Sebastian Mila: Kiedy należy zejść ze sceny?

Witam wszystkich! Dzisiaj chciałbym poruszyć temat kończenia kariery przez sportowców, a przede wszystkim piłkarzy. Kiedy nadejdzie ten odpowiedni moment do zejścia ze sceny i co jest, z moich obserwacji, tego głównym powodem: wyniki, wypalenie, czy zdrowie?

Kiedy myślę, że nie zobaczę już takich sportowców jak Tyson, Jordan czy Ronaldo (ten prawdziwy 😉 ), to najzwyczajniej jest mi szkoda. Wiem, że są inni młodzi itp., ale jednak, czy nie chcielibyście zobaczyć w akcji Tysona na gali w Nowym Jorku? Czy Jordan by się nie przydał przy nocnym oglądaniu NBA? Myślę, że się ze mną zgodzicie, że odpowiedź na te pytania jest twierdząca.

Patrząc na ostatnią walkę Klitschko z Joshua – mówię “chłopie, więcej takich walk”! Kiedy Gianluigi Buffon i jego drużyna odprawia wielką Barcelonę z kwitkiem, on sam ma szansę spełnić swoje marzenia związane z wygraniem Ligi Mistrzów – mówię “zrób to”!

Jest jednak druga strona medalu… Kiedy widziałem ostatnie pojedynki Gołoty (a wstawałem jak wielu z Was w nocy, by mu kibicować), to muszę stwierdzić, że trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść. I tu jeszcze pamiętam mniej lub bardziej zrozumiałe zakończenia kariery moich kolegów z boiska.

Mirosław Szymkowiak, z którym grałem w Reprezentacji, w wieku 30 lat powiedział “stop”. Na tamte czasy był najlepszym naszym rozgrywającym. Na pewno miał jakieś powody, ale ja uważałem, że to zdecydowanie za wcześnie. Kolejny przypadek, Radek Sobolewski, mój dobry kolega, z którym spędzałem mnóstwo czasu na boisku, a także poza nim. Kiedyś powiedział mi, że po zakończeniu eliminacji do Euro w Austrii i Szwajcarii zakończy reprezentacyjną karierę. To był dla mnie wielki szok. Argumentował to wiekiem, jak również zmęczeniem. Mówił, że to optymalny czas.

Szanowałem jego decyzję, choć się z nią nie zgadzałem. Nie widziałem u niego braku zaangażowania czy wypalenia! Wręcz przeciwnie! Jak to Sobol – naruszył każdy skrawek boiska – spocony, poobijany, dający swojej drużynie dodatkowy atut do zwycięstwa. Nie odstawał od reszty drużyny.

Ostatni przykład, to mój serdeczny przyjaciel Tomek Wieszczycki. Po rozwiązaniu kontraktu z Groclinem Dyskobolia (małe nieporozumienie z prezesem Drzymałą) postanowił, że to już jest koniec jego kariery. Tego już nie mogłem zrozumieć i nie wybaczyłem mu do dnia dzisiejszego. 😉 A dlaczego nie mogłem zrozumieć? Nie tylko był moim kolegą z drużyny, przyjacielem, ale przede wszystkim uczył nas grać, poruszać się, myśleć na boisku. Gdyby nie on, nie miałbym tej ściągi na boisku, którą mogłem w dalszej karierze wykorzystywać. Właśnie dlatego potrzebni są doświadczeni piłkarze. To oni uczą młodych szacunku, począwszy od masażystów, magazynierów, kończąc na asystentach, trenerach i prezesach.

Powiedzieć Wam szczerze? Nie wiem gdzie bym dzisiaj był, gdyby Wieszczu nie oddał mi wolnego w meczu z Manchesterem City. To on miał strzelać, to on był oddelegowany na ten mecz do strzelania rzutów wolnych.

Który młody piłkarz zdobyłby się na taki ruch? Ja na pewno nie. Nie oddałbym piłki komuś innemu w tak ważnym meczu. Nawet jakbym czuł, że to “nie mój dzień” i tak bym strzelał. On miał tę mądrość, której ja nie posiadałem wtedy. Dzięki takim ruchom zrozumiałem, że nie liczę się ja, ale dobro całej drużyny.

I co więcej, opowiem Wam głupią historię, której się wstydzę, ale może czyta mnie jakiś młody piłkarz i zawczasu się zreflektuje. 🙂

12

Komentarze