem się z tym pogodzić, że nie potrafiłem go przekonać i przebić się do podstawowego składu, aż do momentu kiedy obejrzałem po latach to oto nagranie…

    Tak, dobrze widzicie, mój trener niedługo pełnił swoją funkcję w klubie, gdyż został piosenkarzem i śpiewał austriackie disco – polo. Po tym nagraniu, chyba się nie zdziwicie, że moje rozczarowanie niepowodzeniem w klubie, troszkę zmalało 😉

    Szatnia Valerengi Oslo…

    Komentarze